-Nie mogło być gorzej. - pomyślała Hermiona i weszła do już otwartej sali. Usiadła w ławce razem z Harrym i Deanem. Profesor Slughorn mówił o eliksirze upiększającym, który zainteresował większość dziewczyn, a w szczególności Pansy Parkinson - ślizgonkę o twarzy mopsa.
-Patrz na panią „Jestem najpiękniejszą i najfajniejszą dziewczyną o twarzy mopsa” - szepnął Harry, a Hermiona wybuchła śmiechem. Wszyscy spojrzeli na nią spode łba. Odwróciła się i spotkała wzrok Zabiniego. Natychmiast spuściła głowę i udawała, że czyta przepis na eliksir. Chłopak podszedł do niej i oparł się na ławce.
-Nieźle go spławiłaś, Granger, nie powiem, że nie – powiedział i uśmiechnął się cwaniacko. Hermiona nienawidziła takiego uśmiechu.
-Niby kogo? - spytała, a na jej twarzy pojawił się rumieniec. Wiedziała dokładnie o kim mówi Zabini. Czuła satysfakcję z tego, że postawiła się Draconowi. Zawsze myślał, że jest najlepszy i najważniejszy. Mylił się.
-Nie udawaj, że nie wiesz. To chyba oczywiste, że Malfoya - odpowiedział i spojrzał na nią. Tak samo jak Malfoy był pewny siebie, arogancki, sprytny, ale i przystojny.
-Nie myślałaś o tym. Ta fretka nie jest przystojna - powiedziała sobie w myślach - Nie spławiłam go. Nie rozmawiam z nachalnymi mężczyznami.
-Draco nachalny? Nie wierzę .
-To uwierz. Nie chcę wiedzieć co chciał mi powiedzieć. Nie było to chyba raczej nic miłego skoro nazwał mnie „szlamcią”. - powiedziała z ironią.
-Zdziwiłabyś się bardzo. - odpowiedział z uśmieszkiem.
-Co masz na myśli Zabini? - spytała z ciekawością. Zastanawiała się czy to będzie odpowiedź na jej pytanie.
-Nie, nic. A tak w ogóle, jestem Blaise - wyciągnął do niej rękę.
-Tak, wiem. Hermiona. Skąd ci przyszło do głowy, żeby po siedmiu latach mi się przedstawiać? - Wiedziała, że zadaję dużo pytań, ale ciekawość wzięła górę.
-Sam nie wiem. Nigdy nie przedstawiałem ci się osobiście. - uśmiechnął się i odszedł. Brązowowłosa stwierdziła, że ślizgon jest naprawdę w porządku. Nie wydawał się taki jak reszta.
*
-Zabini podał ci rękę? On? Przecież to taka sama szumowina jak Malfoy. Jak mogłaś mu podać rękę? Nie pamiętasz jak nazywał cię szlamą i upokarzał? - Ginny chodziła po całym dormitorium i naskakiwała na nią po jej każdej odpowiedzi
-Po pierwsze to się uspokój. Blaise nigdy mnie nie upokarzał. Raz nazwał mnie szlamą, to fakt. Ale jest bardzo miły. - powiedziała Hermiona jak do małego dziecka.
-Raz cię nazwał szlamą, to i później będzie cię tak nazywał - Ruda krzyczała cały czas, ale na Hermionie nie robiło to wrażenia.
-Nie pamiętasz już jak Ron nazwał mnie szlamą? - spytała i spojrzała jej w oczy.
-Pamiętam, ale on się zmienił – odpowiedziała cicho.
-To dlaczego Blaise nie może się zmienić? - jej ton stał się bardziej dostojny i głośny.
-Zabini, a Ron to zupełnie inna sprawa. Przyjaźniłaś się z Ronem. Nadal przyjaźnisz. A Zabibi? To wredny ślizgon! - krzyknęła i miała już wychodzić, gdy Hermiona złapała ją za ramię.
-Czemu jesteś taka oschła? Nikomu nie ufasz. Wiem, że Blaise był śmierciożercą, ale daj mu szansę. Jeśli już o tym rozmawiamy. Co się dzieje między tobą a Deanem? - zapytała z troską Ginny, która usiadła na łóżku i rozpłakała się.
-Nie dogaduje się z nim. Cały czas twierdzi, że coś przed nim ukrywam. Nie mogę z nim normalnie porozmawiać. Kłócimy się cały czas. Oddalił się ode mnie. Mówi, że to ja go ignoruje. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć - oczy miała zalane łzami.
-Wszystko będzie dobrze. Cśś, nie płacz, skarbie. Wyjaśnij z nim to. Jest po prostu o ciebie zazdrosny. Zrozum go. Widzę, że chcesz z nim być i czujesz to, co czułaś do niego wcześniej. Proszę cię. Nie zepsuj tego – Ginny jedyne co mogła zrobić to skinąć głową na znak, że rozumie. Następnego dnia Hermiona siedziała na śniadaniu razem z Harrym. Zastanwiała się gdzie jest jej przyjaciółka. Zawsze przychodziła po nią do dormitorium i szły razem do Wielkiej Sali. Gdy po raz kolejny z rzędu drzwi się otworzyły zauważyłam Deana, który trzyma za rękę Ginny. Uśmiechnęła się na ten widok. Gdy do nich podeszli, Ruda usiadła obok Hermiony. Opowiedziała jej o rozmowie z Thomasem. Po skończonym temacie, zaczęły rozmawiać o ślizgonach.
-Nie jestem pewna czy można mu ufać - powiedziała Ginny, której teoria zawsze musiała być najważniejsza.
-Ja mu ufam. Ty też go polubisz. Uwierz mi - uśmiechnęła się, a po chwili ktoś zasłonił jej oczy swoimi dłońmi. Wyczuła znajomy zapach perfum.
-Witam – powiedział męski głos, który wydał się jej bardzo znany i nagle zobaczyła twarz swojego piegowatego przyjaciela.
-Patrz na panią „Jestem najpiękniejszą i najfajniejszą dziewczyną o twarzy mopsa” - szepnął Harry, a Hermiona wybuchła śmiechem. Wszyscy spojrzeli na nią spode łba. Odwróciła się i spotkała wzrok Zabiniego. Natychmiast spuściła głowę i udawała, że czyta przepis na eliksir. Chłopak podszedł do niej i oparł się na ławce.
-Nieźle go spławiłaś, Granger, nie powiem, że nie – powiedział i uśmiechnął się cwaniacko. Hermiona nienawidziła takiego uśmiechu.
-Niby kogo? - spytała, a na jej twarzy pojawił się rumieniec. Wiedziała dokładnie o kim mówi Zabini. Czuła satysfakcję z tego, że postawiła się Draconowi. Zawsze myślał, że jest najlepszy i najważniejszy. Mylił się.
-Nie udawaj, że nie wiesz. To chyba oczywiste, że Malfoya - odpowiedział i spojrzał na nią. Tak samo jak Malfoy był pewny siebie, arogancki, sprytny, ale i przystojny.
-Nie myślałaś o tym. Ta fretka nie jest przystojna - powiedziała sobie w myślach - Nie spławiłam go. Nie rozmawiam z nachalnymi mężczyznami.
-Draco nachalny? Nie wierzę .
-To uwierz. Nie chcę wiedzieć co chciał mi powiedzieć. Nie było to chyba raczej nic miłego skoro nazwał mnie „szlamcią”. - powiedziała z ironią.
-Zdziwiłabyś się bardzo. - odpowiedział z uśmieszkiem.
-Co masz na myśli Zabini? - spytała z ciekawością. Zastanawiała się czy to będzie odpowiedź na jej pytanie.
-Nie, nic. A tak w ogóle, jestem Blaise - wyciągnął do niej rękę.
-Tak, wiem. Hermiona. Skąd ci przyszło do głowy, żeby po siedmiu latach mi się przedstawiać? - Wiedziała, że zadaję dużo pytań, ale ciekawość wzięła górę.
-Sam nie wiem. Nigdy nie przedstawiałem ci się osobiście. - uśmiechnął się i odszedł. Brązowowłosa stwierdziła, że ślizgon jest naprawdę w porządku. Nie wydawał się taki jak reszta.
*
-Zabini podał ci rękę? On? Przecież to taka sama szumowina jak Malfoy. Jak mogłaś mu podać rękę? Nie pamiętasz jak nazywał cię szlamą i upokarzał? - Ginny chodziła po całym dormitorium i naskakiwała na nią po jej każdej odpowiedzi
-Po pierwsze to się uspokój. Blaise nigdy mnie nie upokarzał. Raz nazwał mnie szlamą, to fakt. Ale jest bardzo miły. - powiedziała Hermiona jak do małego dziecka.
-Raz cię nazwał szlamą, to i później będzie cię tak nazywał - Ruda krzyczała cały czas, ale na Hermionie nie robiło to wrażenia.
-Nie pamiętasz już jak Ron nazwał mnie szlamą? - spytała i spojrzała jej w oczy.
-Pamiętam, ale on się zmienił – odpowiedziała cicho.
-To dlaczego Blaise nie może się zmienić? - jej ton stał się bardziej dostojny i głośny.
-Zabini, a Ron to zupełnie inna sprawa. Przyjaźniłaś się z Ronem. Nadal przyjaźnisz. A Zabibi? To wredny ślizgon! - krzyknęła i miała już wychodzić, gdy Hermiona złapała ją za ramię.
-Czemu jesteś taka oschła? Nikomu nie ufasz. Wiem, że Blaise był śmierciożercą, ale daj mu szansę. Jeśli już o tym rozmawiamy. Co się dzieje między tobą a Deanem? - zapytała z troską Ginny, która usiadła na łóżku i rozpłakała się.
-Nie dogaduje się z nim. Cały czas twierdzi, że coś przed nim ukrywam. Nie mogę z nim normalnie porozmawiać. Kłócimy się cały czas. Oddalił się ode mnie. Mówi, że to ja go ignoruje. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć - oczy miała zalane łzami.
-Wszystko będzie dobrze. Cśś, nie płacz, skarbie. Wyjaśnij z nim to. Jest po prostu o ciebie zazdrosny. Zrozum go. Widzę, że chcesz z nim być i czujesz to, co czułaś do niego wcześniej. Proszę cię. Nie zepsuj tego – Ginny jedyne co mogła zrobić to skinąć głową na znak, że rozumie. Następnego dnia Hermiona siedziała na śniadaniu razem z Harrym. Zastanwiała się gdzie jest jej przyjaciółka. Zawsze przychodziła po nią do dormitorium i szły razem do Wielkiej Sali. Gdy po raz kolejny z rzędu drzwi się otworzyły zauważyłam Deana, który trzyma za rękę Ginny. Uśmiechnęła się na ten widok. Gdy do nich podeszli, Ruda usiadła obok Hermiony. Opowiedziała jej o rozmowie z Thomasem. Po skończonym temacie, zaczęły rozmawiać o ślizgonach.
-Nie jestem pewna czy można mu ufać - powiedziała Ginny, której teoria zawsze musiała być najważniejsza.
-Ja mu ufam. Ty też go polubisz. Uwierz mi - uśmiechnęła się, a po chwili ktoś zasłonił jej oczy swoimi dłońmi. Wyczuła znajomy zapach perfum.
-Witam – powiedział męski głos, który wydał się jej bardzo znany i nagle zobaczyła twarz swojego piegowatego przyjaciela.