-Zdecydowanie musisz więcej jeść - powiedziała Ginny,
patrząc na talerz Hermiony, na którym był tylko jeden tost z dżemem. –
Zagłodzisz się.
-Uwierz mi, że się nie zagłodzę. Po prostu wystarczają mi
takie posiłki – usprawiedliwiła się starsza Gryfonka. Wiedziała, że Ginny
przyzwyczajona do dużej ilości jedzenia, zastanawiała się jak można tak mało
jeść. Przy tylu braciach, Ginny o mało, co nie zamieniła się w chłopaka. Ku
zdziwieniu Hermiony, młoda Weasley jadła więcej od większości chłopaków, a i
tak była chuda. I tego właśnie Granger jej zazdrościła. Figury. Widziała siebie
w lustrze jak Grubą Damę. Mimo tego, że była szczupłej budowy miała bardzo duże
kompleksy. Powiększyły się one jeszcze bardziej podczas związku z Ronem. Nie
mówił jej nic, co by ją uraziło, ale wydawało jej się, że obrzydza go jej
ciało. Postanowiła ćwiczyć. Biegała, robiła brzuszki, latem jeździła na
rowerze. Gdy przyjechała do Nory nie chciała słyszeć o tym, że jest za chuda.
Wpadła w anoreksję. Z chorobą pomogła jej Ginny. Zrozumiała, że musi się czuć dobrze we
własnym ciele. Dzięki swojej przyjaciółce zdała sobie sprawę, że nie wygląd
jest najważniejszy. Gdy przypomniała sobie o chorobie natychmiast nałożyła na
talerz dwa tosty.
-Coś się stało? – spytała Ginny, zdziwiona nagłym ruchem
Hermiony.
-Nie, nic. Po prostu… Nieważne – ucięła krótko brunetka, a
jej przyjaciółka stwierdziła, że nie ma sensu pytać się o powód zachowania
starszej Gryfonki.
-Hej, Gin! Możemy porozmawiać? – spytał Dean i podszedł do
dziewczyn. – W cztery oczy – dodał szybko, gdy spojrzał na Hermionę. Przez całą
sytuację z Malfoyem większość Gryfonów krzywo patrzyło na Granger.
-Hm, jasne. To może chodźmy na zewnątrz?
-Ahh… No dobra – mruknął Dean i ruszył w stronę drzwi.
Gryfonki wymieniły się spojrzeniami i zaraz po tym Ginny poszła za Deanem.
***
-Żartujesz sobie ze mnie, tak? – spytała z niedowierzaniem
Ginny.
-Nie, nie żartuję. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie tej
sytuacji – odpowiedział spokojnym głosem Dean.
-O czym ty mówisz? Jakiej sytuacji? Sytuacji żadnej tu nie
ma! Po prostu nie chcesz już ze mną być! Nie podobam ci się? Znalazłeś inną? –
ciągnęła ze łzami w oczach rudowłosa. Kompletnie nie rozumiała zaistniałej
sytuacji.
-Nic z tych rzeczy! Ginny, kocham cię, ale nie możemy być
razem. Sama rozumiesz… Chodzi mi o to, że... Z resztą, czemu ci się tłumaczę?
-Gdybyś mnie kochał nie zostawiłbyś mnie, Dean. Może chodzi
ci o to, że przyjaźnie się z Hermioną? No jasne. Bo, o co innego może chodzić?
Nie dotykaj mnie! – krzyknęła i odsunęła się od chłopaka.
-Daję ci wybór. Albo ja, albo Hermiona – powiedział
opanowanym tonem, ale po jego twarzy widać było, że jest zdenerwowany.
-Jak możesz stawiać mnie przed takim wyborem? Myślisz, że
potrafię wybrać między tobą a Mioną? – zapytała ze łzami w oczach.
-Tak. Myślę, że potrafisz wybrać. Radzę ci, żebyś się dobrze
zastanowiła – odpowiedział i spojrzał jej w oczy. Były zupełnie puste, nie
wyrażały żadnych emocji.
-Dobrze, chociaż i tak pewnie wiesz, co ci odpowiem. Co ty
robisz? Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, a Dean spojrzał na nią zdziwiony. – Aha.
Myślisz, że wybrałam ciebie? To jesteś w błędzie. Wybieram Hermionę, a między
nami koniec.
-Gin, zaczekaj! Zastanów się dobrze! – powiedział i do niej
podbiegł.
-Już się zastanowiłam. Hermiona mnie nie zrani, ty zrobiłeś
to już po raz kolejny. Cześć, Dean – dokończyła i odwróciła się.
-Gin, proszę… -
powiedział cicho, a w jego oczach pojawiły się łzy.
*
-Długo jej nie ma – oznajmiła Hermiona Lunie, gdy ta
podeszła do niej.
-Pewnie zaraz wróci. A gdzie poszła?- zapytała blond włosa.
-Z Deanem, ale nie wiem gdzie. Chciał z nią porozmawiać na
osobności. Myślę, że to nie była za miła rozmowa.
-Ciekawe. Co ty na
to, żebyśmy się przeszły przed lekcjami? – Luna zadała pytanie Hermionie i
spojrzała na nią.
-Hmm, nie wiem. W sumie jest jeszcze wcześnie. Lekcje
zaczynają się dopiero za czterdzieści minut –odpowiedziała jej brązowowłosa.
-W takim razie chodźmy na błonia. Porozmawiamy o Blaisie –
zaproponowała Lovegood i spojrzała swoim przenikliwym spojrzeniem na Hermione.
-No dobrze, skoro chcesz. Ale czemu akurat o nim? – zapytała
lekko zdziwiona zaproponowanym tematem rozmowy. Luna nie była nigdy zbyt wylewna,
jeśli o chłopaków chodzi. Gryfonka miała nadzieję, że jej przyjaciółce ułoży
się ze Ślizgonem. Nic bardziej mylnego. W między czasie przywołały kurtki
zimowe. Pogoda, mimo grudnia dopisywała. Ubrały je i wyszły na świeże
powietrze.
-I jak randka z Blaisem? Gdzie cię zabrał? – Hermiona nie
mogła powstrzymać się od zadania tego pytania. Ciekawość wzięła górę, co nie
zawsze było dla niej korzystne.
-Zabrał mnie nad to jeziorko blisko Zakazanego Lasu.
Rozłożyliśmy koc, było naprawdę świetnie. Ale stwierdziłam, że Blaise to nie
mój typ. Jest trochę dziwny – po tych słowach Hermione dosłownie zamurowało.
Nie myślała, że Luna może tak powiedzieć o kimkolwiek. Nie wypadało jej jednak
zwrócić uwagi Krukonce. Co wiedziała, to mówiła. Granger postanowiła ugryźć się w język, by
nie sprawić przyjaciółce przykrości – Wydaję mi się, że Blaise tak samo myśli o
mnie. Ale mam nadzieję, że zostaniemy
przyjaciółmi, jest bardzo zabawny. Hej, słuchasz mnie? – spytała Gryfonki,
która myślami była nieobecna. Natychmiast na jej twarzy pojawił się rumieniec.
-Przepraszam cię. Jestem zmęczona i martwię się o Ginny. Mam
przeczucie, że to nie była za miła rozmowa – odpowiedziała przepraszająca Miona
i uśmiechnęła się do Luny.
-Rozumiem. Chodźmy jej poszukać. Zostało trzydzieści minut.
-Masz rację. Chodźmy – zgodziła się z przyjaciółką Gryfonka.
Szukały Ginny po całym Hogwarcie, ale nigdzie jej nie było. Na samym końcu
weszły do jedynej zamkniętej toalety w szkole. W środku słychać było Jęczącą
Martę, która robiła to, co zwykle. Użalała się nad sobą i próbowała ponownie
zabić wskakując do toalety.
-Cześć Marto – krzyknęła Hermiona, a duch natychmiast
odwrócił się w ich stronę.
-Czego chcecie? Pośmiać się ze mnie? – spytała załamana
Marta.
-Przychodzę tu od drugiego roku i jeszcze nigdy się z ciebie
nie śmiałam. Myślisz, że coś się zmieniło? No właśnie – powiedziała, gdy duch
zaprzeczył. – Nie widziałaś może Ginny Weasley?
-Widziałam. Jest załamana i siedzi w 3 kabinie –
odpowiedziała Marta i spojrzała na Lunę. – Kim jesteś?
-Jestem Luna. Luna Lovegood. Miło mi cię poznać – obwieściła
jedna z przyjaciółek. – Byłaś Krukonką?
-Tak, ty też jesteś? Po śmierci jeszcze nigdy nie widziałam
żadnego Krukona – powiedziała Marta. Hermiona widząc, że obie dziewczyny
dogadują się, oddaliła się w stronę kabiny, w której była Ginny.
-Gin? Jesteś? – zapukała starsza Gryfonka. Gdy nikt nie
odpowiedział, Granger spytała jeszcze raz. Drzwi od kabiny otworzyły się, a
Hermiona ujrzała zapłakaną Weasleyównę. Nie zadawała jej pytań, tylko podeszła
i przytuliła młodszą przyjaciółkę.
*
-Jak mogłeś się tak zachować, Dean? Kazać jej wybierać
pomiędzy tobą a mną? Czy ty jesteś nienormalny? – krzyczała nabuzowana
Hermiona, a Thomas sprawiał wrażenie jakby w ogóle jej nie słuchał. – Radzę ci,
nie ignoruj mnie!
-Bo, co mi zrobisz? Uderzysz mnie? Nie sądzę – uśmiechnął
się chytrze i spojrzał na o wiele niższą Gryfonke. – Zrobiłem to, co uważałem
za słuszne. Masz zły wpływ na Gin. Mogła wybrać.
-Co chcesz mi przez to powiedzieć, że mam na nią zły wpływ?
Co takiego zrobiłam? Może chodzi ci o Blaise’a?
-Tak, dokładnie o niego – syknął Gryfon. Od początku
wiedział, że znajomość Miony i Ślizgonów tak się skończy.
-A, co on ci właściwie zrobił? Spojrzał się na ciebie krzywo
i to uraziło twoją dumę? W takim razie bardzo mi przykro. Powiedz mi tylko
jedno. Kochasz ją jeszcze? – nie ściszyła głosu. Wydawało jej się, że krzyczała
jeszcze głośniej.
-Tak, kocham – odpowiedział cicho Dean i przybliżył się do
Hermiony. – Ale zdaje mi się, że ciebie nie powinno to interesować, Granger. A
teraz jakbyś mogła odejdź. – Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Zawsze
uważała, że Dean jest serdecznym i miłym chłopakiem.
-Rozumiem. Jesteś zwykłym tchórzem. Boisz się, że Blaise
odbije ci Ginny, prawda? Dlatego ją zostawiłeś, bo tak było łatwiej? I nie
zastanawiałeś się jak Gin się poczuje? Myślałam, że jesteś bardziej honorowy,
Thomas – zakończyła wypowiedź i chciała odejść, gdy chłopak ją zatrzymał.
-Gdzie ona teraz jest? – spytał i przycisnął Hermione do
ściany. – Powiedz gdzie jest!
-Puść mnie – zaczęła spokojnie i chciała tak skończyć – nie
będę się powtarzać.
-Najpierw mi powiedz gdzie jest Gin! – krzyknął jej w twarz.
-Myślisz, że ci to powiem? Najpierw doprowadzasz ją do
płaczu, a teraz chcesz do niej iść? A teraz mnie puść – powiedziała lekko już
zdenerwowana Hermiona. Gdy wyczuła, że chłopak nie ma zamiaru jej puścić,
postanowiła sama się uwolnić. Nikt nie wiedział, kiedy Dean zgiął się w pół po
dość mocnym kopnięciu w brzuch. Hermiona podbiegła szybko do Puchonów. Harry
zdezorientowany podszedł do swojej przyjaciółki.
-Co się takiego stało, że musiałaś przyłożyć Deanowi? –
spytał Złoty Chłopiec. Gryfonka nie chciała nic mówić Harry’emu bez wiedzy
przyjaciółki. Gdy powiedziała mu to, skinął tylko głową na znak tego, że
rozumie.
*
Po skończonych lekcjach Miona poszła do swojego dormitorium.
Na jej łóżku siedziała Ginny. Płakała od rana. Gdy Hermiona podeszła do niej,
szybko otarła łzy i odwróciła się do przyjaciółki.
-Ktoś przysłał ci czekoladki. Sowa przyleciała nie dawno –
powiedziała młodsza Gryfonka i podała owe czekoladki przyjaciółce. – Od kogo je
dostałaś?
-Nie wiem. Jest tylko krótki liścik bez podpisu –
odpowiedziała zgodnie z prawdą Granger. Nie przepadała za anonimowymi liścikami
lub paczkami.
-Co w nim pisze? – dopytywała się Weasleyówna. Hermionie
wydawało się, że Ginny była bardziej ciekawa od niej skąd się wzięły te
czekoladki.
-Że chce się ze mną spotkać pod Wierzbą Bijącą w sobotę o 16
– obwieściła Hermiona i zastanawiała się, kto może być osobą po drugiej
stronie. – Jak myślisz, pójść na to spotkanie?
-No jasne! To dopiero za cztery dni. W tym czasie możemy
nabrać podejrzeń, kto napisał ten liścik – ucieszyła się Ruda i przytuliła się,
do Hermiony. – Wyjdźmy na dwór. Jest piękna pogoda!
-Mówiąc „piękna pogoda” masz na myśli padający śnieg i
temperaturę poniżej zera? – zaśmiała się starsza z Gryfonek.
-Tak, a czemu nie? Oj, nie przesadzaj zmarźlaku! –
powiedziała Ginny i ruszyła w stronę wyjścia. – Idziesz czy nie?
-No idę, idę. Poczekaj chwilę – odpowiedziała wiążąc buty.
Po dosłownie dwóch minutach były już na błoniach. Usiadły przy drzewie, które
wyglądem przypominało trochę Wierzbę Bijącą. Gruby pień, a dookoła liście,
które o dziwo nie spadły. Rozmawiały o tajemniczym nadawcy liściku.
-Myślę, że to jakiś z Ślizgonów. W końcu, idea czystej krwi
nie znaczy już tak dużo, nie to, co wcześniej. Mogę się z tobą założyć, że tą
osobą będzie Malfoy! – krzyknęła Ruda, a kilku pierwszoroczniaków spojrzało na
nią jak na wariatkę.
-Nie żartuj sobie, to poważna sprawa – odpowiedziała z pełną
powagą Hermiona. „To nie możliwe, co ona mówi” wmawiała sobie to przez całą
rozmowę.
-Ależ ja jestem poważna! Jak mogłaś mnie tak urazić –
prychnęła młoda Weasley. Około godziny
dziewiętnastej ruszyły z powrotem do Pokoju wWspólnego. Hermiona zastanawiała
się nad sensem słów swojej przyjaciółki. Może i żartowała, ale od prawdy nie
była daleka.
~~~
Witam! Rozdział VIII nareszcie gotowy do opublikowania. Przepraszam wszystkie czytelniczki/czytelników, że musieliście tak długo czekać :(. Rozdział IX jest już w trakcie tworzenia, żeby był gotowy jak najszybciej. Mam nadzieję, że się na mnie nie obraziliście c;. Pozdrawiam!
A.