sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział VIII

-Zdecydowanie musisz więcej jeść - powiedziała Ginny, patrząc na talerz Hermiony, na którym był tylko jeden tost z dżemem. – Zagłodzisz się.
-Uwierz mi, że się nie zagłodzę. Po prostu wystarczają mi takie posiłki – usprawiedliwiła się starsza Gryfonka. Wiedziała, że Ginny przyzwyczajona do dużej ilości jedzenia, zastanawiała się jak można tak mało jeść. Przy tylu braciach, Ginny o mało, co nie zamieniła się w chłopaka. Ku zdziwieniu Hermiony, młoda Weasley jadła więcej od większości chłopaków, a i tak była chuda. I tego właśnie Granger jej zazdrościła. Figury. Widziała siebie w lustrze jak Grubą Damę. Mimo tego, że była szczupłej budowy miała bardzo duże kompleksy. Powiększyły się one jeszcze bardziej podczas związku z Ronem. Nie mówił jej nic, co by ją uraziło, ale wydawało jej się, że obrzydza go jej ciało. Postanowiła ćwiczyć. Biegała, robiła brzuszki, latem jeździła na rowerze. Gdy przyjechała do Nory nie chciała słyszeć o tym, że jest za chuda. Wpadła w anoreksję. Z chorobą pomogła jej Ginny.  Zrozumiała, że musi się czuć dobrze we własnym ciele. Dzięki swojej przyjaciółce zdała sobie sprawę, że nie wygląd jest najważniejszy. Gdy przypomniała sobie o chorobie natychmiast nałożyła na talerz dwa tosty.
-Coś się stało? – spytała Ginny, zdziwiona nagłym ruchem Hermiony.
-Nie, nic. Po prostu… Nieważne – ucięła krótko brunetka, a jej przyjaciółka stwierdziła, że nie ma sensu pytać się o powód zachowania starszej Gryfonki.
-Hej, Gin! Możemy porozmawiać? – spytał Dean i podszedł do dziewczyn. – W cztery oczy – dodał szybko, gdy spojrzał na Hermionę. Przez całą sytuację z Malfoyem większość Gryfonów krzywo patrzyło na Granger.
-Hm, jasne. To może chodźmy na zewnątrz?
-Ahh… No dobra – mruknął Dean i ruszył w stronę drzwi. Gryfonki wymieniły się spojrzeniami i zaraz po tym Ginny poszła za Deanem.
***
-Żartujesz sobie ze mnie, tak? – spytała z niedowierzaniem Ginny.
-Nie, nie żartuję. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie tej sytuacji – odpowiedział spokojnym głosem Dean.
-O czym ty mówisz? Jakiej sytuacji? Sytuacji żadnej tu nie ma! Po prostu nie chcesz już ze mną być! Nie podobam ci się? Znalazłeś inną? – ciągnęła ze łzami w oczach rudowłosa. Kompletnie nie rozumiała zaistniałej sytuacji.
-Nic z tych rzeczy! Ginny, kocham cię, ale nie możemy być razem. Sama rozumiesz… Chodzi mi o to, że... Z resztą, czemu ci się tłumaczę?
-Gdybyś mnie kochał nie zostawiłbyś mnie, Dean. Może chodzi ci o to, że przyjaźnie się z Hermioną? No jasne. Bo, o co innego może chodzić? Nie dotykaj mnie! – krzyknęła i odsunęła się od chłopaka.
-Daję ci wybór. Albo ja, albo Hermiona – powiedział opanowanym tonem, ale po jego twarzy widać było, że jest zdenerwowany.
-Jak możesz stawiać mnie przed takim wyborem? Myślisz, że potrafię wybrać między tobą a Mioną? – zapytała ze łzami w oczach.
-Tak. Myślę, że potrafisz wybrać. Radzę ci, żebyś się dobrze zastanowiła – odpowiedział i spojrzał jej w oczy. Były zupełnie puste, nie wyrażały żadnych emocji.
-Dobrze, chociaż i tak pewnie wiesz, co ci odpowiem. Co ty robisz? Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, a Dean spojrzał na nią zdziwiony. – Aha. Myślisz, że wybrałam ciebie? To jesteś w błędzie. Wybieram Hermionę, a między nami koniec.
-Gin, zaczekaj! Zastanów się dobrze! – powiedział i do niej podbiegł.
-Już się zastanowiłam. Hermiona mnie nie zrani, ty zrobiłeś to już po raz kolejny. Cześć, Dean – dokończyła i odwróciła się.
-Gin, proszę…   - powiedział cicho, a w jego oczach pojawiły się łzy.
*
-Długo jej nie ma – oznajmiła Hermiona Lunie, gdy ta podeszła do niej.
-Pewnie zaraz wróci. A gdzie poszła?- zapytała blond włosa.
-Z Deanem, ale nie wiem gdzie. Chciał z nią porozmawiać na osobności. Myślę, że to nie była za miła rozmowa.
-Ciekawe.  Co ty na to, żebyśmy się przeszły przed lekcjami? – Luna zadała pytanie Hermionie i spojrzała na nią.
-Hmm, nie wiem. W sumie jest jeszcze wcześnie. Lekcje zaczynają się dopiero za czterdzieści minut –odpowiedziała jej brązowowłosa.
-W takim razie chodźmy na błonia. Porozmawiamy o Blaisie – zaproponowała Lovegood i spojrzała swoim przenikliwym spojrzeniem na Hermione.
-No dobrze, skoro chcesz. Ale czemu akurat o nim? – zapytała lekko zdziwiona zaproponowanym tematem rozmowy. Luna nie była nigdy zbyt wylewna, jeśli o chłopaków chodzi. Gryfonka miała nadzieję, że jej przyjaciółce ułoży się ze Ślizgonem. Nic bardziej mylnego. W między czasie przywołały kurtki zimowe. Pogoda, mimo grudnia dopisywała. Ubrały je i wyszły na świeże powietrze.
-I jak randka z Blaisem? Gdzie cię zabrał? – Hermiona nie mogła powstrzymać się od zadania tego pytania. Ciekawość wzięła górę, co nie zawsze było dla niej korzystne.
-Zabrał mnie nad to jeziorko blisko Zakazanego Lasu. Rozłożyliśmy koc, było naprawdę świetnie. Ale stwierdziłam, że Blaise to nie mój typ. Jest trochę dziwny – po tych słowach Hermione dosłownie zamurowało. Nie myślała, że Luna może tak powiedzieć o kimkolwiek. Nie wypadało jej jednak zwrócić uwagi Krukonce. Co wiedziała, to mówiła.  Granger postanowiła ugryźć się w język, by nie sprawić przyjaciółce przykrości – Wydaję mi się, że Blaise tak samo myśli o mnie.  Ale mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi, jest bardzo zabawny. Hej, słuchasz mnie? – spytała Gryfonki, która myślami była nieobecna. Natychmiast na jej twarzy pojawił się rumieniec.
-Przepraszam cię. Jestem zmęczona i martwię się o Ginny. Mam przeczucie, że to nie była za miła rozmowa – odpowiedziała przepraszająca Miona i uśmiechnęła się do Luny.
-Rozumiem. Chodźmy jej poszukać. Zostało trzydzieści minut.
-Masz rację. Chodźmy – zgodziła się z przyjaciółką Gryfonka. Szukały Ginny po całym Hogwarcie, ale nigdzie jej nie było. Na samym końcu weszły do jedynej zamkniętej toalety w szkole. W środku słychać było Jęczącą Martę, która robiła to, co zwykle. Użalała się nad sobą i próbowała ponownie zabić wskakując do toalety.
-Cześć Marto – krzyknęła Hermiona, a duch natychmiast odwrócił się w ich stronę.
-Czego chcecie? Pośmiać się ze mnie? – spytała załamana Marta.
-Przychodzę tu od drugiego roku i jeszcze nigdy się z ciebie nie śmiałam. Myślisz, że coś się zmieniło? No właśnie – powiedziała, gdy duch zaprzeczył. – Nie widziałaś może Ginny Weasley?
-Widziałam. Jest załamana i siedzi w 3 kabinie – odpowiedziała Marta i spojrzała na Lunę. – Kim jesteś?
-Jestem Luna. Luna Lovegood. Miło mi cię poznać – obwieściła jedna z przyjaciółek. – Byłaś Krukonką?
-Tak, ty też jesteś? Po śmierci jeszcze nigdy nie widziałam żadnego Krukona – powiedziała Marta. Hermiona widząc, że obie dziewczyny dogadują się, oddaliła się w stronę kabiny, w której była Ginny.
-Gin? Jesteś? – zapukała starsza Gryfonka. Gdy nikt nie odpowiedział, Granger spytała jeszcze raz. Drzwi od kabiny otworzyły się, a Hermiona ujrzała zapłakaną Weasleyównę. Nie zadawała jej pytań, tylko podeszła i przytuliła młodszą przyjaciółkę.
*
-Jak mogłeś się tak zachować, Dean? Kazać jej wybierać pomiędzy tobą a mną? Czy ty jesteś nienormalny? – krzyczała nabuzowana Hermiona, a Thomas sprawiał wrażenie jakby w ogóle jej nie słuchał. – Radzę ci, nie ignoruj mnie!
-Bo, co mi zrobisz? Uderzysz mnie? Nie sądzę – uśmiechnął się chytrze i spojrzał na o wiele niższą Gryfonke. – Zrobiłem to, co uważałem za słuszne. Masz zły wpływ na Gin. Mogła wybrać.
-Co chcesz mi przez to powiedzieć, że mam na nią zły wpływ? Co takiego zrobiłam? Może chodzi ci o Blaise’a?
-Tak, dokładnie o niego – syknął Gryfon. Od początku wiedział, że znajomość Miony i Ślizgonów tak się skończy.
-A, co on ci właściwie zrobił? Spojrzał się na ciebie krzywo i to uraziło twoją dumę? W takim razie bardzo mi przykro. Powiedz mi tylko jedno. Kochasz ją jeszcze? – nie ściszyła głosu. Wydawało jej się, że krzyczała jeszcze głośniej.
-Tak, kocham – odpowiedział cicho Dean i przybliżył się do Hermiony. – Ale zdaje mi się, że ciebie nie powinno to interesować, Granger. A teraz jakbyś mogła odejdź. – Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Zawsze uważała, że Dean jest serdecznym i miłym chłopakiem.
-Rozumiem. Jesteś zwykłym tchórzem. Boisz się, że Blaise odbije ci Ginny, prawda? Dlatego ją zostawiłeś, bo tak było łatwiej? I nie zastanawiałeś się jak Gin się poczuje? Myślałam, że jesteś bardziej honorowy, Thomas – zakończyła wypowiedź i chciała odejść, gdy chłopak ją zatrzymał.
-Gdzie ona teraz jest? – spytał i przycisnął Hermione do ściany. – Powiedz gdzie jest!
-Puść mnie – zaczęła spokojnie i chciała tak skończyć – nie będę się powtarzać.
-Najpierw mi powiedz gdzie jest Gin! – krzyknął jej w twarz.
-Myślisz, że ci to powiem? Najpierw doprowadzasz ją do płaczu, a teraz chcesz do niej iść? A teraz mnie puść – powiedziała lekko już zdenerwowana Hermiona. Gdy wyczuła, że chłopak nie ma zamiaru jej puścić, postanowiła sama się uwolnić. Nikt nie wiedział, kiedy Dean zgiął się w pół po dość mocnym kopnięciu w brzuch. Hermiona podbiegła szybko do Puchonów. Harry zdezorientowany podszedł do swojej przyjaciółki.
-Co się takiego stało, że musiałaś przyłożyć Deanowi? – spytał Złoty Chłopiec. Gryfonka nie chciała nic mówić Harry’emu bez wiedzy przyjaciółki. Gdy powiedziała mu to, skinął tylko głową na znak tego, że rozumie.
*
Po skończonych lekcjach Miona poszła do swojego dormitorium. Na jej łóżku siedziała Ginny. Płakała od rana. Gdy Hermiona podeszła do niej, szybko otarła łzy i odwróciła się do przyjaciółki.
-Ktoś przysłał ci czekoladki. Sowa przyleciała nie dawno – powiedziała młodsza Gryfonka i podała owe czekoladki przyjaciółce. – Od kogo je dostałaś?
-Nie wiem. Jest tylko krótki liścik bez podpisu – odpowiedziała zgodnie z prawdą Granger. Nie przepadała za anonimowymi liścikami lub paczkami.
-Co w nim pisze? – dopytywała się Weasleyówna. Hermionie wydawało się, że Ginny była bardziej ciekawa od niej skąd się wzięły te czekoladki.
-Że chce się ze mną spotkać pod Wierzbą Bijącą w sobotę o 16 – obwieściła Hermiona i zastanawiała się, kto może być osobą po drugiej stronie. – Jak myślisz, pójść na to spotkanie?
-No jasne! To dopiero za cztery dni. W tym czasie możemy nabrać podejrzeń, kto napisał ten liścik – ucieszyła się Ruda i przytuliła się, do Hermiony. – Wyjdźmy na dwór. Jest piękna pogoda!
-Mówiąc „piękna pogoda” masz na myśli padający śnieg i temperaturę poniżej zera? – zaśmiała się starsza z Gryfonek.
-Tak, a czemu nie? Oj, nie przesadzaj zmarźlaku! – powiedziała Ginny i ruszyła w stronę wyjścia. – Idziesz czy nie?
-No idę, idę. Poczekaj chwilę – odpowiedziała wiążąc buty. Po dosłownie dwóch minutach były już na błoniach. Usiadły przy drzewie, które wyglądem przypominało trochę Wierzbę Bijącą. Gruby pień, a dookoła liście, które o dziwo nie spadły. Rozmawiały o tajemniczym nadawcy liściku.
-Myślę, że to jakiś z Ślizgonów. W końcu, idea czystej krwi nie znaczy już tak dużo, nie to, co wcześniej. Mogę się z tobą założyć, że tą osobą będzie Malfoy! – krzyknęła Ruda, a kilku pierwszoroczniaków spojrzało na nią jak na wariatkę.
-Nie żartuj sobie, to poważna sprawa – odpowiedziała z pełną powagą Hermiona. „To nie możliwe, co ona mówi” wmawiała sobie to przez całą rozmowę.


-Ależ ja jestem poważna! Jak mogłaś mnie tak urazić – prychnęła młoda Weasley.  Około godziny dziewiętnastej ruszyły z powrotem do Pokoju wWspólnego. Hermiona zastanawiała się nad sensem słów swojej przyjaciółki. Może i żartowała, ale od prawdy nie była daleka. 

~~~

Witam! Rozdział VIII nareszcie gotowy do opublikowania. Przepraszam wszystkie czytelniczki/czytelników, że musieliście tak długo czekać :(. Rozdział IX jest już w trakcie tworzenia, żeby był gotowy jak najszybciej. Mam nadzieję, że się na mnie nie obraziliście c;. Pozdrawiam!
A.

wtorek, 17 marca 2015

Rozdział VII

-Blaise? Nie wierzę ci – odpowiedziała mu i wyrwała rękę z jego uścisku. Weszła do Sali, a po niej wszedł Nott. Wszyscy spojrzeli się na nich tak jakby byli parą. „Ja i Nott? Nigdy!” pomyślała Hermiona i chciała zająć swoje miejsce, gdy zauważyła, że zajął je Seamus. Harry uśmiechnął się do niej przepraszająco, a ona odwzajemniła uśmiech. Przyglądnęła się całej klasie, żeby znaleźć wolne miejsce. Tylko jedne o miejsce było wolne. Dokładniej, pomiędzy Blaise’em a Malfoyem.
-No nie – szepnęła i ruszyła w stronę wolnego miejsca. Blaise uśmiechnął się do niej i położył swoją torbę na podłodze. Draco prychnął na widok siadającej obok niego Gryfonki i odwrócił głowę.
-Cześć – powiedział Blaise.
-Cześć. Słuchaj, mam do ciebie pytanie – odpowiedziała mu Hermiona i spojrzała na niego.
-Pytaj o co chcesz – uśmiechnął się do niej i spojrzał się na nią.
-No bo… Hm… Nie wiem jak to powiedzieć… Czy to ty umówiłeś się z Luną? – w pewnym momencie Blaise zrobił się czerwony na twarzy, a Hermiona zauważyła, że jest trochę zmieszany.
-No… tak. Przez cały czas wydawała mi się taka dziwna. Dwa tygodnie temu siedziałem obok niej w bibliotece i zacząłem z nią rozmawiać. Wydaje się naprawdę fajna. Spodobała mi się, ale nie chcę tego nikomu mówić. Zaraz… Skąd ty to wiesz? – spytał się jej zdziwiony tym, że dziewczyna to wie.
-Nott mnie zatrzymał przed klasą i mi to powiedział – odpowiedziała mu. – Jeśli już o nim mówimy. To jest nawet przystojny.
-On? Może i tak, ale ja jestem przystojniejszy, prawda? – uśmiechnął się do niej cwaniacko.
-Oczywiście. Myślisz, że myślę inaczej? – zaśmiała się. Gdy zadzwonił dzwonek, Hermiona wyszła z Zabinim i Malfoyem. Gryfoni spojrzeli na nią spode łba, ale się tym nie przejmowała.
-To jak Granger. Chcesz się umówić z Theodorem? – spytał się ironicznie Malfoy. Dziewczyna spojrzała się na niego.
-Nie. Po czym wnioskujesz, że chcę się z nim umówić? – prychnęła i przyspieszyła tempo. Hermiona rozmyślała nad tym jak jeden człowiek może tak irytować.
„To jest nawet przystojny” po tym. Uwierz mi, nie mam aż tak złego słuchu, żeby nie słyszeć tego co mówicie na lekcji – powiedział Malfoy i uśmiechnął się do niej typowo ślizgońskim uśmiechem – w porównaniu do mnie, Nott wygląda jak skrzat domowy.
-Chciałbyś. Przepraszam, ale muszę iść na zaklęcia – odpowiedziała mu przesłodzonym głosikiem i ruszyła w stronę Sali zaklęć.
-Hej, księżniczko! Zaczekaj! – krzyknął Draco, a uczniowie, którzy szli blisko niego spojrzeli się na niego z niedowierzaniem. Hermiona odwróciła się w stronę Malfoya.
-Czego chcesz? – spytała wyraźnie znudzona tą całą konwersacją. „Księżniczko? Czego on ode mnie chce, że nie dodał tutaj słowa szlamo?” zastanawiała się.
-Chodzimy razem na zaklęcia, więc pomyślałem, że możemy iść w dwójkę do sali – widząc jak się na niego spojrzała dodał, że do sali zaklęć, w której ma się odbyć lekcja z Flitwickiem.
-Nie mam wyboru? Muszę iść z tobą? – spytała zrezygnowana.
-Nie, nie masz wyboru. Musisz iść ze mną – spojrzał jej w oczy. Były takie ciepłe i piękne. Nie jak u innych dziewczyn. Patrzyli się tak kilka chwil, a ich kontakt wzrokowy przerwał Diabeł.
-Co to za romanse? A ja o niczym nie wiem? Wiecie co! Jak mogliście mi nie powiedzieć?! – Blaise udawał oburzonego, ale jakoś nie wychodziło mu to.
-Nie opowiadaj głupot Zabini. Ja i Granger? Prędzej umówisz się z Pomyluną niż ja umówię się z nią – zaśmiał się, a Diabłowi uśmiech zniknął z twarzy. Hermiona domyśliła się, że nie powiedział Malfoyowi o tym, że się umówił z Krukonką. – Co taki cichy się zrobiłeś? Nie mów mi, że  umówiłeś się z Lovegood.
-W takim razie umów się z Hermioną. Tak, spytałem się Luny czy pójdzie ze mną na randkę. Nie musze ci wszystkiego mówić – powiedział Blaise i mrugnął jednym okiem do Granger. Malfoy nie mówił już nic podczas drogi na zaklęcia. Diabeł i Hermiona rozmawiali o Lunię.
-Nie bój się. Luna nie gryzie. Jest inteligentna i miła. Nie bez powodu Tiara przydzieliła ją do Ravenclawu. Bylibyście wspaniałą parą – nawijała Hermiona do chłopaka.
Wcale się nie boję! Ale sama rozumiesz, Luna jest trochę specyficzną osobą, nie uważasz? – w jego głosie można było wyczuć lekkie zakłopotanie.
-To fakt, jest trochę specyficzna. Ale właśnie dlatego jest wyjątkowa.
-Tak, to prawda. Słuchaj, bo nie umówiłem się z nią tak dokładnie. Spytałem się tylko czy pójdzie za mną na randkę. Co mam jej powiedzieć jak do niej podejdę? – spytał zdenerwowany Blaise.
-Nie wiem. Podejdziesz i samo wszystko się ułoży. Jeśli mi nie wierzysz to spytaj się swojego kumpla. Każdy uważa, że jest łamaczem serc, więc się go poradź. Ja poczekam – uśmiechnęła się do niego troskliwie. – Będę czekać przed salą.
-Dobra, za chwilę przyjdę. Trzymaj kciuki – powiedział i ruszył w stronę Luny. Hermiona poszła pod salę i zauważyła, że Harry patrzy na nią jakimś innym wzrokiem niż zwykle. Jego oczy wydawały się smutne. Chciała do niego podejść, gdy drogę zagrodził jej Draco.
-Czego chcesz, Malfoy? – spytała Gryfonka, próbując go wyminąć.
-Niczego. Chciałem się tylko zapytać gdzie jest Blaise i czy to prawda, że umówił się z Pomyluną – powiedział Draco. Gdy zauważył, że Hermiona patrzy nie na niego, tylko na Pottera, złapał ją za podbródek i zmusił ją do spojrzenia mu w oczy. Nie lubił gdy ktoś go ignorował. Granger spojrzała mu głęboko w jego niebiesko – szare tęczówki.
-Nie ignoruj mnie – podniósł głos, a dziewczyna uśmiechnęła się do niego. – Dlaczego się uśmiechasz?
-Nie musisz być zawsze w centrum uwagi. To, że na ciebie nie patrzę to nie znaczy, że cię nie słucham – odpowiedziała mu. Jej głos był spokojny i dla niego taki piękny. – Jeśli chcesz już wiedzieć to Blaise umówił się z Luną i właśnie poszedł ustalić z nią gdzie się spotkają.
-Jak to możliwe, że chciał się z nią umówić z dnia na dzień? Wytłumaczysz mi to? – spytał Draco Hermiony. Nie rozumiał własnego przyjaciela, a ta mała szlama go rozumiała? Według niego, coś było nie tak.
-Blaise umówił się z Luną, bo mu się podoba. Rozumiesz, czy mam ci to przeliterować? – powiedziała jadowicie Gryfonka, co w ogóle do niej nie pasowało.
-Dobra, dzięki. Idź już lepiej do Pottera, bo patrzy się na mnie jakby chciał mnie zabić. Cześć -  po ostatnim słowie pocałował ją w policzek, a dziewczyna nie zorientowała się co się przed chwilą stało. Popatrzyła na Ślizgona. On uśmiechnął się tylko i mrugnął okiem. Odwzajemniła uśmiech. „To on potrafi być miły?” pomyślała Hermiona i podeszła do Harry’ego, który był nienaturalnie blady.
-Harry, coś się stało? – spytała z troską. – Źle się czujesz? Może pójdziemy do pani Pomfrey?
-On cię pocałował w policzek. Dlaczego cię pocałował w policzek? – powiedział głosem pełnym wyrzutu.
-Nie wiem, naprawdę. Przysięgam ci, że nie mam pojęcia dlaczego – odpowiedziała zupełnie szczerze, ale wiedziała, że jej przyjaciel nie wierzy. Weszli do Sali. Hermiona chciała usiąść na swoim miejscu, ale było one zajęte. Złoty chłopiec nie spojrzał na nią w ogóle, a Dean popatrzył na nią z lekką odrazą. Zdziwiła się i usiadła obok Notta.
*
-Dziwne. Może mu się podobasz – powiedziała Ginny, której Hermiona opowiedziała dzisiejszą sytuację z Malfoyem. Nie obyło się oczywiście bez uśmieszków młodej Weasley.
-Żartujesz? Z resztą nie ważne. Wiesz, że Blaise umówił się z Luną? – starsza Gryfonka zmieniła temat, który także wciągnął jej przyjaciółkę.
-Naprawdę? Niemożliwe! On i Luna! Może niezła para z nich będzie.
-Pewnie tak. Słuchaj, porozmawiasz z Harrym? Od TEJ sytuacji nie chce ze mną rozmawiać. – spytała Hermiona z nadzieją.
-Mhm, no jasne. Postaram się go jakoś oswoić z tą wiadomością – odpowiedziała jej Ginny z uśmiechem.
-Z jaką wiadomością? – Hermiona i bez odpowiedzi na to pytanie znała odpowiedź. Jej przyjaciółcę chodziło o nią i Dracona.
-Jak to  z jaką. Ty i Malfoy. Razem. Para. Tlenione dzieci. Rozumiesz? – mówiła jak do niedorozwiniętego człowieka.
-Ginny, przestań! Dobrze wiesz, że my nigdy nie będziemy razem! – nabuzowała się Granger, a jej włosy stanęły na wszystkie strony.
-To się dopiero okaże. A teraz, jeśli pozwolisz, pójdę spać. Dobranoc pani Malfoy – powiedziała Ginny i odwróciła się na drugi bok.
-Dobranoc, wredna wiewióro – szepnęła do przyjaciółki i odpłynęła do 

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział VI

Hermiona otworzyła oczy i natychmiast oślepiły ją promienie słońca. W tym momencie przypomniała sobie słowa Wiewiórki „Wasze tlenione dzieci biegające po ogrodzie”. Jak mogła wpaść na taki pomysł? Ona i On? Mugolaczka i arystokrata? Nie, to niemożliwe. Spojrzała na kalendarz i spostrzegła, że dziś 19 wrzesień. Jej osiemnaste urodziny. Gdy podniosła głowę z poduszki, zauważyła, że Ginny nie ma już u niej w pokoju. Zastanawiała się czy ktoś (z wyjątkiem Ginny i rodziców) pamięta o jej urodzinach. Wstała, poszła do łazienki i ubrała szkolny mundurek. Następnie zeszła do Wielkiej Sali. Usiadła i w tym samym momencie Harry, Dean i Ginny położyli przed nią prezent.
-Wszystkiego Najlepszego z okazji osiemnastych urodzin! – krzyknęli. Stwierdziła, że zamierzali to krzyknąć zgodnym chórem, ale nie wyszło to tak jakby chcieli. Mimo to, cieszyła się, że pamiętali o niej – no otwórz prezent! – Hermiona z entuzjazmem go otworzyła. W pudełeczku był złoty zegarek. Zebrało jej się na płacz. Od razu wstała i przytuliła całą trójkę.
-Kilka osób się jeszcze złożyło. Seamus, Luna, Neville, Ron, George – powiedziała Ruda i odwzajemniła uścisk. – W końcu to twoje 18 urodziny. Postanowiliśmy, że kupimy ci na pamiątkę.
-Naprawdę nie musieliście. Dziękuję wam wszystkim! – krzyknęła i w tym momencie wleciała poczta. Do Hermiony przyszły dwie paczki i jeden list. List, który dostała od rodziców był bardzo krótki.
      „Córeczko!
Razem z tatą nie możemy uwierzyć, że minęło 18 lat odkąd przyszłaś na świat. Nie wiedzieliśmy co Ci kupić, więc postanowiliśmy wysłać Ci pieniądze. Nie mogliśmy ich wymienić na tę wasze dziwne monety, dlatego wysłaliśmy Ci normalne. Mamy nadzieję, że będziesz mogła je wymienić. Życzymy Ci wszystkiego najlepszego! Jeśli będziesz coś potrzebowała, napisz.
                                                                                                         Kochamy cię. Mama
Ps. Gdy wrócisz z Hogwartu zobaczysz jeszcze jeden prezent.”
Nie spodziewała się aż takiej sumy pieniędzy. Trzymała kopertę z listem i pieniędzmi w środku w ręce, po czym włożyła ją do torby. Jedną z paczek wysłała jej pani Weasley. Gdy ją otworzyła, wyfrunęły z niej kilka fajerwerek. W środku znajdował się sweter z wielką literą „H”, pełno słodyczy i list.
    „ Hermiono!
Ja i reszta, chcielibyśmy życzyć Ci wszystkiego najlepszego! W końcu tylko raz kończy się osiemnaście lat. Chciałbym, żebyś wiedziała, że kocham Cię jak siostrę i będę Cię wspierał. Przepraszam za wszystko co Ci zrobiłem. Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczysz. Mama karze Ci się ciepło ubierać, Ginny i Harry’emu też. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! Koniecznie wszystkich ode mnie pozdrów. Trzymaj się.
                                                                                                               Ron”.
Cieszyła się z prezentów, które otrzymała. Została jednak jeszcze jedna paczka. Hermiona otworzyła ją. W środku znajdowała się książka. „Dlaczego nie zginąłem, kiedy lelek zakrzyczałł” wyglądała na bardzo stary egzemplarz. Hermiona widziała ją raz w bibliotece. Była jednak zbyt zajęta, żeby ją przeczytać. W paczuszcze była jeszcze kartka, na której było napisane tylko „Wszystkiego Najlepszego z okazji osiemnastych urodzin. Blaise”. Dziewczyna musiała przyznać, że jej przyjaciel miał bardzo ładne pismo. Spojrzała na Ślizgona, który zdawał się wpatrywać się w nią. Najwidoczniej czekał aż otworzy prezent od niego. Jedyne co zrobiła to uśmiechnęła się do niego, a ten puścił jej oczko. Ginny, ciekawa kto przysłał ostatnią paczuszkę wyrwała Hermionie liścik z ręki.
-Skąd wiedział, że masz dziś urodziny? – spytała Wiewiórka i spojrzała na swoją przyjaciółkę.
-Nie mam pojęcia. Nic mu nie mówiłam – to była prawda. Hermiona nie przypominała sobie, żeby powiedziała mu cokolwiek o tym, że ma urodziny.
-Ta jasne. Dobra chodźcie. Za chwile będzie dzwonek. Cześć, Ginny. Widzimy się na obiedzie – powiedział Harry i wstał. Hermiona i Dean zrobili to samo i ruszyli w stronę Sali, w której miały odbywać się lekcje Transmutacji. Gdy doszli do drzwi sali lekcyjnej Zabini podszedł do Granger i zmierzył Pottera wzrokiem.
-Witaj, Potter. Miło cię widzieć – powiedział Blaise z odrazą w głosie.
-Ciebie również Zabini – odpowiedział mu Harry identycznym głosem.
-Mionka, nie przedstawiłem ci jeszcze mojego dobrego kumpla. To jest Theodor Nott – powiedział Zabini, a zza jego pleców wyszedł wysoki i dobrze zbudowany chłopak. „Jak to możliwe, że jest tam tylu przystojnych chłopaków. Każdy wysoki i dobrze zbudowany.” pomyślała Hermiona.
-Cześć. Jestem Hermiona – zwróciła się do Notta, a on zaczął patrzeć na nią badającym wzrokiem. Widać było, że jest Ślizgonem. Nie strój go zdradzał. Zdradzały go jego oczy. Takie zimne, a jednocześnie piękne.
-Theodor, miło mi cię poznać – uśmiechnął się do niej cwaniacko. Kolejna oznaka Ślizgona: cwaniacki uśmiech. Kiedy profesor McGonagall otworzyła salę i wszyscy uczniowie weszli do niej. Hermiona, jak zawsze usiadła między Deanem a Harrym. „Skąd on wiedział o moich urodzinach”. Hermiona myślała o tym przez całą lekcje. Nic mu nie mówiła. A może powiedziała to przez przypadek i o tym nie pamięta? Zastanawiała się nad tym przez całą lekcję i nie mogła się przez to skupić na tym, co mówi McGonagall. Zastanawiała się jeszcze nad jedną sprawą. Dlaczego Blaise przedstawił ją Theodorowi? Wiedziała przecież, że Ślizgoni chcą poprawić swoje relacje pomiędzy nimi a Gryfonami, ale żeby od razu wszystkich sobie przedstawiać?
-Nad czym myślisz? – spytał się jej Harry z zaciekawieniem.
-Nad sensem życia – odpowiedziała mu i spojrzała na niego.
-Pewnie o Zabinim – prychnął i odwrócił wzrok. Hermiona chciała mu coś odpowiedzieć, ale ich rozmowę przerwał dzwonek.
-Na dzisiaj koniec. Nic wam nie zadaję. Szybko uciekajcie za nim się rozmyśle – powiedziała McGonagall. Granger wyszła z sali i ruszyła w stronę lochów. Natychmiast podbiegł do niej Harry.
-Obraziłaś się na mnie? – spytał i złapał ją za ramię.
-Nie, dlaczego miałam się na ciebie obrazić? – odpowiedziała mu z ironią w głosie.
-Trochę przesadziłem. Wiem, że się tylko kumplujesz z Zabinim. Poniosło mnie – powiedział Złoty Chłopiec.
-Trochę? Rozumiem, że możesz się o mnie martwić, ale Blaise nic mi nie zrobi – odpowiedziała mu i przyśpieszyła.
-Przepraszam – spojrzał na nią błagalnym wzrokiem i odwrócił ją do siebie.
-Widzimy się za chwile na eliksirach – powiedziała i odwróciła się do niego plecami. Nie jest przecież małym dzieckiem, którego cały czas trzeba pilnować. Zauważyła Lunę i przypomniała sobie o obietnicy, którą złożyła Harry’emu. „Musze z nią porozmawiać” pomyślała i ruszyła w jej stronę.
Hej, Luna! – krzyknęła do dziewczyny, a ta natychmiast odwróciła się i spojrzała na nią swoimi wypukłymi oczami.
Cześć. Wołałaś mnie prawda? – spytała Hermiony marzycielskim głosem. Granger nie wiedziała jak zacząć z nią rozmowę.
-Tak. Słuchaj, mam do ciebie jedno pytanie – powiedziała Hermiona.
-Tak? – spytała ponownie Luna.
-Chodzi o Harry’ego. Bo… Nie wiem jak… to powiedzieć. Chodzi o to, że… On… No wiesz – jąkała się Hermiona i nie wiedziała jak może to wszystko złączyć w całość.
-Wiem co chcesz mi powiedzieć, Miona. Jednak już ktoś mnie zaprosił na randkę  – powiedziała Luna. Widać było, że jest jej szkoda Harry’ego.
-Tak? Kto? Znam go? – dopytywała się Granger. Była zdziwiona tym, że ktoś (oprócz Harry’ego) zainteresował się Luną.
-Tak, znasz. Później porozmawiamy, dobrze? Śpieszę się na Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami. Hagrid podobno przyprowadził małego jednorożca – powiedziała jej blondwłosa i w następnej chwili nie było już jej widać. Hermiona ruszyła w stronę lochów i wydawało jej się, że ktoś za nią idzie. Odwróciła się więc, ale nikogo nie zauważyła. Przyśpieszyła i o mało co nie spadła ze schodów. Cały czas miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Odwróciła się ponownie i ujrzała wysokiego chłopaka z czarnymi włosami.
-Nott! Musisz mnie tak straszyć? – krzyknęła Hermiona na Ślizgona, a ten stał i uśmiechał się do niej.
-Oj, przestań Granger. Po prostu użyłem zaklęcia kameleona, żebyś mnie nie zauwarzyła – odpowiedział jej ironicznie. Dziewczyna natychmiast odwróciła się i chciała wejść do sali, gdy Theodor złapał jej ręke.
-Co ty robisz? – spytała z oburzeniem.
-Wiem kto zaprosił Pomylunę na randkę – powiedział z uśmieszkiem.
-Kto? Nott, nie uśmiechaj się tak i mi odpowiedz! – zarządała Hermiona, która miała już ochotę wybuchnąć przez te wszystkie tajemnice.
-Nie kto inny, jak nasz Diabełek – powiedział jej, a brązowowłosa wyglądała co najmniej tak jakby w nią piorun uderzył.

Witam! Jak pewnie widzieliście w ostatnim poście, zostałam nominowana do LBA. Bardzo się z tego cieszę. Zszokowałam się dziś, gdy weszłam na Bloggera i zauważyłam liczbę wyświetleń. To był dla mnie szok. Przez dwa dni liczba wyświetleń wzrosła o 200. Dziękuję Wam wszystkim! Zwiększyła się również liczba komentarzy. Jest więcej czytelników. Jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy. Jednak i tak proszę o zostawienie komentarzy pod postem. To bardzo zwiększy moją chęć do pisania dłuższych rozdziałów i do pisania ogółem. 

Szukam dobrej bety. Stwierdziłam, że nie dam rady sama wychwycić błędów, co pewnie zauważyłyście ;). Jeśli ktoś może mi kogoś polecić byłabym wdzięczna! Jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam i życzę miłej nocy! :D
A.

piątek, 20 lutego 2015

Rozdział V

Hermiona obudziła się w niedzielny poranek po spadnięciu z łóżka. Zauważyła, że Ginny jeszcze spała i zajmowała jego trzy czwarte, więc postanowiła, że nie będzie jej budzić. Wstała i ubrała się w luźny biały top i jeansy. Wyszła ze swojego dormitorium i ruszyła w stronę Wielkiej Sali. Dopiero teraz zorientowała się, że jest już pół do jedenastej. Przy stole Gryfonów siedział Ron razem z Harrym. Weasley spojrzał się na nią spode łba, a Harry uśmiechnął się do niej. Usiadła na drugim końcu stołu przy Deanie i Seamusie. Przypomniała sobie nagle o prośbie Harry'ego. Pospiesznie zaczęła szukać Luny, ale nigdzie jej nie było. Postanowiła, że poszuka jej jutro, gdy dziewczyna będzie szła na lekcje. Zastanawiała się co ma jej dokładnie powiedzieć. Po zjedzonym śniadaniu poszła do dormitorium, by obudzić Wiewiórkę. Ginny była już jednak ubrana i gotowa do wyjścia do Hogsmeade. Dzień był pochmurny, więc Hermiona ubrała bluzę Blaise'a, która pasowała do jej ubioru. Ginny była ubrana w różową sukienkę i biały sweterek. W pokoju wspólnym czekał na nię Dean. W trójkę wyszli z Hogwartu i skierowali się w stronę Trzech Mioteł. W pubie zauważyli Malfoya i Parkinson. Szybko poszli na jego koniec i usiedli. Gdy Dean poszedł zamówić trzy piwa kremowe, dziewczyny były już pochłonięte rozmową.
-Cieszę się, że się już nie kłócicie – powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się do swojej przyjaciółki.
-Kłócimy się, ale nie tak często jak ostatnio. Minęła mu też zazdrość o Harry’ego. Nie wiem, skąd mu przyszło do głowy, że spotykam się z nim wieczorem na błoniach – zaśmiała się Ginny i zdjęła sweterek.
-Nie martw się. Wszyscy chłopacy są zazdrośni o Harry’ego. Ron też był o niego zazdrosny. Chyba sądzą, że skoro jest Wybrańcem to wszystkie dziewczyny na niego lecą – zawtórowała jej w śmiechu i natychmiast zmieniły temat, gdyż Dean wracał z powrotem do stołu.
-Słyszałem, że się pokłóciłaś z Ronem. Nie martw się, to idiota – powiedział Thomas do Hermiony i usiadł obok Ginny.
-Wiem, że to idiota – odpowiedziała mu i uśmiechnęła się do niego.
-W zasadzie, o co się pokłóciliście? Ron wrócił czerwony jak pomidor – spytał Dean i spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem.
-O Blaise’a. Jest w Slytherinie. Zauważył jak mnie przytula nad jeziorem, powiedzmy, że wpadł w jedną ze swoich furii. Złapał mnie za ramię i powiedział, że mam iść z nim, ale mu się wyrwałam – powiedziała Hermiona i wzięła jeden łyk piwa kremowego.
-Zadajesz się z chłopakiem ze Slytherinu?! Nie dziwię się, że Ron się wkurzył. Ginny, ty też się z nim zadajesz? – zapytał ciekawy chłopak i spojrzał w kierunku swojej dziewczyny.
-Nie, nie zadaję. A nawet jakbym się zadawała, to bym ci nie powiedziała. Myślałam, że sobie wyjaśniliśmy to i owo – odpowiedziała mu Ginny i spojrzała na niego wzrokiem, który mógłby zabijać.
-Tak wiem, ale ja się po prostu o ciebie martwię. Nie chce, żebyś wplątała się w jakieś kłopoty – speszył się Dean i opuścił głowę. Hermiona wiedziała co chciał powiedzieć. „Ginny, nie zadawaj się z Hermioną. Nie możesz. Ona się zadaję z Zabinim, a to najlepszy kumpel Malfoya”. Dokładnie to. Czuła się w tej chwili jakby siedziała tu teraz z Ronem. Wiecznie uprzedzenia i nienawiść do innych. Jaki był sens tej nienawiści? Dlaczego zawsze chciał udowodnić tej wrednej fretce, że nie jest od niego gorszy? Dlaczego chciał mu się przypodobać? „Myślał pewnie, że jak nazwie mnie szlamą to Malfoy będzie go szanował” pomyślała Hermiona.
-Sugerujesz, że oni są dla mnie zagrożeniem? Że Hermiona jest dla mnie zagrożeniem?! – krzyknęła Ginny, a połowa ludzi w pubie spojrzała się na nią – Zastanów się lepiej nad tym co mówisz i o kim mówisz. Hermiona to moja przyjaciółka i nawet gdyby chciała mnie wciągnąć w jakieś kłopoty przemyślałabym to. A nie wierzę, że Hermiona jest do tego zdolna.
W tym momencie jedyne co usłyszała brązowowłosa to trzaśnięcie drzwiami. Zauważyła, że Dean wstał i chciał za nią pobiec.
-Ja pójde za nią. Przejdzie jej, nie martw się – powiedziała i natychmiast wybiegła z Trzech Mioteł szukać swojej przyjaciółki. Szukała jej dobre dziesięć minut. W końcu zauważyła ją przy jednym z drzew. Podbiegła szybko i kucnęła obok niej. Widziała, że płacze.
-Widzisz jak to z nim jest?! Musi wszystko wiedzieć! Z kim wychodzę, gdzie wychodzę, o której będę! Nawet nie wiesz jak ja się czuję! Wiecznie pod nadzorem! – krzyczała przez łzy Ruda. Coraz więcej łez napływało do jej brązowych oczu.
-Wiem doskonale jak się czujesz, ale nie możesz wyładowywać całej złości na Deanie. On się o ciebie martwi. No już, nie płacz kochanie – pocieszała ją i przytuliła się do niej.
-To jest obsesja, Hermiona! Nie martwienie się. Mam tego dość! Muszę z tym skończyć! – powiedziała Ruda i natychmiast wstała.
-Poczekaj z tym trochę Ginny. Wiem, że Dean jest trochę przewrażliwiony, ale nie rób nic pod wpływem impulsu. Kto wie, czy nie będziesz tego żałować.
-Czy ty zawsze musisz mieć rację? – spytała się jej Weasley,a ona odpowiedziała na to tylko uśmiechem – chodźmy już do szkoły zaczyna się robić zimno. Ron dziś wyjeżdża – po ostatnich słowach Hermiona poczuła jak jej dusza śpiewa i jednocześnie tańćzy z radości. Nie mogła już znieść widoku starszego brata swojej przyjaciółki. Nie dała po sobie tego jednak poznać i ruszyła za Wiewiórką do Hogwartu. Nie słuchała jej, tylko rozmyślała o tym jak będzie wyglądać jej pożegnanie z Ronem. Gdy doszły do Wielkiej Sali, był on już spakowany i gotowy do drogi. Widać było, że na kogoś czeka.
-O, przyszłyście. Myślałem, że nie zdąrzycie – uśmiechnął się do nich i podszedł. – Trzymaj się siostra i nie wykończ Deana. Chce go jeszcze kiedyś zobaczyć – przytulił ją, a następnie podszedł do Hermiony.
-Wiem, że się nie układało między nami za dobrze. Z tego powodu chciałem cię przeprosić. Nie jesteśmy razem, ale ja się tlyko o ciebie troszczę – powiedział i uśmiechnął się.
-Doceniam to, Ron. Sądze jednak, że nie potrzebuje takiej opieki – mruknęła. Pozwoliła mu się przytulić i za nim wyjechał poprosiła go jeszcze na słówko.
-O Ginny też się zatroszczę. Nie musiałeś mówić Deanowi, żeby się nią opiekował. Poradzę sobie z nią sama, nie martw się – szepnęła i zauważyła jak się cały czerwieni. –Wiem, że nie powinienem, ale to moja siostra. Skoro ja nie mogę jej bronić to ktoś inny musi – odpowiedział cicho.
-Przed czym on ma ją bronić? Wiesz, że prawie rozwaliłeś ich związek? – spytała. Nie wiedziała, że człowiek może z emocji być taki czerwony. Widać było, że Ron czuje się zażenowany tą sytuacją.
-Tak wiem. Opiekuj się nią, ok? I sama o siebie dbaj – uśmiechnął się ostatni raz i pobiegł w stronę swojej mamy, która żegnała się z Harrym i Ginny. Podeszła do nich, nie uniknęła pani Weasley, która porwała ją w swoje ramiona i przypomniała, że ma się zdrowo odżywiać. Gdy odjechali, Harry poszedł w stronę Hogsmeade, a obie dziewczyny poszły do Wielkiej Sali. Hermiona spostrzegła Blaise’a, który zmierzał w ich stronę. Widząc, że Ginny próbuje uciec złapała ją za rękę.
-Cześć Mionka! – krzyknął i przytulił Hermionę. Spojrzał na jej przyjaciółkę i natychmiast podał jej rękę. – Jestem Blaise! Ty to pewnie Ginny Weasley – uśmiechnął się do niej cwaniacko i potrząsnął jej ręką.
-Tak, miło mi – odwzajemniła uśmiech i w tym samym momencie wszedł Dean. Hermiona szybko do niego podbiegła i szepnęła mu coś do ucha. Thomas natychmiast się wyprostował i podszedł do Zabiniego.
-Dean – przedstawił się, a jego ton mówił sam za siebie. Nie był chętny do poznania się z jakimkolwiek Ślizgonem.
-Blaise – równie sucho przedstawił mu się – masz szczęście. Twoja dziewczyna jest naprawdę śliczna. Hermiona zauważyła jak Ginny rumieni się.
- Tak wiem – odpowiedział mu Gryfon i od razu odszedł.
-Coś humorzasty ten twój chłopak, Ginny – powiedział i poprawił swój mundurek.
-Zazwyczaj się tak nie zachowuje – uśmiechnęła się i ścisnęła rękę Hermionie, na znak, że mają już iść. Brązowowłosa spojrzała na przyjaciółkę i zwróciła się do Zabiniego.
-Będziemy wracać do siebie. Do jutra – powiedziała i razem z Rudą poszły w stronę drzwi.
-Miło było cię poznać – krzyknął za nimi Blaise i pomachał do Ginny. Odmachały mu i ruszyły w stronę wieży Gryffindoru.
-Chyba wpadłaś mu w oko – szepnęła do Wiewiórki i uśmiechnęła się chytrze.
-Przestań. Wiesz przecież, że jestem z Deanem – odpowiedziała jej z oburzeniem – a propo Deana. Chyba był lekko zazdrosny o Blaise’a.
-Też tak myślę – weszły do pokoju wspólnego, w którym były co najmniej trzy osoby. Przeszły przez niego i otworzyły drzwi do dormitorium Hermiony.
-A teraz porozmawiamy o chłopakach! – krzyknęła Ginny i rzuciła się na łóżko.
-Musimy? – spytała zrezygnowana Hermiona – zawsze rozmawiamy o chłopakach. Nie możemy porozmawiać o czymś innym? Na przykład o planach na przyszłość?
-Niech ci będzie. No dobra, to z kim wiążesz swoją przyszłość? – zapytała Ruda z zaciekawieniem. Granger wiedziała, że nie ma już odwrotu. Gdy Ginny coś wymyśliła, nie było odwrotu.
-Nie mam pojęcia. Myślę, że z pięcioma kotami – uśmiechnęła się, ale wiedziała, że jej przyjaciółka wyskoczy za chwilę z jakimś dziwacznym pomysłem.
-Może chcesz spędzić resztę swojego życia z Malfoyem? Wyobraź to sobie. Wasze tlenione dzieci biegające po ogrodze – fantazjowała Ginny i po kilku sekundach wybuchła śmiechem.
-Och, nie bądź śmieszna! Z tym kimś? W życiu! – oburzyła się Hermiona. Przez chwilę wyobraziła sobie ich wspólne dzieci. Szybko odgoniła od siebie tę myśl. Przez następne kilka godzin Ginny podała kilkaset potencjalnych mężów Miony. Żaden jednak nie był jej księciem z bajki. Położyły się spać, a następnego dnia obudził je piękny jesienny poranek.
A.

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział IV

-Ron! Co ty tu robisz? - spytał Harry, który natychmiast rzucił się na swojego przyjaciela.
-Przyjechałem z mamą. Musiała coś załatwić z McGonagall, więc postanowiłem, że się z nią zabiorę - odpowiedział Ron z uśmiechem na twarzy. Hermiona zmieszana nie mówiła nic. Udawała, że cieszy się z jego przyjazdu. Minęło kilka minut, gdy poczuła, że ktoś poklepuje ją po ramieniu.
-Hermiona, możemy porozmawiać? - z zamyślenia wyciągnął ją Harry.
Jasne. O czym? - zapytała Hermiona z ciekawością.
Sami - poprosił i zawrócił w stronę wyjścia. Hermiona poszła za nim. Myślała nad tym co chce jej powiedzieć Harry. Nigdy nie prosił jej o rozmowę w cztery oczy.
-Mów - powiedziała i uśmiechnęła się.
-Fajnie, że Ron przyjechał, nie? Zrobił nam miłą niespodziankę – powiedział, ale nie patrzył jej w oczy.
-To chciałeś mi powiedzieć?
-No... Nie - powiedział i opuścił głowę w dół.
-To o co chodzi? No mów! - krzyknęła, gdy odniosła wrażenie, że chłopak w ogóle jej nie słucha.
-Słuchaj, bo ty masz dobry kontakt z Luną, nie? - zapytał Harry lekko zdenerwowany.
-No, tak. Coś się stało? - Hermiona była zdezorientowana całą sytuacją. Harry nigdy nie interesował się Luną
-No bo... Ja... No wiesz... - Potter zarumienił się i nie mógł wydusić z siebie tych słów. - Ja... Chciałem się z nią mówić.
-Harry... Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.
-Proszę. Miona no. Zrób to dla mnie.
-No dobrze, już dobrze. Ale co ja mam jej powiedzieć? - zapytała i wpatrywała się w niego.
-Nie wiem. Proszę nie patrz tak na mnie, naprawdę nie wiem. Może powiedz jej coś o mnie. Tylko sugeruje. Hermiona, mówię ci, nie patrz tak na mnie - powiedział i odwrócił wzrok od niej, bo zauważył Lunę idącą z Ginny i z nieznanymi im dwiema dziewczynami.
-No dobrze. Sama coś wymyśle - Granger uśmiechnęła się do niego i zobaczyła, że jej przyjaciel patrzy w zupełnie inną stronę - teraz do niej podejdź. Nie bój się.
-Nie boje się! Ale dlaczego wy zawsze musicie chodzić stadami? - zapytał Hermiony wzrokiem, który wręcz błagał o wytłumaczenie.
-Sama nie wiem. Już tak mamy. Wszystko załatwię.
-Dzięki. Kocham cię po prostu – powiedział i odwrócił się.
-Zawsze mnie kochasz, gdy mam coś załatwić – mruknęła Hermiona sama do siebie.
-Słyszałem! - krzyknął i uśmiechnął się,
-I bardzo dobrze! - odwzajemniła uśmiech. Kierowała się właśnie w stronę błoni, gdy nagle ktoś zasłonił jej oczy. Oparła się o osobę za nią i stwierdziła, że jest od niej dużo wyższa. To z pewnością był chłopak. Myślała przez kilka chwil kto to jest i przypomniała sobie, że tylko jedna osoba jest od niej o tyle wyższa.
-Blaise! - krzyknęła i natychmiast się odwróciła.
-Myślałem, że nigdy nie zgadniesz. Idziemy na spacer? - spytał i uśmiechnął się do niej.
-Możemy, ale na chwile. Ron przyjechał. Sam rozumiesz – powiedziała i lekko się zarumieniła.
-Jasne – powiedział i zaczął iść w stronę jeziora. Hermiona stwierdziła, że jest naprawdę przystojny. Ale czemu poprosił ją o spacer. I gdzie jest Malfoy? Najczęściej chodzą wszędzie razem. Zastanawiała się nad tym do czasu gdy doszli do jeziora i usiedli na brzegu.
-Chcesz o czymś pogadać? - spytała w końcu.
-Nie. Po prostu... Nie ważne – odpowiedział i rzucił kamykiem do wody.
-Coś cię gryzie? Powiedz. Postaram się zrozumieć – powiedziała i uśmiechnęła się do niego.
-No dobra. Podoba mi się pewna dziewczyna. Jest mądra, ładna i miła.
-Super. Kto to? Zagadaj do niej! Na pewno cię zrozumie – uśmiechnęła się i przytuliła go.
-Nie jestem tego taki pewny. Boję się, że mnie odrzuci. Mam z nią już całkiem dobry kontakt i nie chce go stracić.
-No dobrze, ale co to za dziewczyna? Obiecuje nie będę się śmiała – Blaise na te słowa odwrócił głowę. - No nie ile pytań musi się jeszcze pojawić w mojej głowię, żebym w końcu wybuchnęła – pomyślała. Nie trwało to długo, ponieważ nagle poczuła jak spada do lodowatej wody. Nie miała gruntu, a jej ciało zdawało się z nią nie współpracować. Przeszła po niej wielka fala zimna i poczuła, że traci powietrze. Poczuła jak ktoś podpływa do niej. Wiedziała, że to Blaise. Złapał ją i natychmiast wypłynął z nią na brzeg. Poczuła, że jest na trawie. Usiadła, a obok niej usiadł Blaise.
-Nic Ci nie jest? - spytał zdenerwowany.
-Nie. Dziękuje ci – powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
-Nie ma za co. Trzymaj – odpowiedział i dał jej bluzę. Ubrała ją natychmiast, ale nadal się trzęsła. Chłopak widząc to przytulił ją. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Wiedziała, że gdyby nastąpiła taka sytuacja przy Ronie, on na pewno by nie dał jej bluzy i by jej nie przytulił. Stwierdziła, że miło jest mieć takiego przyjaciela. Ciszę pomiędzy nimi przerwał Blaise.
-Hermiona – powiedział.
-Słucham – odpowiedziała mu i uśmiechnęła się.
-Ta dziewczyna to... - nie usłyszała imienia, ponieważ niewiadomo skąd wyszedł Ron i krzyknął tak głośno, że nie była w stanie usłyszeć odpowiedzi na tak nurtujące ją pytanie.
-Przepraszam, możesz powtórzyć – powiedziała, ale nagle poczuła jak Ron łapię ją za ramiona. Czemu musiał przyjść tu w takiej chwili?
-Szukałem cię, a ty jesteś tu z nim? Przecież on się przyjaźni z tym śmierciożercą. I dlaczego jesteś mokra? – krzyknął Rudy i zaczął prowadzić ją w stronę zamku. Hermiona nie wyrażała chęci na rozmowę z Ronem i wyszarpnęła się z jego uścisku.
-Ron, nie jestem twoją własnością! Nie możesz mi mówić z kim mam się przyjaźnić, a z kim nie. Zastanów się co robisz. Jestem mokra bo wpadłam do jeziora. Blaise mnie uratował. Cześć – po tych słowach zamurowało go. Natychmiast odwrócił się oburzony i zaczął iść w stronę zamku mrucząc coś do siebie. Granger wróciła do Blaise'a, jednak nie usiadła. - Przepraszam cię za niego. Robi się zimno. Chodźmy do zamku.
-Dobra. Ale jesteś zmarznięta. - powiedział i uśmiechnął się do niej czule.
-Nie dziw się skoro niedawno wpadłam do jeziora! - odpowiedziała zgryźliwie.
-A no tak. Zapomniałem – zaśmiał się, a Hermiona zawtórowała mu.
-Więc, co to za dziewczyna? - spytała po chwili. Zauważyła lekkie zakłopotanie na jego twarzy więc wydusiła z siebie zwykłe „Przepraszam”.
-Nie masz za co. - odpowiedział. Po kilku minutach doszli do Wielkiej Sali, w której było już pełno ludzi. Dopiero teraz zorientowali się, że przesiedzieli nad jeziorem cały dzień. Hermiona zdejmowała już bluzę, żeby mu ją oddać i usłyszała, że Blaise coś do niej mówi.
-Przepraszam, co mówiłeś? Nie usłyszałam.
-Weź ją sobie. Ładnie w niej wyglądasz – powtórzył i uśmiechnął się.
-Dobrze, dziękuje – na ostatnie słowa zarumieniła się. Ostatni raz usłyszała to od Kruma na ślubie Billa i Fleur.
-No to cześć – powiedział i przytulił ją. Oboje mieli wrażenie, że nagle cała Wielka Sala ucichła i spojrzała na nich.
-Cześć. Do poniedziałku – uśmiechnęła się ostatni raz i poszła do stołu Gryffindoru. Czekała już na nią Ginny.
-Co to było? Jesteś mokra – natychmiast spytała się Ruda ze swoim niepowtarzalnym wzrokiem.
-Co? Nie zauważyłam, no popatrz- spytała Hermiona z ciekawością i odpowiedziała jej ironicznie.
-To przed chwilą. I co to za bluza? - łatwo było usłyszeć wyrzut w głosie Ginny.
-Blaise'a. Dał mi ją. Przed chwilą jeśli nie zauważyłaś przytulił mnie – powiedziała i uśmiechnęła się wrednie.
-Widziałam. Wydaję mi się, że on coś kręci – odpowiedziała jej.
-Tobie zawsze się tak wydaje – odgryzła się przyjaciółce i spojrzała na stół Slytherinu. Blaise i Malfoy o czymś rozmawiali. Może o tym co się stało. Może Malfoy jest tak samo upierdliwy jak Ginny. - Przekonasz się do niego. Uwierz mi. Jest naprawdę w porządku.
-Ta jasne – mruknęła i od razu dostała ciastkiem w twarz. - Ty małpo!
-Musisz się trochę rozerwać! Niedługo to ty w naszej przyjaźni będziesz odgrywać nudziarę.

*

-Przytuliłeś szlamę? - gdy usiadł natychmiast usłyszał syknięcie swojego przyjaciela.
-Nie, Hermione – odpowiedział z uśmiechem.
-Dlaczego? - spytał się Draco z nadzieją, że dowie się czegoś pożytecznego od swojego przyjaciela, ale i w tej chwili się tego nie doczekał
-Bo ją lubię. I koniec. Zastanawiam się jak to możliwe, że wytrzymałem z tobą tyle lat – powiedział Zabini.
-Gdzie byłeś przez cały dzień? – Malfoy zignorował słowa przyjaciela i ciągnął temat dalej.
-Skoro już musisz wszystko wiedzieć to ci powiem. Spotkałem Hermione po śniadaniu; zaprosiłem ją na spacer; poszliśmy nad jezioro; usiedliśmy na brzegu; rozmawialiśmy; przytuliła mnie; wpadła do jeziora; wskoczyłem za nią;wypłynąłem z nią na brzeg;podziękowała mi; dałem jej bluzę; znowu rozmawialiśmy; przyszedł ten szczur Weasley i zaczął ją ciągnąć do zamku; wyszarpała się i podeszła do mnie; powiedziała żebyśmy już wracali bo robi się zimno;rozmawialiśmy ; pozwoliłem jej zatrzymać bluzę; powiedziałem, że ładnie wygląda; zarumieniła się; przytuliłem ją i podszedłem tu. A tobie jak minął dzień? - uśmiechnął się przebiegle i spojrzał na przyjaciela.
-Przytuliłeś Granger? - spytał z odrazą w głosie.
-Tak, jeśli masz z tym jakiś problem to mi to powiedz – powiedział.
-Nie, nie mam. Ale to przecież szla...
-Mugolaczka – poprawił go natychmiast Blaise. - Jestem głodny jak wilk. Daj mi spokój.

*

-Myślę Ginny, że nie musisz mnie odprowadzać pod same drzwi dormitorium – powiedziała Hermiona.
-Wiem, ale ja cię nie odprowadzam. Zostaję u ciebie – uśmiechneła się sprytnie i weszła do dormitorium Hermony.
-Czemu ja nic o tym nie wiem? - spytała brązowowłosa.
-Już wiesz – odpowiedziała jej i uśmiechnęła się – idę się pierwsza kąpać! Krzyknęła i za chwile w pokoju nie było po niej śladu. Hermiona postanowiła, że nie będzie na nią czekać i od razu pójdzie spać. Jednak sen nie był jej posłuszny i w ogóle nie chciał nadejść. Po około dwudziestu minutach przyszła Ginny.
-Ron mi powiedział, że się spotkaliście nad jeziorem – powiedziała Ruda i położyła się na łóżku.
-Taa – odpowiedziała jej bez entuzjazmu.
-Czemu byłaś mokra? Ron nie zdążył powiedzieć bo przyszłaś na kolacje, a ja nie chciałam cię po tym męczyć.
-Wpadłam do jeziora. Nie wiem jak. Po prostu się ześlizgnęłam. Nie czułam, żeby ktoś mnie popchnął. Blaise wskoczył i mnie uratował, właśnie wtedy mi dał bluzę – opowiedziała jej w skrócie.
-Uratował cię. On? - spytała Ginny niedowierzającym głosem.
-Tak, ON mnie uratował – mruknęła i uśmiechnęła się do niej.
-Chyba naprawdę jest w porządku – powiedziała Ruda.
-Nawet bardzo w porządku – odpowiedziała.
-Nie idziesz się kąpać? - spytała.
-Nie, wystarczy mi wody na dzisiaj – uśmiechnęła się i rzuciła w Ginny poduszką.

-Znowu zaczynasz? - powiedziała i wzięła poduszkę do ręki. Po bitwie na poduszki wymęczone położyły się spać.

~~~
Witam! Rozdział późno, bardzo późno. Spowodowane to było moją chorobą. Nie mogłam się ruszyć z łóżka. Jestem zadowolona z rozdziału, bo to pierwszy rozdział, który nie jest tak bardzo krótki. Wzięła mnie wena. Proszę o zostawienie komentarzy, to bardzo dla mnie ważne. Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru i miłej niedzieli!
A.

Ps. Przepraszam za to, że w połowię tekstu zmienia się czcionka, ale nie wiem co się dzieje. :) Spróbuje to naprawić