sobota, 30 stycznia 2016

Miniaturka "Za jakie grzechy?"

        Siedziałem na metalowym krześle przed salą operacyjną. Sprawdziłem godzinę na zegarku, za piętnaście druga. Czekam tu dwie i pół godziny. Przyjaciele pojechali do domów, zostałem tylko ja razem z najlepszą przyjaciółką mojej narzeczonej, która poszła po kawę. Wszędzie białe ściany, biała podłoga, białe drzwi prowadzące niewiadomo dokąd, na korytarzu zero okien. Zapach szpitala przypominał mi o tym gdzie znajduję się w tej chwili. Co chwilę słyszałem skrzypnięcie drzwi, a zaraz po tym bieg magomedyka lub pielęgniarki. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Usiadłem na podłodze. Przymknąłem oczy chcąc na chwilę urwać się z szarej rzeczywistości. „Szary to też kolor, więc Twoje życie zawsze będzie kolorowe, nieważne co by się stało” przypomniałem sobie słowa mojej ukochanej. Byłem już w półśnie, gdy usłyszałem, że ktoś siada obok mnie. Zauważyłem rude włosy. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Dziękuję – powiedziałem, gdy podała mi kubek kawy z mlekiem i łyżeczką cukru.
- Nie ma za co, na pewno jesteś wykończony tym czekaniem – odpowiedziała – wiadomo już co się stało?
- Nie chcą mi nic powiedzieć. Te wszystkie przepisy odnośnie tego, że tylko rodzina może się dowiedzieć o jej stanie, uniemożliwia mi wszystko.
- Jak tak mogą? Jesteś przecież jej narzeczonym, to absurd! – krzyknęła – zaraz pójdę do jakiegoś magomedyka i zażądam wyjaśnień!
-Nic ci nie powiedzą. Pytałem ich wszystkich, ale cały czas słyszę tę samą gadkę – mruknąłem. – Ginevro, proszę, nie patrz tak na mnie! To nie moja wina, że nie chcą nic powiedzieć!
-Dobra, przepraszam. Po prostu się denerwuję, niecodziennie twoja przyjaciółka mdleje bez powodu. I nie mów do mnie Ginevro!
-Okej, okej. Ginny? – powiedziałem, a gdy popatrzyła na mnie, kontynuowałem – mogę ci coś powiedzieć? Ale obiecaj, że nikomu o tym nie powiesz.
-Dobra, obiecuję – odpowiedziała podnosząc rękę na serce.
-Boję się, że coś się stanie i że to moja wina – kiedy posłała mi zdziwione spojrzenie, wiedziałem, że muszę się komuś wygadać – chodzi o to, że przed jej omdleniem kłóciliśmy się. Zaczęło się od błahostki. Nie wiedziałem o co jej chodzi. W końcu powiedziała mi w twarz, że zachowuje się jak gówniarz i że nie wie czy może mi zaufać. Nie byłem jej dłużny. Powiedziałem jednak o jedno słowo za dużo. Krzyknąłem jej prosto w twarz, że jeśli chce to może się wyprowadzić do Freda, bo najwidoczniej z nim jest jej lepiej. Ze łzami w oczach spytała się mnie o czym mówię. Nie panowałem nad sobą, naprawdę nie chciałem jej tego powiedzieć. Odpowiedziałem jej, że nie ma za grosz honoru skoro nie chce się przyznać, że zachowuje się jak dziwka, sypiając z dwoma facetami na raz. Kiedy zorientowałem się co powiedziałem jej już nie było. Wybiegłem do ogrodu i zauważyłem, że leży na ziemi, była nieprzytomna. Szybko teleportowałem się z nią do Munga i zadzwoniłem do wszystkich.
-Draco! Jak mogłeś pomyśleć, że cię zdradza?! Rozumiem jakbyś miał na to jakieś dowody – skomentowała oburzona moim zachowaniem. Nie dziwiłem jej się. Jak mężczyzna może powiedzieć swojej narzeczonej prosto w twarz, że uważa ją za kobietę lekkich obyczajów? W tym momencie to ja straciłem honor, nie ona.
-Wiem, przegiąłem! Po prostu miałem podejrzenia od pewnego czasu. Wychodziła z samego rana i wracała późnym wieczorem. Nie chciała powiedzieć gdzie spędza tak dużo czasu. Cały czas słyszałem gadki typu „porozmawiamy później”, „jestem zmęczona”, „nie chce mi się teraz z tobą rozmawiać”. Raz, kiedy postanowiłem iść na Pokątną, zauważyłem ją z Fredem. Gdy spytałem co tam robiła powiedziała, że to na pewno nie była ona, ale przecież wszędzie bym ją poznał! Ale to nie jest teraz ważne. Ważne jest to, że przeze mnie znalazła się tutaj i najprawdopodobniej jest nieprzytomna, a ja nie mogę o niczym wiedzieć. Nie wiem co mam zrobić. Ginny pomóż mi, proszę.
-Wiesz co, naprawdę jesteś skończonym idiotą, ale nic nie zrobię z tym, że Hermiona cię kocha. I chyba wiem co można zrobić. Mionka na pewno mówiła ci o tym, że przed wojną wyczyściła pamięć rodzicom, prawda? – Kiedy przytaknąłem kontynuowała – więc mówiła ci też o tym, że Śmierciożercy ich znaleźli i zabili. W tej sytuacji Hermiona nie miała żadnych krewnych, więc nie była wtedy w stanie sama się utrzymać. Moja mama wyszła do Ministra z prośbą, aby razem z tatą mogli zaadoptować Hermionę – miała kontynuować, kiedy przerwał jej blondyn.
-Zaraz. Przecież Hermiona w momencie, gdy straciła rodziców była pełnoletnia. Twoi rodzice nie mogli jej adoptować.
-Do tego zmierzałam, ale mi przerwałeś – spojrzała na niego spod byka.
-Przepraszam. Mów dalej – odpowiedział sarkastycznie.
-Dziękuję. Otóż, dla mnie też jest to dziwne, ale po wielu namowach rodzicom udało się przekonać ministra, aby mogli być prawnymi opiekunami Hermiony, więc istnieje szansa na to, że udzielą informacje mamie – powiedziała rudowłosa z małą satysfakcją, że to ona wpadła na to jak zdobyć informacje na temat stanu Hermiony.
-Weasley, powiem to raz, jesteś genialna – powiedział i próbował się uśmiechnąć, ale wyszedł mu tylko lekki grymas na twarzy – zostaniesz tu? Ja w tym czasie teleportuję się do Nory.
-Okej, nie ma problemu.
-Dziękuję.

*NORA*
Teleportowałem się kilkanaście metrów od Nory. Gdy wszedłem, od razu zostałem zasypany pytaniami.
-Co z Hermioną?
-Obudziła się?
-Dlaczego nie ma cię w szpitalu?
-Wiesz cokolwiek?
-Na Merlina dajcie mu spokój! Nie widzicie, że chłopak jest wykończony? Chodź Draco, usiądź i powiedz co się stało – powiedziała zawsze uśmiechnięta pani Weasley, ale odczytałem z jej twarzy, że jest bardzo zmartwiona stanem Hermiony.
-Dziękuję pani Weasley. Właściwie przyszedłem do pani – gdy zauważyłem jej zdziwione spojrzenie od razu kontynuowałem – Ginny powiedziała mi, że adoptowaliście Hermionę. Czy to prawda?
-Tak, ale czy to ma jakiś związek z tą sytuacją? – spytała.
-W pewnym sensie tak. Chodzi o to, że jako narzeczony nie mogę otrzymywać informacji na temat aktualnego stanu Hermiony, więc zastanawiamy się razem z Ginny czy pani ma prawo do tych informacji – powiedziałem szybko, ale wyraźnie. Zależało mi na czasie.
-Musimy to sprawdzić. Wracaj do Munga, zaraz się teleportuję – rozkazała tonem, który wyraźnie mówił, że mam to zrobić jak najszybciej.
-Dziękuję pani Weasley – powiedziałem szczerze. Nie zdążyła mi odpowiedzieć, ponieważ już się teleportowałem do Munga.

*MUNG*
Po teleportacji od razu skierowałem się w miejsce, gdzie powinienem znaleźć Rudą. Była tam. Spała. Postanowiłem poczekać na panią Weasley, a później teleportować się z powrotem do Nory z Ginny, żeby nie spała na szpitalnym korytarzu. Po około pięciu minutach pani Weasley poszła do magomedyka, żeby dowiedzieć się co jest Hermionie. Ja w tym czasie rozmyślałem nad tym jak Mózg Złotej Trójcy zmienił moje życie. A wszystko zaczęło się od jednego, niewinnego, uroczego zdania…

*Dwa lata wcześniej*
-Malfoy ty niedorozwinięty umysłowo kretynie, złaź ze mnie! Za jakie grzechy trafiłam akurat na Ciebie! – krzyknęła brązowowłosa Gryfonka.
-Granger, nie drzyj się tak, przecież nic się nie dzieje… - odpowiedziałem jej w pełni opanowanym głosem, ale w duchu chciałem się roześmiać na cały Hogwart. „Jak ona się świetnie złości” pomyślałem, ale zaraz odgoniłem od siebie tę myśl.
-Nic się nie dzieje? NIC SIĘ NIE DZIEJE?! MALFOY, LEŻYSZ NA MNIE NA ŚRODKU KORYTARZA! W TEJ CHWILI ZE MNIE SCHODŹ! – krzyknęła.
-Nie.
-Nie? Jesteś pewny?
-Tak.
-Slytherin traci w tym momencie dziesięć punktów – powiedziała z wrednym uśmieszkiem.
-No chyba sobie żartujesz! Nie masz prawa – rolę się odwróciły. Teraz to ja byłem bliski wybuchu.
-Mam takie prawo, jestem prefektem naczelnym. A jeśli TY nie zejdziesz ze mnie w ciągu pięciu sekund odejmę trzydzieści punktów – w tym momencie zacząłem się zastanawiać od kiedy stała się taka stanowcza. „I piękna” dopowiedziała moja podświadomość.
-Nie zejdę.
-5…
-Przecież wiem, że i tak ich nie odejmiesz.
-4…
-Granger, nie zgrywaj się.
-3…
-Dawaj, szybciej.
-2…
-…
-1…
-I co teraz Granger? – spytałem pewny swej wygranej.
-W tym momencie Slytherin traci TRZYDZIEŚCI PUNKTÓW. Wszelkie zażalenia Ślizgoni mogą składać do PANA MALFOYA.
-JAK MOGŁAŚ TY GŁUPIA SZLAMO? – wypaliłem na cały korytarz. Kilka osób odwróciło się i spojrzało na mnie z obrzydzeniem. W tłumie zauważyłem nawet swojego najlepszego przyjaciela – Blaise’a. „Wielki obrońca szl… mugolaków i zdrajców krwi” pomyślałem.
-Kolejne trzydzieści punktów za obrazę prefekta naczelnego – ciągnęła dalej nie zwracając nawet na mnie uwagi.
-Chodź tu kretynie, bo Granger zostawi nas dopiero na minusie – usłyszałem głos swojej byłej dziewczyny, obecnie przyjaciółki, Pansy. – I nigdy już nie wymawiaj tego słowa. NIGDY.
Co się z nimi wszystkimi stało? Zawsze gardzili nimi tak samo jak ja, a teraz? Teraz brzydzą się nawet tego słowa.
-Dobra, dobra, już wstaję, wstaję – powiedziałem.
-Granger, przepraszam za niego…
-Nie musisz mnie za niego przepraszać Parkinson. Jak dorośnie, sam przeprosi.
-Draco, idziemy – poszedłem za Pansy. Nie pamiętam nawet jak wszedłem do Pokoju Wspólnego. Gdy zorientowałem się gdzie jestem usłyszałem pytanie mojej przyjaciółki.
-Mogę wiedzieć co ty robisz? Najpierw wpadasz na Granger, nie chcesz z niej zejść po jej ostrzeżeniach, po czym wyzywasz ją od szlam. Jesteś niepoważny?! Przez ciebie straciliśmy siedemdziesiąt punktów! – krzyknęła. Kilku Ślizgonów spojrzało na mnie z niedowierzaniem. „No pięknie” pomyślałem, „teraz już każdy będzie wiedział przez kogo straciliśmy prawie połowę punktów”. –Czy ty w ogóle mnie słuchasz?!
-Tak.
-Więc mi odpowiedz.
-Nie wiem co robię. Tak jakoś wyszło... - czułem się jak mały chłopiec, który zbił  ulubiony wazon swojej mamy. Tyle, że ja nie byłem małym chłopcem, siedemdziesiąt punktów to nie wazon, a Pansy to nie matka.
-Tak jakoś wyszło - zaczęła mnie przedrzeźniać, było źle. - Czy ty się słyszysz? Mogłeś ją chociaż przeprosić. Naprawdę nie rozumiesz, że nie liczy się status krwi? Nie rozumiesz, że każdy jest równy? Że trzeba w końcu udowodnić to, że Ślizgoni nie są aż tacy niedobrzy i okropni? ŻE VOLDEMORTA NIE MA?! ZROZUM TO W KOŃCU.
-Aż dziwne, że ty to mówisz Pansy. O ile pamiętam to ty proponowałaś wydać Pottera w ręce Śmierciożerców - wiedziałem, że przegiąłem. Patrząc w oczy mojej przyjaciółki zauważyłem zawód.
-Myślisz, że jestem z tego dumna? Jeśli tak uważasz to wyprowadzę cię z błędu. Nie, nie jestem. Czas się zmienić, ale Granger ma rację, najpierw musisz dorosnąć.
-Granger? Już nie szlama? - powinienem przestać, ale nie byłem w stanie powstrzymać się od wypowiedzenia tych słów.
-Nie, już nie. Ludzie się zmieniają. A Granger jest jedną z niewielu osób, które wybaczają i dają drugą szansę, więc powinieneś dziękować za to Merlinowi - posłałem jej nierozumiejące spojrzenie, przewróciła oczami. - Sprawiłeś jej tyle krzywd w ciągu tych lat, a ona jest w stanie ci wybaczyć, rozumiesz? Rozmawiałam z nią o drugiej szansie. Powiedziała, że każdy na nią zasługuje, a na przeprosiny NIGDY nie jest za późno, więc nie wiem co tu jeszcze robisz. Powinieneś iść ją błagać o przebaczenie, a nie stać tu jak debil.
-Nie rozumiem cię Pansy.
-I długo nie zrozumiesz. Ale lepiej dla ciebie, jak nie będziesz mi wchodził w drogę przez jakieś dwie godziny - powiedziała odwracając się, a ja zauważyłem, że cały pokój wspólny się na nas patrzył.
-NA CO SIĘ GAPICIE? NIE MACIE CO ROBIĆ? - krzyknąłem. Już po chwili każdy zajmował się tym co miał. A ja pozostałem na środku Pokoju Wspólnego z jednym pytaniem. Jak przeprosić Granger?
***
-Ej Granger, czekaj!
-...
-Granger, stój!
-...
-GRANGER!
-Co ty ode mnie chcesz? Jeśli wyzwać mnie od szlam lub od czegokolwiek innego to nie radzę.
-Poczekaj... Masz takie... ehh... krótkie nóżki... jak możesz... tak szyb... ko chodzić?
-To wszystko?
-Nie. Jachciałemcięprzeprosićzatewszystkielatakiedycięobrażałem - powiedziałem na jednym wydechu.
-Przepraszam, czy możesz powtórzyć? Nic nie zrozumiałam.
-Chciałem cię przeprosić za te wszystkie lata kiedy cię obrażałem - powtórzyłem, teraz wyraźnie. Czekałem aż powie choć jedno zdanie. Jednak nie powiedziała nic. - No powiedz coś.
-Ja... ja muszę to przemyśleć - odpowiedziała i pobiegła w stronę Wielkiej Sali. I co ja mogłem pomyśleć? Kompletnie mnie zlała swoją postawą. Powinna mi od razu wybaczyć, a nie się zastanawiać, prawda? Nie będę o niej myśleć, ona mnie nie obchodzi. Zrobiłem to dla Pansy, chyba.
Przez zamyślenie ruszyłem w stronę Wielkiej Sali dziesięć minut później. Gdy do niej dotarłem automatycznie spojrzałem na stół Gryfonów. Nie było jej. Usiadłem na swoje stałe miejsce. Zabini od wczoraj się do mnie nie odezwał nawet słowem. Jest zły o szlamę?
-No i co powiesz Blaise? – spytałem.
-Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać mój drogi przyjacielu – odpowiedział.
-Merlinie Blaise, co z tobą?
-Ze mną wszystko w porządku, ale nie wiem czy z tobą ok.
-Chodzi ci o szlamę? Jakoś nigdy nie przeszkadzało ci takie słownictwo.
-Owszem, ale już przeszkadza. Tobie też powinno zacząć – nie poznawałem go. Co prawda nigdy nie używał słowa „szlama”, ale nie przejmował się specjalnie jak ktoś tak mówił. W tym momencie uświadomiłem sobie, że może i ja powinienem się zmienić?
***
-Granger?
-Słucham?
-Co postanowiłaś w mojej sprawie?
-Hermiona Granger.
-Co?
-Przedstawiam ci się idi... człowieku.
-Aha, jasne. Draco Malfoy.
***
-Mam niespodziankę.
-Malfoy, przecież wiesz, że nie cierpię niespodzianek.
-Wszystkiego Najlepszego Granger.
-Boże, jesteś wspaniały! To znaczy nie… dzięki Malfoy.
***
-Nigdy więcej tego nie rób, rozumiesz?
-Tak.
-Obiecaj, że już więcej tego nie zrobisz!
-…
***
-Malfoy?
-Tak?
-Kocham cię.
***
-Granger, jesteś kobietą mojego życia. Czy wyjdziesz za mnie?
-Draco… nie wiem co powiedzieć… przecież wiesz, że nie lubię niespodzianek… jak ja cię nie cierpię… oczywiście, że TAK!
-Tego nikt się nie spodziewał!
-Blaise, zamknij się!
***
-Musimy tam iść?
-Tak, on jest dla mnie bardzo ważny, zrozum.
***
-Draco?
-Hm?
-Chcę dziecko.
***
-Draco! Draco, obudź się! – usłyszałem głos pani Weasley. Czemu leżę na podłodze? – Oh dziecko, już myślałam, że coś się stało.
-Co z Hermioną? – zapytałem nie siląc się na to, żeby wstać z podłogi.
-Obudziła się. Powinieneś do niej podejść – odpowiedziała pani Weasley i uśmiechnęła się czule. Szybko wstałem i pobiegłem w stronę, którą pokazała mama rudzielców. Powoli otworzyłem drzwi. Zauważyłem nie tylko Hermionę, ale również Pottera i Weasleyów. Jeszcze ich tu brakowało.
-Granger?
-Malfoy? Co ty tu robisz? – spytała, a ja byłem w szoku. Przecież to niemożliwe, żeby straciła pamięć. – Możecie na chwilę wyjść?
-Jasne. Malfoy masz piętnaście minut – powiedział Potter, uśmiechnął się do Hermiony i wyszedł za Weasleyami.
-Jak to co? Jestem twoim narzeczonym, jakby mogło mnie tu nie być? – odpowiedziałem.
-Co? To niemożliwe, przecież moim narzeczonym jest Fred – prawie syknęła, a w jej oczach nawet niewidomy zauważyłby złość. Nie straciła pamięci, ale było gorzej. Pamiętała całą kłótnie.
-Skarbie, przepraszam. Poniosło mnie. Nie wiem co się ze mną stało. Wiem, że to głupie, ale ja naprawdę… - nie dokończyłem, bo złapała mnie za poluzowany krawat i przyciągnęła do siebie.
-Za dużo mówisz… A ja chyba muszę ci coś wyjaśnić – powiedziała i zaczęła mi wszystko wyjaśniać.
-Więc… chcesz mi powiedzieć, że przez ten cały czas, kiedy nie było cię w domu obmyślałaś plan z Weasleyami, Potterem, Blaisem, Pansy i moimi rodzicami w związku z moimi urodzinami? – spytałem niedowierzając. – Boże, ale ze mnie idiota…
-Tak, to fakt. Jesteś idiotą, ale moim idiotą – odpowiedziała i pocałowała mnie czule. Pocałunek zapewne trwałby dłużej, gdyby nie niespodziewane wejście magomedyka.
-Ekhem, nie przeszkadzam? – zapytał z bananem na twarzy. A to niby ja jestem idiotą.
Nie, nie. Jak wyniki? – Hermiona od razu oderwała się ode mnie i spojrzała na magomedyka.
-Cóż wszystkie są zadowalające, ale powinna pani więcej odpoczywać.
-A to niby czemu? Mam siedzącą pracę, a przecież nie mogę wyglądać jak wieloryb – oburzyła się.
Tak wiem, ale jednak w ciąży wskazany jest odpoczynek i regularne posiłki – oznajmił.
-W jakiej ciąży?! – krzyknąłem w tym samym czasie co moja narzeczona.
-Czwarty tydzień , gratuluję – uśmiechnął się i położył wyniki na stoliczku obok łóżka szpitalnego.
-Udało się – powiedziała szeptem i przytuliła się do mojej klatki piersiowej. Odwzajemniłem uścisk. Siedziała wtulona we mnie aż nie usłyszeliśmy odgłosu otwieranych drzwi.
-I co tam gołąbeczki? – spytał Fred uśmiechnięty od ucha do ucha. Ci to mają dzisiaj wyczucie czasu…
-Właśnie się dowiedzieliśmy, że urodzi się jeszcze jeden Malfoy – odpowiedziałem dumny.
-Naprawdę? W takim razie gratuluję dobrej roboty – mrugnął jednym okiem, a później krzyknął – Ej ludzie, chodźcie tu szybko!
-Fred, nie drzyj się na połowę Munga, wystarczyło podejść. Co się takiego stało? – spytała zaciekawiona Ginny i usiadła na krześle obok łóżka.
-Spójrz na wyniki – powiedziała Hermiona i podała jej teczkę z wynikami. Ginny przejrzała, spojrzała wielkimi oczami na wyniki i uśmiechnęła się szeroko.
-Merlinie, gratuluję! Hermiona masz już pomysły na imiona? – krzyknęła.
-Zaraz, jakie imiona? Wystarczy jedno – zaśmiałem się, a Ruda podała mi teczkę. Była otwarta na zdjęciach usg. Spojrzałem zszokowany.
-Bliźniaki?!

THE END

WITAM! :D
Długa przerwa, co? Poczułam, że muszę coś napisać i jest! Wiem, że opowiadanie nie ruszyło od ponad 9miesięcy, ale pomysł jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. Uwierzcie, że myślę o Was i o tym blogu, ale nie jestem w stanie go kontynuować. Może za jakiś czas pojawi się coś nowego. Nie wiem, ale mam nadzieję, że ta miniaturka się Wam spodoba. Zapraszam do komentowania.Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i przesyłam buziaki.
A.

Ps. Co Wy na to, żeby stworzyć opowiadanie na podstawie tej miniaturki? Odpowiedzi w komentarzach.

piątek, 25 grudnia 2015

Wesołych Świąt (lekko spóźnione) życzę każdemu kto jeszcze spogląda czasem na tego bloga. Mam nadzieję, że dostaliście to o czym marzyliście i że spędziliście Wigilię w najbliższym gronie. Mam nadzieję, że ucieszy Was fakt, że pracuję nad moją trzecią miniaturką. Miała być wrzucona już dawno, ale brakuje mi czasu:(. Do moich ferii (18styczeń) powinna być zamieszczona. Pozdrawiam i jeszcze raz Wesołych Świąt.
A.

niedziela, 17 maja 2015

Sowa

Witam. Przepraszam, że rozdział nie pojawił się, ale nie miałam czasu nawet usiąść. Koniec roku się zbliża, oceny powoli wystawiane, poprawy, do tego jeszcze dom, zadania domowe. Do komputera siadam tylko raz w tygodniu, chociaż to i tak jest wyczyn. Zastanawiam się nad zawieszeniem bloga i wznowienia go w wakacje. Proszę Was zatem o komentarze na ten temat co powinnam zrobić. Pozdrawiam i życzę miłej nocy.
A.

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział VIII

-Zdecydowanie musisz więcej jeść - powiedziała Ginny, patrząc na talerz Hermiony, na którym był tylko jeden tost z dżemem. – Zagłodzisz się.
-Uwierz mi, że się nie zagłodzę. Po prostu wystarczają mi takie posiłki – usprawiedliwiła się starsza Gryfonka. Wiedziała, że Ginny przyzwyczajona do dużej ilości jedzenia, zastanawiała się jak można tak mało jeść. Przy tylu braciach, Ginny o mało, co nie zamieniła się w chłopaka. Ku zdziwieniu Hermiony, młoda Weasley jadła więcej od większości chłopaków, a i tak była chuda. I tego właśnie Granger jej zazdrościła. Figury. Widziała siebie w lustrze jak Grubą Damę. Mimo tego, że była szczupłej budowy miała bardzo duże kompleksy. Powiększyły się one jeszcze bardziej podczas związku z Ronem. Nie mówił jej nic, co by ją uraziło, ale wydawało jej się, że obrzydza go jej ciało. Postanowiła ćwiczyć. Biegała, robiła brzuszki, latem jeździła na rowerze. Gdy przyjechała do Nory nie chciała słyszeć o tym, że jest za chuda. Wpadła w anoreksję. Z chorobą pomogła jej Ginny.  Zrozumiała, że musi się czuć dobrze we własnym ciele. Dzięki swojej przyjaciółce zdała sobie sprawę, że nie wygląd jest najważniejszy. Gdy przypomniała sobie o chorobie natychmiast nałożyła na talerz dwa tosty.
-Coś się stało? – spytała Ginny, zdziwiona nagłym ruchem Hermiony.
-Nie, nic. Po prostu… Nieważne – ucięła krótko brunetka, a jej przyjaciółka stwierdziła, że nie ma sensu pytać się o powód zachowania starszej Gryfonki.
-Hej, Gin! Możemy porozmawiać? – spytał Dean i podszedł do dziewczyn. – W cztery oczy – dodał szybko, gdy spojrzał na Hermionę. Przez całą sytuację z Malfoyem większość Gryfonów krzywo patrzyło na Granger.
-Hm, jasne. To może chodźmy na zewnątrz?
-Ahh… No dobra – mruknął Dean i ruszył w stronę drzwi. Gryfonki wymieniły się spojrzeniami i zaraz po tym Ginny poszła za Deanem.
***
-Żartujesz sobie ze mnie, tak? – spytała z niedowierzaniem Ginny.
-Nie, nie żartuję. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie tej sytuacji – odpowiedział spokojnym głosem Dean.
-O czym ty mówisz? Jakiej sytuacji? Sytuacji żadnej tu nie ma! Po prostu nie chcesz już ze mną być! Nie podobam ci się? Znalazłeś inną? – ciągnęła ze łzami w oczach rudowłosa. Kompletnie nie rozumiała zaistniałej sytuacji.
-Nic z tych rzeczy! Ginny, kocham cię, ale nie możemy być razem. Sama rozumiesz… Chodzi mi o to, że... Z resztą, czemu ci się tłumaczę?
-Gdybyś mnie kochał nie zostawiłbyś mnie, Dean. Może chodzi ci o to, że przyjaźnie się z Hermioną? No jasne. Bo, o co innego może chodzić? Nie dotykaj mnie! – krzyknęła i odsunęła się od chłopaka.
-Daję ci wybór. Albo ja, albo Hermiona – powiedział opanowanym tonem, ale po jego twarzy widać było, że jest zdenerwowany.
-Jak możesz stawiać mnie przed takim wyborem? Myślisz, że potrafię wybrać między tobą a Mioną? – zapytała ze łzami w oczach.
-Tak. Myślę, że potrafisz wybrać. Radzę ci, żebyś się dobrze zastanowiła – odpowiedział i spojrzał jej w oczy. Były zupełnie puste, nie wyrażały żadnych emocji.
-Dobrze, chociaż i tak pewnie wiesz, co ci odpowiem. Co ty robisz? Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, a Dean spojrzał na nią zdziwiony. – Aha. Myślisz, że wybrałam ciebie? To jesteś w błędzie. Wybieram Hermionę, a między nami koniec.
-Gin, zaczekaj! Zastanów się dobrze! – powiedział i do niej podbiegł.
-Już się zastanowiłam. Hermiona mnie nie zrani, ty zrobiłeś to już po raz kolejny. Cześć, Dean – dokończyła i odwróciła się.
-Gin, proszę…   - powiedział cicho, a w jego oczach pojawiły się łzy.
*
-Długo jej nie ma – oznajmiła Hermiona Lunie, gdy ta podeszła do niej.
-Pewnie zaraz wróci. A gdzie poszła?- zapytała blond włosa.
-Z Deanem, ale nie wiem gdzie. Chciał z nią porozmawiać na osobności. Myślę, że to nie była za miła rozmowa.
-Ciekawe.  Co ty na to, żebyśmy się przeszły przed lekcjami? – Luna zadała pytanie Hermionie i spojrzała na nią.
-Hmm, nie wiem. W sumie jest jeszcze wcześnie. Lekcje zaczynają się dopiero za czterdzieści minut –odpowiedziała jej brązowowłosa.
-W takim razie chodźmy na błonia. Porozmawiamy o Blaisie – zaproponowała Lovegood i spojrzała swoim przenikliwym spojrzeniem na Hermione.
-No dobrze, skoro chcesz. Ale czemu akurat o nim? – zapytała lekko zdziwiona zaproponowanym tematem rozmowy. Luna nie była nigdy zbyt wylewna, jeśli o chłopaków chodzi. Gryfonka miała nadzieję, że jej przyjaciółce ułoży się ze Ślizgonem. Nic bardziej mylnego. W między czasie przywołały kurtki zimowe. Pogoda, mimo grudnia dopisywała. Ubrały je i wyszły na świeże powietrze.
-I jak randka z Blaisem? Gdzie cię zabrał? – Hermiona nie mogła powstrzymać się od zadania tego pytania. Ciekawość wzięła górę, co nie zawsze było dla niej korzystne.
-Zabrał mnie nad to jeziorko blisko Zakazanego Lasu. Rozłożyliśmy koc, było naprawdę świetnie. Ale stwierdziłam, że Blaise to nie mój typ. Jest trochę dziwny – po tych słowach Hermione dosłownie zamurowało. Nie myślała, że Luna może tak powiedzieć o kimkolwiek. Nie wypadało jej jednak zwrócić uwagi Krukonce. Co wiedziała, to mówiła.  Granger postanowiła ugryźć się w język, by nie sprawić przyjaciółce przykrości – Wydaję mi się, że Blaise tak samo myśli o mnie.  Ale mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi, jest bardzo zabawny. Hej, słuchasz mnie? – spytała Gryfonki, która myślami była nieobecna. Natychmiast na jej twarzy pojawił się rumieniec.
-Przepraszam cię. Jestem zmęczona i martwię się o Ginny. Mam przeczucie, że to nie była za miła rozmowa – odpowiedziała przepraszająca Miona i uśmiechnęła się do Luny.
-Rozumiem. Chodźmy jej poszukać. Zostało trzydzieści minut.
-Masz rację. Chodźmy – zgodziła się z przyjaciółką Gryfonka. Szukały Ginny po całym Hogwarcie, ale nigdzie jej nie było. Na samym końcu weszły do jedynej zamkniętej toalety w szkole. W środku słychać było Jęczącą Martę, która robiła to, co zwykle. Użalała się nad sobą i próbowała ponownie zabić wskakując do toalety.
-Cześć Marto – krzyknęła Hermiona, a duch natychmiast odwrócił się w ich stronę.
-Czego chcecie? Pośmiać się ze mnie? – spytała załamana Marta.
-Przychodzę tu od drugiego roku i jeszcze nigdy się z ciebie nie śmiałam. Myślisz, że coś się zmieniło? No właśnie – powiedziała, gdy duch zaprzeczył. – Nie widziałaś może Ginny Weasley?
-Widziałam. Jest załamana i siedzi w 3 kabinie – odpowiedziała Marta i spojrzała na Lunę. – Kim jesteś?
-Jestem Luna. Luna Lovegood. Miło mi cię poznać – obwieściła jedna z przyjaciółek. – Byłaś Krukonką?
-Tak, ty też jesteś? Po śmierci jeszcze nigdy nie widziałam żadnego Krukona – powiedziała Marta. Hermiona widząc, że obie dziewczyny dogadują się, oddaliła się w stronę kabiny, w której była Ginny.
-Gin? Jesteś? – zapukała starsza Gryfonka. Gdy nikt nie odpowiedział, Granger spytała jeszcze raz. Drzwi od kabiny otworzyły się, a Hermiona ujrzała zapłakaną Weasleyównę. Nie zadawała jej pytań, tylko podeszła i przytuliła młodszą przyjaciółkę.
*
-Jak mogłeś się tak zachować, Dean? Kazać jej wybierać pomiędzy tobą a mną? Czy ty jesteś nienormalny? – krzyczała nabuzowana Hermiona, a Thomas sprawiał wrażenie jakby w ogóle jej nie słuchał. – Radzę ci, nie ignoruj mnie!
-Bo, co mi zrobisz? Uderzysz mnie? Nie sądzę – uśmiechnął się chytrze i spojrzał na o wiele niższą Gryfonke. – Zrobiłem to, co uważałem za słuszne. Masz zły wpływ na Gin. Mogła wybrać.
-Co chcesz mi przez to powiedzieć, że mam na nią zły wpływ? Co takiego zrobiłam? Może chodzi ci o Blaise’a?
-Tak, dokładnie o niego – syknął Gryfon. Od początku wiedział, że znajomość Miony i Ślizgonów tak się skończy.
-A, co on ci właściwie zrobił? Spojrzał się na ciebie krzywo i to uraziło twoją dumę? W takim razie bardzo mi przykro. Powiedz mi tylko jedno. Kochasz ją jeszcze? – nie ściszyła głosu. Wydawało jej się, że krzyczała jeszcze głośniej.
-Tak, kocham – odpowiedział cicho Dean i przybliżył się do Hermiony. – Ale zdaje mi się, że ciebie nie powinno to interesować, Granger. A teraz jakbyś mogła odejdź. – Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Zawsze uważała, że Dean jest serdecznym i miłym chłopakiem.
-Rozumiem. Jesteś zwykłym tchórzem. Boisz się, że Blaise odbije ci Ginny, prawda? Dlatego ją zostawiłeś, bo tak było łatwiej? I nie zastanawiałeś się jak Gin się poczuje? Myślałam, że jesteś bardziej honorowy, Thomas – zakończyła wypowiedź i chciała odejść, gdy chłopak ją zatrzymał.
-Gdzie ona teraz jest? – spytał i przycisnął Hermione do ściany. – Powiedz gdzie jest!
-Puść mnie – zaczęła spokojnie i chciała tak skończyć – nie będę się powtarzać.
-Najpierw mi powiedz gdzie jest Gin! – krzyknął jej w twarz.
-Myślisz, że ci to powiem? Najpierw doprowadzasz ją do płaczu, a teraz chcesz do niej iść? A teraz mnie puść – powiedziała lekko już zdenerwowana Hermiona. Gdy wyczuła, że chłopak nie ma zamiaru jej puścić, postanowiła sama się uwolnić. Nikt nie wiedział, kiedy Dean zgiął się w pół po dość mocnym kopnięciu w brzuch. Hermiona podbiegła szybko do Puchonów. Harry zdezorientowany podszedł do swojej przyjaciółki.
-Co się takiego stało, że musiałaś przyłożyć Deanowi? – spytał Złoty Chłopiec. Gryfonka nie chciała nic mówić Harry’emu bez wiedzy przyjaciółki. Gdy powiedziała mu to, skinął tylko głową na znak tego, że rozumie.
*
Po skończonych lekcjach Miona poszła do swojego dormitorium. Na jej łóżku siedziała Ginny. Płakała od rana. Gdy Hermiona podeszła do niej, szybko otarła łzy i odwróciła się do przyjaciółki.
-Ktoś przysłał ci czekoladki. Sowa przyleciała nie dawno – powiedziała młodsza Gryfonka i podała owe czekoladki przyjaciółce. – Od kogo je dostałaś?
-Nie wiem. Jest tylko krótki liścik bez podpisu – odpowiedziała zgodnie z prawdą Granger. Nie przepadała za anonimowymi liścikami lub paczkami.
-Co w nim pisze? – dopytywała się Weasleyówna. Hermionie wydawało się, że Ginny była bardziej ciekawa od niej skąd się wzięły te czekoladki.
-Że chce się ze mną spotkać pod Wierzbą Bijącą w sobotę o 16 – obwieściła Hermiona i zastanawiała się, kto może być osobą po drugiej stronie. – Jak myślisz, pójść na to spotkanie?
-No jasne! To dopiero za cztery dni. W tym czasie możemy nabrać podejrzeń, kto napisał ten liścik – ucieszyła się Ruda i przytuliła się, do Hermiony. – Wyjdźmy na dwór. Jest piękna pogoda!
-Mówiąc „piękna pogoda” masz na myśli padający śnieg i temperaturę poniżej zera? – zaśmiała się starsza z Gryfonek.
-Tak, a czemu nie? Oj, nie przesadzaj zmarźlaku! – powiedziała Ginny i ruszyła w stronę wyjścia. – Idziesz czy nie?
-No idę, idę. Poczekaj chwilę – odpowiedziała wiążąc buty. Po dosłownie dwóch minutach były już na błoniach. Usiadły przy drzewie, które wyglądem przypominało trochę Wierzbę Bijącą. Gruby pień, a dookoła liście, które o dziwo nie spadły. Rozmawiały o tajemniczym nadawcy liściku.
-Myślę, że to jakiś z Ślizgonów. W końcu, idea czystej krwi nie znaczy już tak dużo, nie to, co wcześniej. Mogę się z tobą założyć, że tą osobą będzie Malfoy! – krzyknęła Ruda, a kilku pierwszoroczniaków spojrzało na nią jak na wariatkę.
-Nie żartuj sobie, to poważna sprawa – odpowiedziała z pełną powagą Hermiona. „To nie możliwe, co ona mówi” wmawiała sobie to przez całą rozmowę.


-Ależ ja jestem poważna! Jak mogłaś mnie tak urazić – prychnęła młoda Weasley.  Około godziny dziewiętnastej ruszyły z powrotem do Pokoju wWspólnego. Hermiona zastanawiała się nad sensem słów swojej przyjaciółki. Może i żartowała, ale od prawdy nie była daleka. 

~~~

Witam! Rozdział VIII nareszcie gotowy do opublikowania. Przepraszam wszystkie czytelniczki/czytelników, że musieliście tak długo czekać :(. Rozdział IX jest już w trakcie tworzenia, żeby był gotowy jak najszybciej. Mam nadzieję, że się na mnie nie obraziliście c;. Pozdrawiam!
A.

wtorek, 17 marca 2015

Rozdział VII

-Blaise? Nie wierzę ci – odpowiedziała mu i wyrwała rękę z jego uścisku. Weszła do Sali, a po niej wszedł Nott. Wszyscy spojrzeli się na nich tak jakby byli parą. „Ja i Nott? Nigdy!” pomyślała Hermiona i chciała zająć swoje miejsce, gdy zauważyła, że zajął je Seamus. Harry uśmiechnął się do niej przepraszająco, a ona odwzajemniła uśmiech. Przyglądnęła się całej klasie, żeby znaleźć wolne miejsce. Tylko jedne o miejsce było wolne. Dokładniej, pomiędzy Blaise’em a Malfoyem.
-No nie – szepnęła i ruszyła w stronę wolnego miejsca. Blaise uśmiechnął się do niej i położył swoją torbę na podłodze. Draco prychnął na widok siadającej obok niego Gryfonki i odwrócił głowę.
-Cześć – powiedział Blaise.
-Cześć. Słuchaj, mam do ciebie pytanie – odpowiedziała mu Hermiona i spojrzała na niego.
-Pytaj o co chcesz – uśmiechnął się do niej i spojrzał się na nią.
-No bo… Hm… Nie wiem jak to powiedzieć… Czy to ty umówiłeś się z Luną? – w pewnym momencie Blaise zrobił się czerwony na twarzy, a Hermiona zauważyła, że jest trochę zmieszany.
-No… tak. Przez cały czas wydawała mi się taka dziwna. Dwa tygodnie temu siedziałem obok niej w bibliotece i zacząłem z nią rozmawiać. Wydaje się naprawdę fajna. Spodobała mi się, ale nie chcę tego nikomu mówić. Zaraz… Skąd ty to wiesz? – spytał się jej zdziwiony tym, że dziewczyna to wie.
-Nott mnie zatrzymał przed klasą i mi to powiedział – odpowiedziała mu. – Jeśli już o nim mówimy. To jest nawet przystojny.
-On? Może i tak, ale ja jestem przystojniejszy, prawda? – uśmiechnął się do niej cwaniacko.
-Oczywiście. Myślisz, że myślę inaczej? – zaśmiała się. Gdy zadzwonił dzwonek, Hermiona wyszła z Zabinim i Malfoyem. Gryfoni spojrzeli na nią spode łba, ale się tym nie przejmowała.
-To jak Granger. Chcesz się umówić z Theodorem? – spytał się ironicznie Malfoy. Dziewczyna spojrzała się na niego.
-Nie. Po czym wnioskujesz, że chcę się z nim umówić? – prychnęła i przyspieszyła tempo. Hermiona rozmyślała nad tym jak jeden człowiek może tak irytować.
„To jest nawet przystojny” po tym. Uwierz mi, nie mam aż tak złego słuchu, żeby nie słyszeć tego co mówicie na lekcji – powiedział Malfoy i uśmiechnął się do niej typowo ślizgońskim uśmiechem – w porównaniu do mnie, Nott wygląda jak skrzat domowy.
-Chciałbyś. Przepraszam, ale muszę iść na zaklęcia – odpowiedziała mu przesłodzonym głosikiem i ruszyła w stronę Sali zaklęć.
-Hej, księżniczko! Zaczekaj! – krzyknął Draco, a uczniowie, którzy szli blisko niego spojrzeli się na niego z niedowierzaniem. Hermiona odwróciła się w stronę Malfoya.
-Czego chcesz? – spytała wyraźnie znudzona tą całą konwersacją. „Księżniczko? Czego on ode mnie chce, że nie dodał tutaj słowa szlamo?” zastanawiała się.
-Chodzimy razem na zaklęcia, więc pomyślałem, że możemy iść w dwójkę do sali – widząc jak się na niego spojrzała dodał, że do sali zaklęć, w której ma się odbyć lekcja z Flitwickiem.
-Nie mam wyboru? Muszę iść z tobą? – spytała zrezygnowana.
-Nie, nie masz wyboru. Musisz iść ze mną – spojrzał jej w oczy. Były takie ciepłe i piękne. Nie jak u innych dziewczyn. Patrzyli się tak kilka chwil, a ich kontakt wzrokowy przerwał Diabeł.
-Co to za romanse? A ja o niczym nie wiem? Wiecie co! Jak mogliście mi nie powiedzieć?! – Blaise udawał oburzonego, ale jakoś nie wychodziło mu to.
-Nie opowiadaj głupot Zabini. Ja i Granger? Prędzej umówisz się z Pomyluną niż ja umówię się z nią – zaśmiał się, a Diabłowi uśmiech zniknął z twarzy. Hermiona domyśliła się, że nie powiedział Malfoyowi o tym, że się umówił z Krukonką. – Co taki cichy się zrobiłeś? Nie mów mi, że  umówiłeś się z Lovegood.
-W takim razie umów się z Hermioną. Tak, spytałem się Luny czy pójdzie ze mną na randkę. Nie musze ci wszystkiego mówić – powiedział Blaise i mrugnął jednym okiem do Granger. Malfoy nie mówił już nic podczas drogi na zaklęcia. Diabeł i Hermiona rozmawiali o Lunię.
-Nie bój się. Luna nie gryzie. Jest inteligentna i miła. Nie bez powodu Tiara przydzieliła ją do Ravenclawu. Bylibyście wspaniałą parą – nawijała Hermiona do chłopaka.
Wcale się nie boję! Ale sama rozumiesz, Luna jest trochę specyficzną osobą, nie uważasz? – w jego głosie można było wyczuć lekkie zakłopotanie.
-To fakt, jest trochę specyficzna. Ale właśnie dlatego jest wyjątkowa.
-Tak, to prawda. Słuchaj, bo nie umówiłem się z nią tak dokładnie. Spytałem się tylko czy pójdzie za mną na randkę. Co mam jej powiedzieć jak do niej podejdę? – spytał zdenerwowany Blaise.
-Nie wiem. Podejdziesz i samo wszystko się ułoży. Jeśli mi nie wierzysz to spytaj się swojego kumpla. Każdy uważa, że jest łamaczem serc, więc się go poradź. Ja poczekam – uśmiechnęła się do niego troskliwie. – Będę czekać przed salą.
-Dobra, za chwilę przyjdę. Trzymaj kciuki – powiedział i ruszył w stronę Luny. Hermiona poszła pod salę i zauważyła, że Harry patrzy na nią jakimś innym wzrokiem niż zwykle. Jego oczy wydawały się smutne. Chciała do niego podejść, gdy drogę zagrodził jej Draco.
-Czego chcesz, Malfoy? – spytała Gryfonka, próbując go wyminąć.
-Niczego. Chciałem się tylko zapytać gdzie jest Blaise i czy to prawda, że umówił się z Pomyluną – powiedział Draco. Gdy zauważył, że Hermiona patrzy nie na niego, tylko na Pottera, złapał ją za podbródek i zmusił ją do spojrzenia mu w oczy. Nie lubił gdy ktoś go ignorował. Granger spojrzała mu głęboko w jego niebiesko – szare tęczówki.
-Nie ignoruj mnie – podniósł głos, a dziewczyna uśmiechnęła się do niego. – Dlaczego się uśmiechasz?
-Nie musisz być zawsze w centrum uwagi. To, że na ciebie nie patrzę to nie znaczy, że cię nie słucham – odpowiedziała mu. Jej głos był spokojny i dla niego taki piękny. – Jeśli chcesz już wiedzieć to Blaise umówił się z Luną i właśnie poszedł ustalić z nią gdzie się spotkają.
-Jak to możliwe, że chciał się z nią umówić z dnia na dzień? Wytłumaczysz mi to? – spytał Draco Hermiony. Nie rozumiał własnego przyjaciela, a ta mała szlama go rozumiała? Według niego, coś było nie tak.
-Blaise umówił się z Luną, bo mu się podoba. Rozumiesz, czy mam ci to przeliterować? – powiedziała jadowicie Gryfonka, co w ogóle do niej nie pasowało.
-Dobra, dzięki. Idź już lepiej do Pottera, bo patrzy się na mnie jakby chciał mnie zabić. Cześć -  po ostatnim słowie pocałował ją w policzek, a dziewczyna nie zorientowała się co się przed chwilą stało. Popatrzyła na Ślizgona. On uśmiechnął się tylko i mrugnął okiem. Odwzajemniła uśmiech. „To on potrafi być miły?” pomyślała Hermiona i podeszła do Harry’ego, który był nienaturalnie blady.
-Harry, coś się stało? – spytała z troską. – Źle się czujesz? Może pójdziemy do pani Pomfrey?
-On cię pocałował w policzek. Dlaczego cię pocałował w policzek? – powiedział głosem pełnym wyrzutu.
-Nie wiem, naprawdę. Przysięgam ci, że nie mam pojęcia dlaczego – odpowiedziała zupełnie szczerze, ale wiedziała, że jej przyjaciel nie wierzy. Weszli do Sali. Hermiona chciała usiąść na swoim miejscu, ale było one zajęte. Złoty chłopiec nie spojrzał na nią w ogóle, a Dean popatrzył na nią z lekką odrazą. Zdziwiła się i usiadła obok Notta.
*
-Dziwne. Może mu się podobasz – powiedziała Ginny, której Hermiona opowiedziała dzisiejszą sytuację z Malfoyem. Nie obyło się oczywiście bez uśmieszków młodej Weasley.
-Żartujesz? Z resztą nie ważne. Wiesz, że Blaise umówił się z Luną? – starsza Gryfonka zmieniła temat, który także wciągnął jej przyjaciółkę.
-Naprawdę? Niemożliwe! On i Luna! Może niezła para z nich będzie.
-Pewnie tak. Słuchaj, porozmawiasz z Harrym? Od TEJ sytuacji nie chce ze mną rozmawiać. – spytała Hermiona z nadzieją.
-Mhm, no jasne. Postaram się go jakoś oswoić z tą wiadomością – odpowiedziała jej Ginny z uśmiechem.
-Z jaką wiadomością? – Hermiona i bez odpowiedzi na to pytanie znała odpowiedź. Jej przyjaciółcę chodziło o nią i Dracona.
-Jak to  z jaką. Ty i Malfoy. Razem. Para. Tlenione dzieci. Rozumiesz? – mówiła jak do niedorozwiniętego człowieka.
-Ginny, przestań! Dobrze wiesz, że my nigdy nie będziemy razem! – nabuzowała się Granger, a jej włosy stanęły na wszystkie strony.
-To się dopiero okaże. A teraz, jeśli pozwolisz, pójdę spać. Dobranoc pani Malfoy – powiedziała Ginny i odwróciła się na drugi bok.
-Dobranoc, wredna wiewióro – szepnęła do przyjaciółki i odpłynęła do 

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział VI

Hermiona otworzyła oczy i natychmiast oślepiły ją promienie słońca. W tym momencie przypomniała sobie słowa Wiewiórki „Wasze tlenione dzieci biegające po ogrodzie”. Jak mogła wpaść na taki pomysł? Ona i On? Mugolaczka i arystokrata? Nie, to niemożliwe. Spojrzała na kalendarz i spostrzegła, że dziś 19 wrzesień. Jej osiemnaste urodziny. Gdy podniosła głowę z poduszki, zauważyła, że Ginny nie ma już u niej w pokoju. Zastanawiała się czy ktoś (z wyjątkiem Ginny i rodziców) pamięta o jej urodzinach. Wstała, poszła do łazienki i ubrała szkolny mundurek. Następnie zeszła do Wielkiej Sali. Usiadła i w tym samym momencie Harry, Dean i Ginny położyli przed nią prezent.
-Wszystkiego Najlepszego z okazji osiemnastych urodzin! – krzyknęli. Stwierdziła, że zamierzali to krzyknąć zgodnym chórem, ale nie wyszło to tak jakby chcieli. Mimo to, cieszyła się, że pamiętali o niej – no otwórz prezent! – Hermiona z entuzjazmem go otworzyła. W pudełeczku był złoty zegarek. Zebrało jej się na płacz. Od razu wstała i przytuliła całą trójkę.
-Kilka osób się jeszcze złożyło. Seamus, Luna, Neville, Ron, George – powiedziała Ruda i odwzajemniła uścisk. – W końcu to twoje 18 urodziny. Postanowiliśmy, że kupimy ci na pamiątkę.
-Naprawdę nie musieliście. Dziękuję wam wszystkim! – krzyknęła i w tym momencie wleciała poczta. Do Hermiony przyszły dwie paczki i jeden list. List, który dostała od rodziców był bardzo krótki.
      „Córeczko!
Razem z tatą nie możemy uwierzyć, że minęło 18 lat odkąd przyszłaś na świat. Nie wiedzieliśmy co Ci kupić, więc postanowiliśmy wysłać Ci pieniądze. Nie mogliśmy ich wymienić na tę wasze dziwne monety, dlatego wysłaliśmy Ci normalne. Mamy nadzieję, że będziesz mogła je wymienić. Życzymy Ci wszystkiego najlepszego! Jeśli będziesz coś potrzebowała, napisz.
                                                                                                         Kochamy cię. Mama
Ps. Gdy wrócisz z Hogwartu zobaczysz jeszcze jeden prezent.”
Nie spodziewała się aż takiej sumy pieniędzy. Trzymała kopertę z listem i pieniędzmi w środku w ręce, po czym włożyła ją do torby. Jedną z paczek wysłała jej pani Weasley. Gdy ją otworzyła, wyfrunęły z niej kilka fajerwerek. W środku znajdował się sweter z wielką literą „H”, pełno słodyczy i list.
    „ Hermiono!
Ja i reszta, chcielibyśmy życzyć Ci wszystkiego najlepszego! W końcu tylko raz kończy się osiemnaście lat. Chciałbym, żebyś wiedziała, że kocham Cię jak siostrę i będę Cię wspierał. Przepraszam za wszystko co Ci zrobiłem. Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczysz. Mama karze Ci się ciepło ubierać, Ginny i Harry’emu też. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! Koniecznie wszystkich ode mnie pozdrów. Trzymaj się.
                                                                                                               Ron”.
Cieszyła się z prezentów, które otrzymała. Została jednak jeszcze jedna paczka. Hermiona otworzyła ją. W środku znajdowała się książka. „Dlaczego nie zginąłem, kiedy lelek zakrzyczałł” wyglądała na bardzo stary egzemplarz. Hermiona widziała ją raz w bibliotece. Była jednak zbyt zajęta, żeby ją przeczytać. W paczuszcze była jeszcze kartka, na której było napisane tylko „Wszystkiego Najlepszego z okazji osiemnastych urodzin. Blaise”. Dziewczyna musiała przyznać, że jej przyjaciel miał bardzo ładne pismo. Spojrzała na Ślizgona, który zdawał się wpatrywać się w nią. Najwidoczniej czekał aż otworzy prezent od niego. Jedyne co zrobiła to uśmiechnęła się do niego, a ten puścił jej oczko. Ginny, ciekawa kto przysłał ostatnią paczuszkę wyrwała Hermionie liścik z ręki.
-Skąd wiedział, że masz dziś urodziny? – spytała Wiewiórka i spojrzała na swoją przyjaciółkę.
-Nie mam pojęcia. Nic mu nie mówiłam – to była prawda. Hermiona nie przypominała sobie, żeby powiedziała mu cokolwiek o tym, że ma urodziny.
-Ta jasne. Dobra chodźcie. Za chwile będzie dzwonek. Cześć, Ginny. Widzimy się na obiedzie – powiedział Harry i wstał. Hermiona i Dean zrobili to samo i ruszyli w stronę Sali, w której miały odbywać się lekcje Transmutacji. Gdy doszli do drzwi sali lekcyjnej Zabini podszedł do Granger i zmierzył Pottera wzrokiem.
-Witaj, Potter. Miło cię widzieć – powiedział Blaise z odrazą w głosie.
-Ciebie również Zabini – odpowiedział mu Harry identycznym głosem.
-Mionka, nie przedstawiłem ci jeszcze mojego dobrego kumpla. To jest Theodor Nott – powiedział Zabini, a zza jego pleców wyszedł wysoki i dobrze zbudowany chłopak. „Jak to możliwe, że jest tam tylu przystojnych chłopaków. Każdy wysoki i dobrze zbudowany.” pomyślała Hermiona.
-Cześć. Jestem Hermiona – zwróciła się do Notta, a on zaczął patrzeć na nią badającym wzrokiem. Widać było, że jest Ślizgonem. Nie strój go zdradzał. Zdradzały go jego oczy. Takie zimne, a jednocześnie piękne.
-Theodor, miło mi cię poznać – uśmiechnął się do niej cwaniacko. Kolejna oznaka Ślizgona: cwaniacki uśmiech. Kiedy profesor McGonagall otworzyła salę i wszyscy uczniowie weszli do niej. Hermiona, jak zawsze usiadła między Deanem a Harrym. „Skąd on wiedział o moich urodzinach”. Hermiona myślała o tym przez całą lekcje. Nic mu nie mówiła. A może powiedziała to przez przypadek i o tym nie pamięta? Zastanawiała się nad tym przez całą lekcję i nie mogła się przez to skupić na tym, co mówi McGonagall. Zastanawiała się jeszcze nad jedną sprawą. Dlaczego Blaise przedstawił ją Theodorowi? Wiedziała przecież, że Ślizgoni chcą poprawić swoje relacje pomiędzy nimi a Gryfonami, ale żeby od razu wszystkich sobie przedstawiać?
-Nad czym myślisz? – spytał się jej Harry z zaciekawieniem.
-Nad sensem życia – odpowiedziała mu i spojrzała na niego.
-Pewnie o Zabinim – prychnął i odwrócił wzrok. Hermiona chciała mu coś odpowiedzieć, ale ich rozmowę przerwał dzwonek.
-Na dzisiaj koniec. Nic wam nie zadaję. Szybko uciekajcie za nim się rozmyśle – powiedziała McGonagall. Granger wyszła z sali i ruszyła w stronę lochów. Natychmiast podbiegł do niej Harry.
-Obraziłaś się na mnie? – spytał i złapał ją za ramię.
-Nie, dlaczego miałam się na ciebie obrazić? – odpowiedziała mu z ironią w głosie.
-Trochę przesadziłem. Wiem, że się tylko kumplujesz z Zabinim. Poniosło mnie – powiedział Złoty Chłopiec.
-Trochę? Rozumiem, że możesz się o mnie martwić, ale Blaise nic mi nie zrobi – odpowiedziała mu i przyśpieszyła.
-Przepraszam – spojrzał na nią błagalnym wzrokiem i odwrócił ją do siebie.
-Widzimy się za chwile na eliksirach – powiedziała i odwróciła się do niego plecami. Nie jest przecież małym dzieckiem, którego cały czas trzeba pilnować. Zauważyła Lunę i przypomniała sobie o obietnicy, którą złożyła Harry’emu. „Musze z nią porozmawiać” pomyślała i ruszyła w jej stronę.
Hej, Luna! – krzyknęła do dziewczyny, a ta natychmiast odwróciła się i spojrzała na nią swoimi wypukłymi oczami.
Cześć. Wołałaś mnie prawda? – spytała Hermiony marzycielskim głosem. Granger nie wiedziała jak zacząć z nią rozmowę.
-Tak. Słuchaj, mam do ciebie jedno pytanie – powiedziała Hermiona.
-Tak? – spytała ponownie Luna.
-Chodzi o Harry’ego. Bo… Nie wiem jak… to powiedzieć. Chodzi o to, że… On… No wiesz – jąkała się Hermiona i nie wiedziała jak może to wszystko złączyć w całość.
-Wiem co chcesz mi powiedzieć, Miona. Jednak już ktoś mnie zaprosił na randkę  – powiedziała Luna. Widać było, że jest jej szkoda Harry’ego.
-Tak? Kto? Znam go? – dopytywała się Granger. Była zdziwiona tym, że ktoś (oprócz Harry’ego) zainteresował się Luną.
-Tak, znasz. Później porozmawiamy, dobrze? Śpieszę się na Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami. Hagrid podobno przyprowadził małego jednorożca – powiedziała jej blondwłosa i w następnej chwili nie było już jej widać. Hermiona ruszyła w stronę lochów i wydawało jej się, że ktoś za nią idzie. Odwróciła się więc, ale nikogo nie zauważyła. Przyśpieszyła i o mało co nie spadła ze schodów. Cały czas miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Odwróciła się ponownie i ujrzała wysokiego chłopaka z czarnymi włosami.
-Nott! Musisz mnie tak straszyć? – krzyknęła Hermiona na Ślizgona, a ten stał i uśmiechał się do niej.
-Oj, przestań Granger. Po prostu użyłem zaklęcia kameleona, żebyś mnie nie zauwarzyła – odpowiedział jej ironicznie. Dziewczyna natychmiast odwróciła się i chciała wejść do sali, gdy Theodor złapał jej ręke.
-Co ty robisz? – spytała z oburzeniem.
-Wiem kto zaprosił Pomylunę na randkę – powiedział z uśmieszkiem.
-Kto? Nott, nie uśmiechaj się tak i mi odpowiedz! – zarządała Hermiona, która miała już ochotę wybuchnąć przez te wszystkie tajemnice.
-Nie kto inny, jak nasz Diabełek – powiedział jej, a brązowowłosa wyglądała co najmniej tak jakby w nią piorun uderzył.

Witam! Jak pewnie widzieliście w ostatnim poście, zostałam nominowana do LBA. Bardzo się z tego cieszę. Zszokowałam się dziś, gdy weszłam na Bloggera i zauważyłam liczbę wyświetleń. To był dla mnie szok. Przez dwa dni liczba wyświetleń wzrosła o 200. Dziękuję Wam wszystkim! Zwiększyła się również liczba komentarzy. Jest więcej czytelników. Jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy. Jednak i tak proszę o zostawienie komentarzy pod postem. To bardzo zwiększy moją chęć do pisania dłuższych rozdziałów i do pisania ogółem. 

Szukam dobrej bety. Stwierdziłam, że nie dam rady sama wychwycić błędów, co pewnie zauważyłyście ;). Jeśli ktoś może mi kogoś polecić byłabym wdzięczna! Jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam i życzę miłej nocy! :D
A.