sobota, 30 stycznia 2016

Miniaturka "Za jakie grzechy?"

        Siedziałem na metalowym krześle przed salą operacyjną. Sprawdziłem godzinę na zegarku, za piętnaście druga. Czekam tu dwie i pół godziny. Przyjaciele pojechali do domów, zostałem tylko ja razem z najlepszą przyjaciółką mojej narzeczonej, która poszła po kawę. Wszędzie białe ściany, biała podłoga, białe drzwi prowadzące niewiadomo dokąd, na korytarzu zero okien. Zapach szpitala przypominał mi o tym gdzie znajduję się w tej chwili. Co chwilę słyszałem skrzypnięcie drzwi, a zaraz po tym bieg magomedyka lub pielęgniarki. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Usiadłem na podłodze. Przymknąłem oczy chcąc na chwilę urwać się z szarej rzeczywistości. „Szary to też kolor, więc Twoje życie zawsze będzie kolorowe, nieważne co by się stało” przypomniałem sobie słowa mojej ukochanej. Byłem już w półśnie, gdy usłyszałem, że ktoś siada obok mnie. Zauważyłem rude włosy. Uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Dziękuję – powiedziałem, gdy podała mi kubek kawy z mlekiem i łyżeczką cukru.
- Nie ma za co, na pewno jesteś wykończony tym czekaniem – odpowiedziała – wiadomo już co się stało?
- Nie chcą mi nic powiedzieć. Te wszystkie przepisy odnośnie tego, że tylko rodzina może się dowiedzieć o jej stanie, uniemożliwia mi wszystko.
- Jak tak mogą? Jesteś przecież jej narzeczonym, to absurd! – krzyknęła – zaraz pójdę do jakiegoś magomedyka i zażądam wyjaśnień!
-Nic ci nie powiedzą. Pytałem ich wszystkich, ale cały czas słyszę tę samą gadkę – mruknąłem. – Ginevro, proszę, nie patrz tak na mnie! To nie moja wina, że nie chcą nic powiedzieć!
-Dobra, przepraszam. Po prostu się denerwuję, niecodziennie twoja przyjaciółka mdleje bez powodu. I nie mów do mnie Ginevro!
-Okej, okej. Ginny? – powiedziałem, a gdy popatrzyła na mnie, kontynuowałem – mogę ci coś powiedzieć? Ale obiecaj, że nikomu o tym nie powiesz.
-Dobra, obiecuję – odpowiedziała podnosząc rękę na serce.
-Boję się, że coś się stanie i że to moja wina – kiedy posłała mi zdziwione spojrzenie, wiedziałem, że muszę się komuś wygadać – chodzi o to, że przed jej omdleniem kłóciliśmy się. Zaczęło się od błahostki. Nie wiedziałem o co jej chodzi. W końcu powiedziała mi w twarz, że zachowuje się jak gówniarz i że nie wie czy może mi zaufać. Nie byłem jej dłużny. Powiedziałem jednak o jedno słowo za dużo. Krzyknąłem jej prosto w twarz, że jeśli chce to może się wyprowadzić do Freda, bo najwidoczniej z nim jest jej lepiej. Ze łzami w oczach spytała się mnie o czym mówię. Nie panowałem nad sobą, naprawdę nie chciałem jej tego powiedzieć. Odpowiedziałem jej, że nie ma za grosz honoru skoro nie chce się przyznać, że zachowuje się jak dziwka, sypiając z dwoma facetami na raz. Kiedy zorientowałem się co powiedziałem jej już nie było. Wybiegłem do ogrodu i zauważyłem, że leży na ziemi, była nieprzytomna. Szybko teleportowałem się z nią do Munga i zadzwoniłem do wszystkich.
-Draco! Jak mogłeś pomyśleć, że cię zdradza?! Rozumiem jakbyś miał na to jakieś dowody – skomentowała oburzona moim zachowaniem. Nie dziwiłem jej się. Jak mężczyzna może powiedzieć swojej narzeczonej prosto w twarz, że uważa ją za kobietę lekkich obyczajów? W tym momencie to ja straciłem honor, nie ona.
-Wiem, przegiąłem! Po prostu miałem podejrzenia od pewnego czasu. Wychodziła z samego rana i wracała późnym wieczorem. Nie chciała powiedzieć gdzie spędza tak dużo czasu. Cały czas słyszałem gadki typu „porozmawiamy później”, „jestem zmęczona”, „nie chce mi się teraz z tobą rozmawiać”. Raz, kiedy postanowiłem iść na Pokątną, zauważyłem ją z Fredem. Gdy spytałem co tam robiła powiedziała, że to na pewno nie była ona, ale przecież wszędzie bym ją poznał! Ale to nie jest teraz ważne. Ważne jest to, że przeze mnie znalazła się tutaj i najprawdopodobniej jest nieprzytomna, a ja nie mogę o niczym wiedzieć. Nie wiem co mam zrobić. Ginny pomóż mi, proszę.
-Wiesz co, naprawdę jesteś skończonym idiotą, ale nic nie zrobię z tym, że Hermiona cię kocha. I chyba wiem co można zrobić. Mionka na pewno mówiła ci o tym, że przed wojną wyczyściła pamięć rodzicom, prawda? – Kiedy przytaknąłem kontynuowała – więc mówiła ci też o tym, że Śmierciożercy ich znaleźli i zabili. W tej sytuacji Hermiona nie miała żadnych krewnych, więc nie była wtedy w stanie sama się utrzymać. Moja mama wyszła do Ministra z prośbą, aby razem z tatą mogli zaadoptować Hermionę – miała kontynuować, kiedy przerwał jej blondyn.
-Zaraz. Przecież Hermiona w momencie, gdy straciła rodziców była pełnoletnia. Twoi rodzice nie mogli jej adoptować.
-Do tego zmierzałam, ale mi przerwałeś – spojrzała na niego spod byka.
-Przepraszam. Mów dalej – odpowiedział sarkastycznie.
-Dziękuję. Otóż, dla mnie też jest to dziwne, ale po wielu namowach rodzicom udało się przekonać ministra, aby mogli być prawnymi opiekunami Hermiony, więc istnieje szansa na to, że udzielą informacje mamie – powiedziała rudowłosa z małą satysfakcją, że to ona wpadła na to jak zdobyć informacje na temat stanu Hermiony.
-Weasley, powiem to raz, jesteś genialna – powiedział i próbował się uśmiechnąć, ale wyszedł mu tylko lekki grymas na twarzy – zostaniesz tu? Ja w tym czasie teleportuję się do Nory.
-Okej, nie ma problemu.
-Dziękuję.

*NORA*
Teleportowałem się kilkanaście metrów od Nory. Gdy wszedłem, od razu zostałem zasypany pytaniami.
-Co z Hermioną?
-Obudziła się?
-Dlaczego nie ma cię w szpitalu?
-Wiesz cokolwiek?
-Na Merlina dajcie mu spokój! Nie widzicie, że chłopak jest wykończony? Chodź Draco, usiądź i powiedz co się stało – powiedziała zawsze uśmiechnięta pani Weasley, ale odczytałem z jej twarzy, że jest bardzo zmartwiona stanem Hermiony.
-Dziękuję pani Weasley. Właściwie przyszedłem do pani – gdy zauważyłem jej zdziwione spojrzenie od razu kontynuowałem – Ginny powiedziała mi, że adoptowaliście Hermionę. Czy to prawda?
-Tak, ale czy to ma jakiś związek z tą sytuacją? – spytała.
-W pewnym sensie tak. Chodzi o to, że jako narzeczony nie mogę otrzymywać informacji na temat aktualnego stanu Hermiony, więc zastanawiamy się razem z Ginny czy pani ma prawo do tych informacji – powiedziałem szybko, ale wyraźnie. Zależało mi na czasie.
-Musimy to sprawdzić. Wracaj do Munga, zaraz się teleportuję – rozkazała tonem, który wyraźnie mówił, że mam to zrobić jak najszybciej.
-Dziękuję pani Weasley – powiedziałem szczerze. Nie zdążyła mi odpowiedzieć, ponieważ już się teleportowałem do Munga.

*MUNG*
Po teleportacji od razu skierowałem się w miejsce, gdzie powinienem znaleźć Rudą. Była tam. Spała. Postanowiłem poczekać na panią Weasley, a później teleportować się z powrotem do Nory z Ginny, żeby nie spała na szpitalnym korytarzu. Po około pięciu minutach pani Weasley poszła do magomedyka, żeby dowiedzieć się co jest Hermionie. Ja w tym czasie rozmyślałem nad tym jak Mózg Złotej Trójcy zmienił moje życie. A wszystko zaczęło się od jednego, niewinnego, uroczego zdania…

*Dwa lata wcześniej*
-Malfoy ty niedorozwinięty umysłowo kretynie, złaź ze mnie! Za jakie grzechy trafiłam akurat na Ciebie! – krzyknęła brązowowłosa Gryfonka.
-Granger, nie drzyj się tak, przecież nic się nie dzieje… - odpowiedziałem jej w pełni opanowanym głosem, ale w duchu chciałem się roześmiać na cały Hogwart. „Jak ona się świetnie złości” pomyślałem, ale zaraz odgoniłem od siebie tę myśl.
-Nic się nie dzieje? NIC SIĘ NIE DZIEJE?! MALFOY, LEŻYSZ NA MNIE NA ŚRODKU KORYTARZA! W TEJ CHWILI ZE MNIE SCHODŹ! – krzyknęła.
-Nie.
-Nie? Jesteś pewny?
-Tak.
-Slytherin traci w tym momencie dziesięć punktów – powiedziała z wrednym uśmieszkiem.
-No chyba sobie żartujesz! Nie masz prawa – rolę się odwróciły. Teraz to ja byłem bliski wybuchu.
-Mam takie prawo, jestem prefektem naczelnym. A jeśli TY nie zejdziesz ze mnie w ciągu pięciu sekund odejmę trzydzieści punktów – w tym momencie zacząłem się zastanawiać od kiedy stała się taka stanowcza. „I piękna” dopowiedziała moja podświadomość.
-Nie zejdę.
-5…
-Przecież wiem, że i tak ich nie odejmiesz.
-4…
-Granger, nie zgrywaj się.
-3…
-Dawaj, szybciej.
-2…
-…
-1…
-I co teraz Granger? – spytałem pewny swej wygranej.
-W tym momencie Slytherin traci TRZYDZIEŚCI PUNKTÓW. Wszelkie zażalenia Ślizgoni mogą składać do PANA MALFOYA.
-JAK MOGŁAŚ TY GŁUPIA SZLAMO? – wypaliłem na cały korytarz. Kilka osób odwróciło się i spojrzało na mnie z obrzydzeniem. W tłumie zauważyłem nawet swojego najlepszego przyjaciela – Blaise’a. „Wielki obrońca szl… mugolaków i zdrajców krwi” pomyślałem.
-Kolejne trzydzieści punktów za obrazę prefekta naczelnego – ciągnęła dalej nie zwracając nawet na mnie uwagi.
-Chodź tu kretynie, bo Granger zostawi nas dopiero na minusie – usłyszałem głos swojej byłej dziewczyny, obecnie przyjaciółki, Pansy. – I nigdy już nie wymawiaj tego słowa. NIGDY.
Co się z nimi wszystkimi stało? Zawsze gardzili nimi tak samo jak ja, a teraz? Teraz brzydzą się nawet tego słowa.
-Dobra, dobra, już wstaję, wstaję – powiedziałem.
-Granger, przepraszam za niego…
-Nie musisz mnie za niego przepraszać Parkinson. Jak dorośnie, sam przeprosi.
-Draco, idziemy – poszedłem za Pansy. Nie pamiętam nawet jak wszedłem do Pokoju Wspólnego. Gdy zorientowałem się gdzie jestem usłyszałem pytanie mojej przyjaciółki.
-Mogę wiedzieć co ty robisz? Najpierw wpadasz na Granger, nie chcesz z niej zejść po jej ostrzeżeniach, po czym wyzywasz ją od szlam. Jesteś niepoważny?! Przez ciebie straciliśmy siedemdziesiąt punktów! – krzyknęła. Kilku Ślizgonów spojrzało na mnie z niedowierzaniem. „No pięknie” pomyślałem, „teraz już każdy będzie wiedział przez kogo straciliśmy prawie połowę punktów”. –Czy ty w ogóle mnie słuchasz?!
-Tak.
-Więc mi odpowiedz.
-Nie wiem co robię. Tak jakoś wyszło... - czułem się jak mały chłopiec, który zbił  ulubiony wazon swojej mamy. Tyle, że ja nie byłem małym chłopcem, siedemdziesiąt punktów to nie wazon, a Pansy to nie matka.
-Tak jakoś wyszło - zaczęła mnie przedrzeźniać, było źle. - Czy ty się słyszysz? Mogłeś ją chociaż przeprosić. Naprawdę nie rozumiesz, że nie liczy się status krwi? Nie rozumiesz, że każdy jest równy? Że trzeba w końcu udowodnić to, że Ślizgoni nie są aż tacy niedobrzy i okropni? ŻE VOLDEMORTA NIE MA?! ZROZUM TO W KOŃCU.
-Aż dziwne, że ty to mówisz Pansy. O ile pamiętam to ty proponowałaś wydać Pottera w ręce Śmierciożerców - wiedziałem, że przegiąłem. Patrząc w oczy mojej przyjaciółki zauważyłem zawód.
-Myślisz, że jestem z tego dumna? Jeśli tak uważasz to wyprowadzę cię z błędu. Nie, nie jestem. Czas się zmienić, ale Granger ma rację, najpierw musisz dorosnąć.
-Granger? Już nie szlama? - powinienem przestać, ale nie byłem w stanie powstrzymać się od wypowiedzenia tych słów.
-Nie, już nie. Ludzie się zmieniają. A Granger jest jedną z niewielu osób, które wybaczają i dają drugą szansę, więc powinieneś dziękować za to Merlinowi - posłałem jej nierozumiejące spojrzenie, przewróciła oczami. - Sprawiłeś jej tyle krzywd w ciągu tych lat, a ona jest w stanie ci wybaczyć, rozumiesz? Rozmawiałam z nią o drugiej szansie. Powiedziała, że każdy na nią zasługuje, a na przeprosiny NIGDY nie jest za późno, więc nie wiem co tu jeszcze robisz. Powinieneś iść ją błagać o przebaczenie, a nie stać tu jak debil.
-Nie rozumiem cię Pansy.
-I długo nie zrozumiesz. Ale lepiej dla ciebie, jak nie będziesz mi wchodził w drogę przez jakieś dwie godziny - powiedziała odwracając się, a ja zauważyłem, że cały pokój wspólny się na nas patrzył.
-NA CO SIĘ GAPICIE? NIE MACIE CO ROBIĆ? - krzyknąłem. Już po chwili każdy zajmował się tym co miał. A ja pozostałem na środku Pokoju Wspólnego z jednym pytaniem. Jak przeprosić Granger?
***
-Ej Granger, czekaj!
-...
-Granger, stój!
-...
-GRANGER!
-Co ty ode mnie chcesz? Jeśli wyzwać mnie od szlam lub od czegokolwiek innego to nie radzę.
-Poczekaj... Masz takie... ehh... krótkie nóżki... jak możesz... tak szyb... ko chodzić?
-To wszystko?
-Nie. Jachciałemcięprzeprosićzatewszystkielatakiedycięobrażałem - powiedziałem na jednym wydechu.
-Przepraszam, czy możesz powtórzyć? Nic nie zrozumiałam.
-Chciałem cię przeprosić za te wszystkie lata kiedy cię obrażałem - powtórzyłem, teraz wyraźnie. Czekałem aż powie choć jedno zdanie. Jednak nie powiedziała nic. - No powiedz coś.
-Ja... ja muszę to przemyśleć - odpowiedziała i pobiegła w stronę Wielkiej Sali. I co ja mogłem pomyśleć? Kompletnie mnie zlała swoją postawą. Powinna mi od razu wybaczyć, a nie się zastanawiać, prawda? Nie będę o niej myśleć, ona mnie nie obchodzi. Zrobiłem to dla Pansy, chyba.
Przez zamyślenie ruszyłem w stronę Wielkiej Sali dziesięć minut później. Gdy do niej dotarłem automatycznie spojrzałem na stół Gryfonów. Nie było jej. Usiadłem na swoje stałe miejsce. Zabini od wczoraj się do mnie nie odezwał nawet słowem. Jest zły o szlamę?
-No i co powiesz Blaise? – spytałem.
-Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać mój drogi przyjacielu – odpowiedział.
-Merlinie Blaise, co z tobą?
-Ze mną wszystko w porządku, ale nie wiem czy z tobą ok.
-Chodzi ci o szlamę? Jakoś nigdy nie przeszkadzało ci takie słownictwo.
-Owszem, ale już przeszkadza. Tobie też powinno zacząć – nie poznawałem go. Co prawda nigdy nie używał słowa „szlama”, ale nie przejmował się specjalnie jak ktoś tak mówił. W tym momencie uświadomiłem sobie, że może i ja powinienem się zmienić?
***
-Granger?
-Słucham?
-Co postanowiłaś w mojej sprawie?
-Hermiona Granger.
-Co?
-Przedstawiam ci się idi... człowieku.
-Aha, jasne. Draco Malfoy.
***
-Mam niespodziankę.
-Malfoy, przecież wiesz, że nie cierpię niespodzianek.
-Wszystkiego Najlepszego Granger.
-Boże, jesteś wspaniały! To znaczy nie… dzięki Malfoy.
***
-Nigdy więcej tego nie rób, rozumiesz?
-Tak.
-Obiecaj, że już więcej tego nie zrobisz!
-…
***
-Malfoy?
-Tak?
-Kocham cię.
***
-Granger, jesteś kobietą mojego życia. Czy wyjdziesz za mnie?
-Draco… nie wiem co powiedzieć… przecież wiesz, że nie lubię niespodzianek… jak ja cię nie cierpię… oczywiście, że TAK!
-Tego nikt się nie spodziewał!
-Blaise, zamknij się!
***
-Musimy tam iść?
-Tak, on jest dla mnie bardzo ważny, zrozum.
***
-Draco?
-Hm?
-Chcę dziecko.
***
-Draco! Draco, obudź się! – usłyszałem głos pani Weasley. Czemu leżę na podłodze? – Oh dziecko, już myślałam, że coś się stało.
-Co z Hermioną? – zapytałem nie siląc się na to, żeby wstać z podłogi.
-Obudziła się. Powinieneś do niej podejść – odpowiedziała pani Weasley i uśmiechnęła się czule. Szybko wstałem i pobiegłem w stronę, którą pokazała mama rudzielców. Powoli otworzyłem drzwi. Zauważyłem nie tylko Hermionę, ale również Pottera i Weasleyów. Jeszcze ich tu brakowało.
-Granger?
-Malfoy? Co ty tu robisz? – spytała, a ja byłem w szoku. Przecież to niemożliwe, żeby straciła pamięć. – Możecie na chwilę wyjść?
-Jasne. Malfoy masz piętnaście minut – powiedział Potter, uśmiechnął się do Hermiony i wyszedł za Weasleyami.
-Jak to co? Jestem twoim narzeczonym, jakby mogło mnie tu nie być? – odpowiedziałem.
-Co? To niemożliwe, przecież moim narzeczonym jest Fred – prawie syknęła, a w jej oczach nawet niewidomy zauważyłby złość. Nie straciła pamięci, ale było gorzej. Pamiętała całą kłótnie.
-Skarbie, przepraszam. Poniosło mnie. Nie wiem co się ze mną stało. Wiem, że to głupie, ale ja naprawdę… - nie dokończyłem, bo złapała mnie za poluzowany krawat i przyciągnęła do siebie.
-Za dużo mówisz… A ja chyba muszę ci coś wyjaśnić – powiedziała i zaczęła mi wszystko wyjaśniać.
-Więc… chcesz mi powiedzieć, że przez ten cały czas, kiedy nie było cię w domu obmyślałaś plan z Weasleyami, Potterem, Blaisem, Pansy i moimi rodzicami w związku z moimi urodzinami? – spytałem niedowierzając. – Boże, ale ze mnie idiota…
-Tak, to fakt. Jesteś idiotą, ale moim idiotą – odpowiedziała i pocałowała mnie czule. Pocałunek zapewne trwałby dłużej, gdyby nie niespodziewane wejście magomedyka.
-Ekhem, nie przeszkadzam? – zapytał z bananem na twarzy. A to niby ja jestem idiotą.
Nie, nie. Jak wyniki? – Hermiona od razu oderwała się ode mnie i spojrzała na magomedyka.
-Cóż wszystkie są zadowalające, ale powinna pani więcej odpoczywać.
-A to niby czemu? Mam siedzącą pracę, a przecież nie mogę wyglądać jak wieloryb – oburzyła się.
Tak wiem, ale jednak w ciąży wskazany jest odpoczynek i regularne posiłki – oznajmił.
-W jakiej ciąży?! – krzyknąłem w tym samym czasie co moja narzeczona.
-Czwarty tydzień , gratuluję – uśmiechnął się i położył wyniki na stoliczku obok łóżka szpitalnego.
-Udało się – powiedziała szeptem i przytuliła się do mojej klatki piersiowej. Odwzajemniłem uścisk. Siedziała wtulona we mnie aż nie usłyszeliśmy odgłosu otwieranych drzwi.
-I co tam gołąbeczki? – spytał Fred uśmiechnięty od ucha do ucha. Ci to mają dzisiaj wyczucie czasu…
-Właśnie się dowiedzieliśmy, że urodzi się jeszcze jeden Malfoy – odpowiedziałem dumny.
-Naprawdę? W takim razie gratuluję dobrej roboty – mrugnął jednym okiem, a później krzyknął – Ej ludzie, chodźcie tu szybko!
-Fred, nie drzyj się na połowę Munga, wystarczyło podejść. Co się takiego stało? – spytała zaciekawiona Ginny i usiadła na krześle obok łóżka.
-Spójrz na wyniki – powiedziała Hermiona i podała jej teczkę z wynikami. Ginny przejrzała, spojrzała wielkimi oczami na wyniki i uśmiechnęła się szeroko.
-Merlinie, gratuluję! Hermiona masz już pomysły na imiona? – krzyknęła.
-Zaraz, jakie imiona? Wystarczy jedno – zaśmiałem się, a Ruda podała mi teczkę. Była otwarta na zdjęciach usg. Spojrzałem zszokowany.
-Bliźniaki?!

THE END

WITAM! :D
Długa przerwa, co? Poczułam, że muszę coś napisać i jest! Wiem, że opowiadanie nie ruszyło od ponad 9miesięcy, ale pomysł jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. Uwierzcie, że myślę o Was i o tym blogu, ale nie jestem w stanie go kontynuować. Może za jakiś czas pojawi się coś nowego. Nie wiem, ale mam nadzieję, że ta miniaturka się Wam spodoba. Zapraszam do komentowania.Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i przesyłam buziaki.
A.

Ps. Co Wy na to, żeby stworzyć opowiadanie na podstawie tej miniaturki? Odpowiedzi w komentarzach.

4 komentarze:

  1. Bardzo fajny pomysł z tym opowiadaniem😄

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakochałam się w tej miniaturce!
    Pomysł genialny. Nie chcesz wiedzieć, jak ja się na początku bałam, że Hermiona może być chora czy coś.
    Tak,tak,tak,tak,tak i jeszcze raz tak! Stwórz opowiadanie no podstawie tej miniaturki!
    Więcej takich dobrych tekstów!
    Pozdrawiam ^^
    Druella
    http://druellaopowiada.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czarny tekst komentarzy i ciemnofioletowe tło to zły pomysł. Rozjaśnij w ustawieniach szablonu kolor komentarzy, teraz nie da się czytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam na rozdział 4. :)
    http://ciemna-strona-dobra.blogspot.com/2016/08/4-zimnem-gaszcze.html

    OdpowiedzUsuń