wtorek, 17 marca 2015

Rozdział VII

-Blaise? Nie wierzę ci – odpowiedziała mu i wyrwała rękę z jego uścisku. Weszła do Sali, a po niej wszedł Nott. Wszyscy spojrzeli się na nich tak jakby byli parą. „Ja i Nott? Nigdy!” pomyślała Hermiona i chciała zająć swoje miejsce, gdy zauważyła, że zajął je Seamus. Harry uśmiechnął się do niej przepraszająco, a ona odwzajemniła uśmiech. Przyglądnęła się całej klasie, żeby znaleźć wolne miejsce. Tylko jedne o miejsce było wolne. Dokładniej, pomiędzy Blaise’em a Malfoyem.
-No nie – szepnęła i ruszyła w stronę wolnego miejsca. Blaise uśmiechnął się do niej i położył swoją torbę na podłodze. Draco prychnął na widok siadającej obok niego Gryfonki i odwrócił głowę.
-Cześć – powiedział Blaise.
-Cześć. Słuchaj, mam do ciebie pytanie – odpowiedziała mu Hermiona i spojrzała na niego.
-Pytaj o co chcesz – uśmiechnął się do niej i spojrzał się na nią.
-No bo… Hm… Nie wiem jak to powiedzieć… Czy to ty umówiłeś się z Luną? – w pewnym momencie Blaise zrobił się czerwony na twarzy, a Hermiona zauważyła, że jest trochę zmieszany.
-No… tak. Przez cały czas wydawała mi się taka dziwna. Dwa tygodnie temu siedziałem obok niej w bibliotece i zacząłem z nią rozmawiać. Wydaje się naprawdę fajna. Spodobała mi się, ale nie chcę tego nikomu mówić. Zaraz… Skąd ty to wiesz? – spytał się jej zdziwiony tym, że dziewczyna to wie.
-Nott mnie zatrzymał przed klasą i mi to powiedział – odpowiedziała mu. – Jeśli już o nim mówimy. To jest nawet przystojny.
-On? Może i tak, ale ja jestem przystojniejszy, prawda? – uśmiechnął się do niej cwaniacko.
-Oczywiście. Myślisz, że myślę inaczej? – zaśmiała się. Gdy zadzwonił dzwonek, Hermiona wyszła z Zabinim i Malfoyem. Gryfoni spojrzeli na nią spode łba, ale się tym nie przejmowała.
-To jak Granger. Chcesz się umówić z Theodorem? – spytał się ironicznie Malfoy. Dziewczyna spojrzała się na niego.
-Nie. Po czym wnioskujesz, że chcę się z nim umówić? – prychnęła i przyspieszyła tempo. Hermiona rozmyślała nad tym jak jeden człowiek może tak irytować.
„To jest nawet przystojny” po tym. Uwierz mi, nie mam aż tak złego słuchu, żeby nie słyszeć tego co mówicie na lekcji – powiedział Malfoy i uśmiechnął się do niej typowo ślizgońskim uśmiechem – w porównaniu do mnie, Nott wygląda jak skrzat domowy.
-Chciałbyś. Przepraszam, ale muszę iść na zaklęcia – odpowiedziała mu przesłodzonym głosikiem i ruszyła w stronę Sali zaklęć.
-Hej, księżniczko! Zaczekaj! – krzyknął Draco, a uczniowie, którzy szli blisko niego spojrzeli się na niego z niedowierzaniem. Hermiona odwróciła się w stronę Malfoya.
-Czego chcesz? – spytała wyraźnie znudzona tą całą konwersacją. „Księżniczko? Czego on ode mnie chce, że nie dodał tutaj słowa szlamo?” zastanawiała się.
-Chodzimy razem na zaklęcia, więc pomyślałem, że możemy iść w dwójkę do sali – widząc jak się na niego spojrzała dodał, że do sali zaklęć, w której ma się odbyć lekcja z Flitwickiem.
-Nie mam wyboru? Muszę iść z tobą? – spytała zrezygnowana.
-Nie, nie masz wyboru. Musisz iść ze mną – spojrzał jej w oczy. Były takie ciepłe i piękne. Nie jak u innych dziewczyn. Patrzyli się tak kilka chwil, a ich kontakt wzrokowy przerwał Diabeł.
-Co to za romanse? A ja o niczym nie wiem? Wiecie co! Jak mogliście mi nie powiedzieć?! – Blaise udawał oburzonego, ale jakoś nie wychodziło mu to.
-Nie opowiadaj głupot Zabini. Ja i Granger? Prędzej umówisz się z Pomyluną niż ja umówię się z nią – zaśmiał się, a Diabłowi uśmiech zniknął z twarzy. Hermiona domyśliła się, że nie powiedział Malfoyowi o tym, że się umówił z Krukonką. – Co taki cichy się zrobiłeś? Nie mów mi, że  umówiłeś się z Lovegood.
-W takim razie umów się z Hermioną. Tak, spytałem się Luny czy pójdzie ze mną na randkę. Nie musze ci wszystkiego mówić – powiedział Blaise i mrugnął jednym okiem do Granger. Malfoy nie mówił już nic podczas drogi na zaklęcia. Diabeł i Hermiona rozmawiali o Lunię.
-Nie bój się. Luna nie gryzie. Jest inteligentna i miła. Nie bez powodu Tiara przydzieliła ją do Ravenclawu. Bylibyście wspaniałą parą – nawijała Hermiona do chłopaka.
Wcale się nie boję! Ale sama rozumiesz, Luna jest trochę specyficzną osobą, nie uważasz? – w jego głosie można było wyczuć lekkie zakłopotanie.
-To fakt, jest trochę specyficzna. Ale właśnie dlatego jest wyjątkowa.
-Tak, to prawda. Słuchaj, bo nie umówiłem się z nią tak dokładnie. Spytałem się tylko czy pójdzie za mną na randkę. Co mam jej powiedzieć jak do niej podejdę? – spytał zdenerwowany Blaise.
-Nie wiem. Podejdziesz i samo wszystko się ułoży. Jeśli mi nie wierzysz to spytaj się swojego kumpla. Każdy uważa, że jest łamaczem serc, więc się go poradź. Ja poczekam – uśmiechnęła się do niego troskliwie. – Będę czekać przed salą.
-Dobra, za chwilę przyjdę. Trzymaj kciuki – powiedział i ruszył w stronę Luny. Hermiona poszła pod salę i zauważyła, że Harry patrzy na nią jakimś innym wzrokiem niż zwykle. Jego oczy wydawały się smutne. Chciała do niego podejść, gdy drogę zagrodził jej Draco.
-Czego chcesz, Malfoy? – spytała Gryfonka, próbując go wyminąć.
-Niczego. Chciałem się tylko zapytać gdzie jest Blaise i czy to prawda, że umówił się z Pomyluną – powiedział Draco. Gdy zauważył, że Hermiona patrzy nie na niego, tylko na Pottera, złapał ją za podbródek i zmusił ją do spojrzenia mu w oczy. Nie lubił gdy ktoś go ignorował. Granger spojrzała mu głęboko w jego niebiesko – szare tęczówki.
-Nie ignoruj mnie – podniósł głos, a dziewczyna uśmiechnęła się do niego. – Dlaczego się uśmiechasz?
-Nie musisz być zawsze w centrum uwagi. To, że na ciebie nie patrzę to nie znaczy, że cię nie słucham – odpowiedziała mu. Jej głos był spokojny i dla niego taki piękny. – Jeśli chcesz już wiedzieć to Blaise umówił się z Luną i właśnie poszedł ustalić z nią gdzie się spotkają.
-Jak to możliwe, że chciał się z nią umówić z dnia na dzień? Wytłumaczysz mi to? – spytał Draco Hermiony. Nie rozumiał własnego przyjaciela, a ta mała szlama go rozumiała? Według niego, coś było nie tak.
-Blaise umówił się z Luną, bo mu się podoba. Rozumiesz, czy mam ci to przeliterować? – powiedziała jadowicie Gryfonka, co w ogóle do niej nie pasowało.
-Dobra, dzięki. Idź już lepiej do Pottera, bo patrzy się na mnie jakby chciał mnie zabić. Cześć -  po ostatnim słowie pocałował ją w policzek, a dziewczyna nie zorientowała się co się przed chwilą stało. Popatrzyła na Ślizgona. On uśmiechnął się tylko i mrugnął okiem. Odwzajemniła uśmiech. „To on potrafi być miły?” pomyślała Hermiona i podeszła do Harry’ego, który był nienaturalnie blady.
-Harry, coś się stało? – spytała z troską. – Źle się czujesz? Może pójdziemy do pani Pomfrey?
-On cię pocałował w policzek. Dlaczego cię pocałował w policzek? – powiedział głosem pełnym wyrzutu.
-Nie wiem, naprawdę. Przysięgam ci, że nie mam pojęcia dlaczego – odpowiedziała zupełnie szczerze, ale wiedziała, że jej przyjaciel nie wierzy. Weszli do Sali. Hermiona chciała usiąść na swoim miejscu, ale było one zajęte. Złoty chłopiec nie spojrzał na nią w ogóle, a Dean popatrzył na nią z lekką odrazą. Zdziwiła się i usiadła obok Notta.
*
-Dziwne. Może mu się podobasz – powiedziała Ginny, której Hermiona opowiedziała dzisiejszą sytuację z Malfoyem. Nie obyło się oczywiście bez uśmieszków młodej Weasley.
-Żartujesz? Z resztą nie ważne. Wiesz, że Blaise umówił się z Luną? – starsza Gryfonka zmieniła temat, który także wciągnął jej przyjaciółkę.
-Naprawdę? Niemożliwe! On i Luna! Może niezła para z nich będzie.
-Pewnie tak. Słuchaj, porozmawiasz z Harrym? Od TEJ sytuacji nie chce ze mną rozmawiać. – spytała Hermiona z nadzieją.
-Mhm, no jasne. Postaram się go jakoś oswoić z tą wiadomością – odpowiedziała jej Ginny z uśmiechem.
-Z jaką wiadomością? – Hermiona i bez odpowiedzi na to pytanie znała odpowiedź. Jej przyjaciółcę chodziło o nią i Dracona.
-Jak to  z jaką. Ty i Malfoy. Razem. Para. Tlenione dzieci. Rozumiesz? – mówiła jak do niedorozwiniętego człowieka.
-Ginny, przestań! Dobrze wiesz, że my nigdy nie będziemy razem! – nabuzowała się Granger, a jej włosy stanęły na wszystkie strony.
-To się dopiero okaże. A teraz, jeśli pozwolisz, pójdę spać. Dobranoc pani Malfoy – powiedziała Ginny i odwróciła się na drugi bok.
-Dobranoc, wredna wiewióro – szepnęła do przyjaciółki i odpłynęła do 

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział VI

Hermiona otworzyła oczy i natychmiast oślepiły ją promienie słońca. W tym momencie przypomniała sobie słowa Wiewiórki „Wasze tlenione dzieci biegające po ogrodzie”. Jak mogła wpaść na taki pomysł? Ona i On? Mugolaczka i arystokrata? Nie, to niemożliwe. Spojrzała na kalendarz i spostrzegła, że dziś 19 wrzesień. Jej osiemnaste urodziny. Gdy podniosła głowę z poduszki, zauważyła, że Ginny nie ma już u niej w pokoju. Zastanawiała się czy ktoś (z wyjątkiem Ginny i rodziców) pamięta o jej urodzinach. Wstała, poszła do łazienki i ubrała szkolny mundurek. Następnie zeszła do Wielkiej Sali. Usiadła i w tym samym momencie Harry, Dean i Ginny położyli przed nią prezent.
-Wszystkiego Najlepszego z okazji osiemnastych urodzin! – krzyknęli. Stwierdziła, że zamierzali to krzyknąć zgodnym chórem, ale nie wyszło to tak jakby chcieli. Mimo to, cieszyła się, że pamiętali o niej – no otwórz prezent! – Hermiona z entuzjazmem go otworzyła. W pudełeczku był złoty zegarek. Zebrało jej się na płacz. Od razu wstała i przytuliła całą trójkę.
-Kilka osób się jeszcze złożyło. Seamus, Luna, Neville, Ron, George – powiedziała Ruda i odwzajemniła uścisk. – W końcu to twoje 18 urodziny. Postanowiliśmy, że kupimy ci na pamiątkę.
-Naprawdę nie musieliście. Dziękuję wam wszystkim! – krzyknęła i w tym momencie wleciała poczta. Do Hermiony przyszły dwie paczki i jeden list. List, który dostała od rodziców był bardzo krótki.
      „Córeczko!
Razem z tatą nie możemy uwierzyć, że minęło 18 lat odkąd przyszłaś na świat. Nie wiedzieliśmy co Ci kupić, więc postanowiliśmy wysłać Ci pieniądze. Nie mogliśmy ich wymienić na tę wasze dziwne monety, dlatego wysłaliśmy Ci normalne. Mamy nadzieję, że będziesz mogła je wymienić. Życzymy Ci wszystkiego najlepszego! Jeśli będziesz coś potrzebowała, napisz.
                                                                                                         Kochamy cię. Mama
Ps. Gdy wrócisz z Hogwartu zobaczysz jeszcze jeden prezent.”
Nie spodziewała się aż takiej sumy pieniędzy. Trzymała kopertę z listem i pieniędzmi w środku w ręce, po czym włożyła ją do torby. Jedną z paczek wysłała jej pani Weasley. Gdy ją otworzyła, wyfrunęły z niej kilka fajerwerek. W środku znajdował się sweter z wielką literą „H”, pełno słodyczy i list.
    „ Hermiono!
Ja i reszta, chcielibyśmy życzyć Ci wszystkiego najlepszego! W końcu tylko raz kończy się osiemnaście lat. Chciałbym, żebyś wiedziała, że kocham Cię jak siostrę i będę Cię wspierał. Przepraszam za wszystko co Ci zrobiłem. Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczysz. Mama karze Ci się ciepło ubierać, Ginny i Harry’emu też. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! Koniecznie wszystkich ode mnie pozdrów. Trzymaj się.
                                                                                                               Ron”.
Cieszyła się z prezentów, które otrzymała. Została jednak jeszcze jedna paczka. Hermiona otworzyła ją. W środku znajdowała się książka. „Dlaczego nie zginąłem, kiedy lelek zakrzyczałł” wyglądała na bardzo stary egzemplarz. Hermiona widziała ją raz w bibliotece. Była jednak zbyt zajęta, żeby ją przeczytać. W paczuszcze była jeszcze kartka, na której było napisane tylko „Wszystkiego Najlepszego z okazji osiemnastych urodzin. Blaise”. Dziewczyna musiała przyznać, że jej przyjaciel miał bardzo ładne pismo. Spojrzała na Ślizgona, który zdawał się wpatrywać się w nią. Najwidoczniej czekał aż otworzy prezent od niego. Jedyne co zrobiła to uśmiechnęła się do niego, a ten puścił jej oczko. Ginny, ciekawa kto przysłał ostatnią paczuszkę wyrwała Hermionie liścik z ręki.
-Skąd wiedział, że masz dziś urodziny? – spytała Wiewiórka i spojrzała na swoją przyjaciółkę.
-Nie mam pojęcia. Nic mu nie mówiłam – to była prawda. Hermiona nie przypominała sobie, żeby powiedziała mu cokolwiek o tym, że ma urodziny.
-Ta jasne. Dobra chodźcie. Za chwile będzie dzwonek. Cześć, Ginny. Widzimy się na obiedzie – powiedział Harry i wstał. Hermiona i Dean zrobili to samo i ruszyli w stronę Sali, w której miały odbywać się lekcje Transmutacji. Gdy doszli do drzwi sali lekcyjnej Zabini podszedł do Granger i zmierzył Pottera wzrokiem.
-Witaj, Potter. Miło cię widzieć – powiedział Blaise z odrazą w głosie.
-Ciebie również Zabini – odpowiedział mu Harry identycznym głosem.
-Mionka, nie przedstawiłem ci jeszcze mojego dobrego kumpla. To jest Theodor Nott – powiedział Zabini, a zza jego pleców wyszedł wysoki i dobrze zbudowany chłopak. „Jak to możliwe, że jest tam tylu przystojnych chłopaków. Każdy wysoki i dobrze zbudowany.” pomyślała Hermiona.
-Cześć. Jestem Hermiona – zwróciła się do Notta, a on zaczął patrzeć na nią badającym wzrokiem. Widać było, że jest Ślizgonem. Nie strój go zdradzał. Zdradzały go jego oczy. Takie zimne, a jednocześnie piękne.
-Theodor, miło mi cię poznać – uśmiechnął się do niej cwaniacko. Kolejna oznaka Ślizgona: cwaniacki uśmiech. Kiedy profesor McGonagall otworzyła salę i wszyscy uczniowie weszli do niej. Hermiona, jak zawsze usiadła między Deanem a Harrym. „Skąd on wiedział o moich urodzinach”. Hermiona myślała o tym przez całą lekcje. Nic mu nie mówiła. A może powiedziała to przez przypadek i o tym nie pamięta? Zastanawiała się nad tym przez całą lekcję i nie mogła się przez to skupić na tym, co mówi McGonagall. Zastanawiała się jeszcze nad jedną sprawą. Dlaczego Blaise przedstawił ją Theodorowi? Wiedziała przecież, że Ślizgoni chcą poprawić swoje relacje pomiędzy nimi a Gryfonami, ale żeby od razu wszystkich sobie przedstawiać?
-Nad czym myślisz? – spytał się jej Harry z zaciekawieniem.
-Nad sensem życia – odpowiedziała mu i spojrzała na niego.
-Pewnie o Zabinim – prychnął i odwrócił wzrok. Hermiona chciała mu coś odpowiedzieć, ale ich rozmowę przerwał dzwonek.
-Na dzisiaj koniec. Nic wam nie zadaję. Szybko uciekajcie za nim się rozmyśle – powiedziała McGonagall. Granger wyszła z sali i ruszyła w stronę lochów. Natychmiast podbiegł do niej Harry.
-Obraziłaś się na mnie? – spytał i złapał ją za ramię.
-Nie, dlaczego miałam się na ciebie obrazić? – odpowiedziała mu z ironią w głosie.
-Trochę przesadziłem. Wiem, że się tylko kumplujesz z Zabinim. Poniosło mnie – powiedział Złoty Chłopiec.
-Trochę? Rozumiem, że możesz się o mnie martwić, ale Blaise nic mi nie zrobi – odpowiedziała mu i przyśpieszyła.
-Przepraszam – spojrzał na nią błagalnym wzrokiem i odwrócił ją do siebie.
-Widzimy się za chwile na eliksirach – powiedziała i odwróciła się do niego plecami. Nie jest przecież małym dzieckiem, którego cały czas trzeba pilnować. Zauważyła Lunę i przypomniała sobie o obietnicy, którą złożyła Harry’emu. „Musze z nią porozmawiać” pomyślała i ruszyła w jej stronę.
Hej, Luna! – krzyknęła do dziewczyny, a ta natychmiast odwróciła się i spojrzała na nią swoimi wypukłymi oczami.
Cześć. Wołałaś mnie prawda? – spytała Hermiony marzycielskim głosem. Granger nie wiedziała jak zacząć z nią rozmowę.
-Tak. Słuchaj, mam do ciebie jedno pytanie – powiedziała Hermiona.
-Tak? – spytała ponownie Luna.
-Chodzi o Harry’ego. Bo… Nie wiem jak… to powiedzieć. Chodzi o to, że… On… No wiesz – jąkała się Hermiona i nie wiedziała jak może to wszystko złączyć w całość.
-Wiem co chcesz mi powiedzieć, Miona. Jednak już ktoś mnie zaprosił na randkę  – powiedziała Luna. Widać było, że jest jej szkoda Harry’ego.
-Tak? Kto? Znam go? – dopytywała się Granger. Była zdziwiona tym, że ktoś (oprócz Harry’ego) zainteresował się Luną.
-Tak, znasz. Później porozmawiamy, dobrze? Śpieszę się na Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami. Hagrid podobno przyprowadził małego jednorożca – powiedziała jej blondwłosa i w następnej chwili nie było już jej widać. Hermiona ruszyła w stronę lochów i wydawało jej się, że ktoś za nią idzie. Odwróciła się więc, ale nikogo nie zauważyła. Przyśpieszyła i o mało co nie spadła ze schodów. Cały czas miała wrażenie, że ktoś ją śledzi. Odwróciła się ponownie i ujrzała wysokiego chłopaka z czarnymi włosami.
-Nott! Musisz mnie tak straszyć? – krzyknęła Hermiona na Ślizgona, a ten stał i uśmiechał się do niej.
-Oj, przestań Granger. Po prostu użyłem zaklęcia kameleona, żebyś mnie nie zauwarzyła – odpowiedział jej ironicznie. Dziewczyna natychmiast odwróciła się i chciała wejść do sali, gdy Theodor złapał jej ręke.
-Co ty robisz? – spytała z oburzeniem.
-Wiem kto zaprosił Pomylunę na randkę – powiedział z uśmieszkiem.
-Kto? Nott, nie uśmiechaj się tak i mi odpowiedz! – zarządała Hermiona, która miała już ochotę wybuchnąć przez te wszystkie tajemnice.
-Nie kto inny, jak nasz Diabełek – powiedział jej, a brązowowłosa wyglądała co najmniej tak jakby w nią piorun uderzył.

Witam! Jak pewnie widzieliście w ostatnim poście, zostałam nominowana do LBA. Bardzo się z tego cieszę. Zszokowałam się dziś, gdy weszłam na Bloggera i zauważyłam liczbę wyświetleń. To był dla mnie szok. Przez dwa dni liczba wyświetleń wzrosła o 200. Dziękuję Wam wszystkim! Zwiększyła się również liczba komentarzy. Jest więcej czytelników. Jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy. Jednak i tak proszę o zostawienie komentarzy pod postem. To bardzo zwiększy moją chęć do pisania dłuższych rozdziałów i do pisania ogółem. 

Szukam dobrej bety. Stwierdziłam, że nie dam rady sama wychwycić błędów, co pewnie zauważyłyście ;). Jeśli ktoś może mi kogoś polecić byłabym wdzięczna! Jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam i życzę miłej nocy! :D
A.

piątek, 20 lutego 2015

Rozdział V

Hermiona obudziła się w niedzielny poranek po spadnięciu z łóżka. Zauważyła, że Ginny jeszcze spała i zajmowała jego trzy czwarte, więc postanowiła, że nie będzie jej budzić. Wstała i ubrała się w luźny biały top i jeansy. Wyszła ze swojego dormitorium i ruszyła w stronę Wielkiej Sali. Dopiero teraz zorientowała się, że jest już pół do jedenastej. Przy stole Gryfonów siedział Ron razem z Harrym. Weasley spojrzał się na nią spode łba, a Harry uśmiechnął się do niej. Usiadła na drugim końcu stołu przy Deanie i Seamusie. Przypomniała sobie nagle o prośbie Harry'ego. Pospiesznie zaczęła szukać Luny, ale nigdzie jej nie było. Postanowiła, że poszuka jej jutro, gdy dziewczyna będzie szła na lekcje. Zastanawiała się co ma jej dokładnie powiedzieć. Po zjedzonym śniadaniu poszła do dormitorium, by obudzić Wiewiórkę. Ginny była już jednak ubrana i gotowa do wyjścia do Hogsmeade. Dzień był pochmurny, więc Hermiona ubrała bluzę Blaise'a, która pasowała do jej ubioru. Ginny była ubrana w różową sukienkę i biały sweterek. W pokoju wspólnym czekał na nię Dean. W trójkę wyszli z Hogwartu i skierowali się w stronę Trzech Mioteł. W pubie zauważyli Malfoya i Parkinson. Szybko poszli na jego koniec i usiedli. Gdy Dean poszedł zamówić trzy piwa kremowe, dziewczyny były już pochłonięte rozmową.
-Cieszę się, że się już nie kłócicie – powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się do swojej przyjaciółki.
-Kłócimy się, ale nie tak często jak ostatnio. Minęła mu też zazdrość o Harry’ego. Nie wiem, skąd mu przyszło do głowy, że spotykam się z nim wieczorem na błoniach – zaśmiała się Ginny i zdjęła sweterek.
-Nie martw się. Wszyscy chłopacy są zazdrośni o Harry’ego. Ron też był o niego zazdrosny. Chyba sądzą, że skoro jest Wybrańcem to wszystkie dziewczyny na niego lecą – zawtórowała jej w śmiechu i natychmiast zmieniły temat, gdyż Dean wracał z powrotem do stołu.
-Słyszałem, że się pokłóciłaś z Ronem. Nie martw się, to idiota – powiedział Thomas do Hermiony i usiadł obok Ginny.
-Wiem, że to idiota – odpowiedziała mu i uśmiechnęła się do niego.
-W zasadzie, o co się pokłóciliście? Ron wrócił czerwony jak pomidor – spytał Dean i spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem.
-O Blaise’a. Jest w Slytherinie. Zauważył jak mnie przytula nad jeziorem, powiedzmy, że wpadł w jedną ze swoich furii. Złapał mnie za ramię i powiedział, że mam iść z nim, ale mu się wyrwałam – powiedziała Hermiona i wzięła jeden łyk piwa kremowego.
-Zadajesz się z chłopakiem ze Slytherinu?! Nie dziwię się, że Ron się wkurzył. Ginny, ty też się z nim zadajesz? – zapytał ciekawy chłopak i spojrzał w kierunku swojej dziewczyny.
-Nie, nie zadaję. A nawet jakbym się zadawała, to bym ci nie powiedziała. Myślałam, że sobie wyjaśniliśmy to i owo – odpowiedziała mu Ginny i spojrzała na niego wzrokiem, który mógłby zabijać.
-Tak wiem, ale ja się po prostu o ciebie martwię. Nie chce, żebyś wplątała się w jakieś kłopoty – speszył się Dean i opuścił głowę. Hermiona wiedziała co chciał powiedzieć. „Ginny, nie zadawaj się z Hermioną. Nie możesz. Ona się zadaję z Zabinim, a to najlepszy kumpel Malfoya”. Dokładnie to. Czuła się w tej chwili jakby siedziała tu teraz z Ronem. Wiecznie uprzedzenia i nienawiść do innych. Jaki był sens tej nienawiści? Dlaczego zawsze chciał udowodnić tej wrednej fretce, że nie jest od niego gorszy? Dlaczego chciał mu się przypodobać? „Myślał pewnie, że jak nazwie mnie szlamą to Malfoy będzie go szanował” pomyślała Hermiona.
-Sugerujesz, że oni są dla mnie zagrożeniem? Że Hermiona jest dla mnie zagrożeniem?! – krzyknęła Ginny, a połowa ludzi w pubie spojrzała się na nią – Zastanów się lepiej nad tym co mówisz i o kim mówisz. Hermiona to moja przyjaciółka i nawet gdyby chciała mnie wciągnąć w jakieś kłopoty przemyślałabym to. A nie wierzę, że Hermiona jest do tego zdolna.
W tym momencie jedyne co usłyszała brązowowłosa to trzaśnięcie drzwiami. Zauważyła, że Dean wstał i chciał za nią pobiec.
-Ja pójde za nią. Przejdzie jej, nie martw się – powiedziała i natychmiast wybiegła z Trzech Mioteł szukać swojej przyjaciółki. Szukała jej dobre dziesięć minut. W końcu zauważyła ją przy jednym z drzew. Podbiegła szybko i kucnęła obok niej. Widziała, że płacze.
-Widzisz jak to z nim jest?! Musi wszystko wiedzieć! Z kim wychodzę, gdzie wychodzę, o której będę! Nawet nie wiesz jak ja się czuję! Wiecznie pod nadzorem! – krzyczała przez łzy Ruda. Coraz więcej łez napływało do jej brązowych oczu.
-Wiem doskonale jak się czujesz, ale nie możesz wyładowywać całej złości na Deanie. On się o ciebie martwi. No już, nie płacz kochanie – pocieszała ją i przytuliła się do niej.
-To jest obsesja, Hermiona! Nie martwienie się. Mam tego dość! Muszę z tym skończyć! – powiedziała Ruda i natychmiast wstała.
-Poczekaj z tym trochę Ginny. Wiem, że Dean jest trochę przewrażliwiony, ale nie rób nic pod wpływem impulsu. Kto wie, czy nie będziesz tego żałować.
-Czy ty zawsze musisz mieć rację? – spytała się jej Weasley,a ona odpowiedziała na to tylko uśmiechem – chodźmy już do szkoły zaczyna się robić zimno. Ron dziś wyjeżdża – po ostatnich słowach Hermiona poczuła jak jej dusza śpiewa i jednocześnie tańćzy z radości. Nie mogła już znieść widoku starszego brata swojej przyjaciółki. Nie dała po sobie tego jednak poznać i ruszyła za Wiewiórką do Hogwartu. Nie słuchała jej, tylko rozmyślała o tym jak będzie wyglądać jej pożegnanie z Ronem. Gdy doszły do Wielkiej Sali, był on już spakowany i gotowy do drogi. Widać było, że na kogoś czeka.
-O, przyszłyście. Myślałem, że nie zdąrzycie – uśmiechnął się do nich i podszedł. – Trzymaj się siostra i nie wykończ Deana. Chce go jeszcze kiedyś zobaczyć – przytulił ją, a następnie podszedł do Hermiony.
-Wiem, że się nie układało między nami za dobrze. Z tego powodu chciałem cię przeprosić. Nie jesteśmy razem, ale ja się tlyko o ciebie troszczę – powiedział i uśmiechnął się.
-Doceniam to, Ron. Sądze jednak, że nie potrzebuje takiej opieki – mruknęła. Pozwoliła mu się przytulić i za nim wyjechał poprosiła go jeszcze na słówko.
-O Ginny też się zatroszczę. Nie musiałeś mówić Deanowi, żeby się nią opiekował. Poradzę sobie z nią sama, nie martw się – szepnęła i zauważyła jak się cały czerwieni. –Wiem, że nie powinienem, ale to moja siostra. Skoro ja nie mogę jej bronić to ktoś inny musi – odpowiedział cicho.
-Przed czym on ma ją bronić? Wiesz, że prawie rozwaliłeś ich związek? – spytała. Nie wiedziała, że człowiek może z emocji być taki czerwony. Widać było, że Ron czuje się zażenowany tą sytuacją.
-Tak wiem. Opiekuj się nią, ok? I sama o siebie dbaj – uśmiechnął się ostatni raz i pobiegł w stronę swojej mamy, która żegnała się z Harrym i Ginny. Podeszła do nich, nie uniknęła pani Weasley, która porwała ją w swoje ramiona i przypomniała, że ma się zdrowo odżywiać. Gdy odjechali, Harry poszedł w stronę Hogsmeade, a obie dziewczyny poszły do Wielkiej Sali. Hermiona spostrzegła Blaise’a, który zmierzał w ich stronę. Widząc, że Ginny próbuje uciec złapała ją za rękę.
-Cześć Mionka! – krzyknął i przytulił Hermionę. Spojrzał na jej przyjaciółkę i natychmiast podał jej rękę. – Jestem Blaise! Ty to pewnie Ginny Weasley – uśmiechnął się do niej cwaniacko i potrząsnął jej ręką.
-Tak, miło mi – odwzajemniła uśmiech i w tym samym momencie wszedł Dean. Hermiona szybko do niego podbiegła i szepnęła mu coś do ucha. Thomas natychmiast się wyprostował i podszedł do Zabiniego.
-Dean – przedstawił się, a jego ton mówił sam za siebie. Nie był chętny do poznania się z jakimkolwiek Ślizgonem.
-Blaise – równie sucho przedstawił mu się – masz szczęście. Twoja dziewczyna jest naprawdę śliczna. Hermiona zauważyła jak Ginny rumieni się.
- Tak wiem – odpowiedział mu Gryfon i od razu odszedł.
-Coś humorzasty ten twój chłopak, Ginny – powiedział i poprawił swój mundurek.
-Zazwyczaj się tak nie zachowuje – uśmiechnęła się i ścisnęła rękę Hermionie, na znak, że mają już iść. Brązowowłosa spojrzała na przyjaciółkę i zwróciła się do Zabiniego.
-Będziemy wracać do siebie. Do jutra – powiedziała i razem z Rudą poszły w stronę drzwi.
-Miło było cię poznać – krzyknął za nimi Blaise i pomachał do Ginny. Odmachały mu i ruszyły w stronę wieży Gryffindoru.
-Chyba wpadłaś mu w oko – szepnęła do Wiewiórki i uśmiechnęła się chytrze.
-Przestań. Wiesz przecież, że jestem z Deanem – odpowiedziała jej z oburzeniem – a propo Deana. Chyba był lekko zazdrosny o Blaise’a.
-Też tak myślę – weszły do pokoju wspólnego, w którym były co najmniej trzy osoby. Przeszły przez niego i otworzyły drzwi do dormitorium Hermiony.
-A teraz porozmawiamy o chłopakach! – krzyknęła Ginny i rzuciła się na łóżko.
-Musimy? – spytała zrezygnowana Hermiona – zawsze rozmawiamy o chłopakach. Nie możemy porozmawiać o czymś innym? Na przykład o planach na przyszłość?
-Niech ci będzie. No dobra, to z kim wiążesz swoją przyszłość? – zapytała Ruda z zaciekawieniem. Granger wiedziała, że nie ma już odwrotu. Gdy Ginny coś wymyśliła, nie było odwrotu.
-Nie mam pojęcia. Myślę, że z pięcioma kotami – uśmiechnęła się, ale wiedziała, że jej przyjaciółka wyskoczy za chwilę z jakimś dziwacznym pomysłem.
-Może chcesz spędzić resztę swojego życia z Malfoyem? Wyobraź to sobie. Wasze tlenione dzieci biegające po ogrodze – fantazjowała Ginny i po kilku sekundach wybuchła śmiechem.
-Och, nie bądź śmieszna! Z tym kimś? W życiu! – oburzyła się Hermiona. Przez chwilę wyobraziła sobie ich wspólne dzieci. Szybko odgoniła od siebie tę myśl. Przez następne kilka godzin Ginny podała kilkaset potencjalnych mężów Miony. Żaden jednak nie był jej księciem z bajki. Położyły się spać, a następnego dnia obudził je piękny jesienny poranek.
A.

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział IV

-Ron! Co ty tu robisz? - spytał Harry, który natychmiast rzucił się na swojego przyjaciela.
-Przyjechałem z mamą. Musiała coś załatwić z McGonagall, więc postanowiłem, że się z nią zabiorę - odpowiedział Ron z uśmiechem na twarzy. Hermiona zmieszana nie mówiła nic. Udawała, że cieszy się z jego przyjazdu. Minęło kilka minut, gdy poczuła, że ktoś poklepuje ją po ramieniu.
-Hermiona, możemy porozmawiać? - z zamyślenia wyciągnął ją Harry.
Jasne. O czym? - zapytała Hermiona z ciekawością.
Sami - poprosił i zawrócił w stronę wyjścia. Hermiona poszła za nim. Myślała nad tym co chce jej powiedzieć Harry. Nigdy nie prosił jej o rozmowę w cztery oczy.
-Mów - powiedziała i uśmiechnęła się.
-Fajnie, że Ron przyjechał, nie? Zrobił nam miłą niespodziankę – powiedział, ale nie patrzył jej w oczy.
-To chciałeś mi powiedzieć?
-No... Nie - powiedział i opuścił głowę w dół.
-To o co chodzi? No mów! - krzyknęła, gdy odniosła wrażenie, że chłopak w ogóle jej nie słucha.
-Słuchaj, bo ty masz dobry kontakt z Luną, nie? - zapytał Harry lekko zdenerwowany.
-No, tak. Coś się stało? - Hermiona była zdezorientowana całą sytuacją. Harry nigdy nie interesował się Luną
-No bo... Ja... No wiesz... - Potter zarumienił się i nie mógł wydusić z siebie tych słów. - Ja... Chciałem się z nią mówić.
-Harry... Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.
-Proszę. Miona no. Zrób to dla mnie.
-No dobrze, już dobrze. Ale co ja mam jej powiedzieć? - zapytała i wpatrywała się w niego.
-Nie wiem. Proszę nie patrz tak na mnie, naprawdę nie wiem. Może powiedz jej coś o mnie. Tylko sugeruje. Hermiona, mówię ci, nie patrz tak na mnie - powiedział i odwrócił wzrok od niej, bo zauważył Lunę idącą z Ginny i z nieznanymi im dwiema dziewczynami.
-No dobrze. Sama coś wymyśle - Granger uśmiechnęła się do niego i zobaczyła, że jej przyjaciel patrzy w zupełnie inną stronę - teraz do niej podejdź. Nie bój się.
-Nie boje się! Ale dlaczego wy zawsze musicie chodzić stadami? - zapytał Hermiony wzrokiem, który wręcz błagał o wytłumaczenie.
-Sama nie wiem. Już tak mamy. Wszystko załatwię.
-Dzięki. Kocham cię po prostu – powiedział i odwrócił się.
-Zawsze mnie kochasz, gdy mam coś załatwić – mruknęła Hermiona sama do siebie.
-Słyszałem! - krzyknął i uśmiechnął się,
-I bardzo dobrze! - odwzajemniła uśmiech. Kierowała się właśnie w stronę błoni, gdy nagle ktoś zasłonił jej oczy. Oparła się o osobę za nią i stwierdziła, że jest od niej dużo wyższa. To z pewnością był chłopak. Myślała przez kilka chwil kto to jest i przypomniała sobie, że tylko jedna osoba jest od niej o tyle wyższa.
-Blaise! - krzyknęła i natychmiast się odwróciła.
-Myślałem, że nigdy nie zgadniesz. Idziemy na spacer? - spytał i uśmiechnął się do niej.
-Możemy, ale na chwile. Ron przyjechał. Sam rozumiesz – powiedziała i lekko się zarumieniła.
-Jasne – powiedział i zaczął iść w stronę jeziora. Hermiona stwierdziła, że jest naprawdę przystojny. Ale czemu poprosił ją o spacer. I gdzie jest Malfoy? Najczęściej chodzą wszędzie razem. Zastanawiała się nad tym do czasu gdy doszli do jeziora i usiedli na brzegu.
-Chcesz o czymś pogadać? - spytała w końcu.
-Nie. Po prostu... Nie ważne – odpowiedział i rzucił kamykiem do wody.
-Coś cię gryzie? Powiedz. Postaram się zrozumieć – powiedziała i uśmiechnęła się do niego.
-No dobra. Podoba mi się pewna dziewczyna. Jest mądra, ładna i miła.
-Super. Kto to? Zagadaj do niej! Na pewno cię zrozumie – uśmiechnęła się i przytuliła go.
-Nie jestem tego taki pewny. Boję się, że mnie odrzuci. Mam z nią już całkiem dobry kontakt i nie chce go stracić.
-No dobrze, ale co to za dziewczyna? Obiecuje nie będę się śmiała – Blaise na te słowa odwrócił głowę. - No nie ile pytań musi się jeszcze pojawić w mojej głowię, żebym w końcu wybuchnęła – pomyślała. Nie trwało to długo, ponieważ nagle poczuła jak spada do lodowatej wody. Nie miała gruntu, a jej ciało zdawało się z nią nie współpracować. Przeszła po niej wielka fala zimna i poczuła, że traci powietrze. Poczuła jak ktoś podpływa do niej. Wiedziała, że to Blaise. Złapał ją i natychmiast wypłynął z nią na brzeg. Poczuła, że jest na trawie. Usiadła, a obok niej usiadł Blaise.
-Nic Ci nie jest? - spytał zdenerwowany.
-Nie. Dziękuje ci – powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
-Nie ma za co. Trzymaj – odpowiedział i dał jej bluzę. Ubrała ją natychmiast, ale nadal się trzęsła. Chłopak widząc to przytulił ją. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Wiedziała, że gdyby nastąpiła taka sytuacja przy Ronie, on na pewno by nie dał jej bluzy i by jej nie przytulił. Stwierdziła, że miło jest mieć takiego przyjaciela. Ciszę pomiędzy nimi przerwał Blaise.
-Hermiona – powiedział.
-Słucham – odpowiedziała mu i uśmiechnęła się.
-Ta dziewczyna to... - nie usłyszała imienia, ponieważ niewiadomo skąd wyszedł Ron i krzyknął tak głośno, że nie była w stanie usłyszeć odpowiedzi na tak nurtujące ją pytanie.
-Przepraszam, możesz powtórzyć – powiedziała, ale nagle poczuła jak Ron łapię ją za ramiona. Czemu musiał przyjść tu w takiej chwili?
-Szukałem cię, a ty jesteś tu z nim? Przecież on się przyjaźni z tym śmierciożercą. I dlaczego jesteś mokra? – krzyknął Rudy i zaczął prowadzić ją w stronę zamku. Hermiona nie wyrażała chęci na rozmowę z Ronem i wyszarpnęła się z jego uścisku.
-Ron, nie jestem twoją własnością! Nie możesz mi mówić z kim mam się przyjaźnić, a z kim nie. Zastanów się co robisz. Jestem mokra bo wpadłam do jeziora. Blaise mnie uratował. Cześć – po tych słowach zamurowało go. Natychmiast odwrócił się oburzony i zaczął iść w stronę zamku mrucząc coś do siebie. Granger wróciła do Blaise'a, jednak nie usiadła. - Przepraszam cię za niego. Robi się zimno. Chodźmy do zamku.
-Dobra. Ale jesteś zmarznięta. - powiedział i uśmiechnął się do niej czule.
-Nie dziw się skoro niedawno wpadłam do jeziora! - odpowiedziała zgryźliwie.
-A no tak. Zapomniałem – zaśmiał się, a Hermiona zawtórowała mu.
-Więc, co to za dziewczyna? - spytała po chwili. Zauważyła lekkie zakłopotanie na jego twarzy więc wydusiła z siebie zwykłe „Przepraszam”.
-Nie masz za co. - odpowiedział. Po kilku minutach doszli do Wielkiej Sali, w której było już pełno ludzi. Dopiero teraz zorientowali się, że przesiedzieli nad jeziorem cały dzień. Hermiona zdejmowała już bluzę, żeby mu ją oddać i usłyszała, że Blaise coś do niej mówi.
-Przepraszam, co mówiłeś? Nie usłyszałam.
-Weź ją sobie. Ładnie w niej wyglądasz – powtórzył i uśmiechnął się.
-Dobrze, dziękuje – na ostatnie słowa zarumieniła się. Ostatni raz usłyszała to od Kruma na ślubie Billa i Fleur.
-No to cześć – powiedział i przytulił ją. Oboje mieli wrażenie, że nagle cała Wielka Sala ucichła i spojrzała na nich.
-Cześć. Do poniedziałku – uśmiechnęła się ostatni raz i poszła do stołu Gryffindoru. Czekała już na nią Ginny.
-Co to było? Jesteś mokra – natychmiast spytała się Ruda ze swoim niepowtarzalnym wzrokiem.
-Co? Nie zauważyłam, no popatrz- spytała Hermiona z ciekawością i odpowiedziała jej ironicznie.
-To przed chwilą. I co to za bluza? - łatwo było usłyszeć wyrzut w głosie Ginny.
-Blaise'a. Dał mi ją. Przed chwilą jeśli nie zauważyłaś przytulił mnie – powiedziała i uśmiechnęła się wrednie.
-Widziałam. Wydaję mi się, że on coś kręci – odpowiedziała jej.
-Tobie zawsze się tak wydaje – odgryzła się przyjaciółce i spojrzała na stół Slytherinu. Blaise i Malfoy o czymś rozmawiali. Może o tym co się stało. Może Malfoy jest tak samo upierdliwy jak Ginny. - Przekonasz się do niego. Uwierz mi. Jest naprawdę w porządku.
-Ta jasne – mruknęła i od razu dostała ciastkiem w twarz. - Ty małpo!
-Musisz się trochę rozerwać! Niedługo to ty w naszej przyjaźni będziesz odgrywać nudziarę.

*

-Przytuliłeś szlamę? - gdy usiadł natychmiast usłyszał syknięcie swojego przyjaciela.
-Nie, Hermione – odpowiedział z uśmiechem.
-Dlaczego? - spytał się Draco z nadzieją, że dowie się czegoś pożytecznego od swojego przyjaciela, ale i w tej chwili się tego nie doczekał
-Bo ją lubię. I koniec. Zastanawiam się jak to możliwe, że wytrzymałem z tobą tyle lat – powiedział Zabini.
-Gdzie byłeś przez cały dzień? – Malfoy zignorował słowa przyjaciela i ciągnął temat dalej.
-Skoro już musisz wszystko wiedzieć to ci powiem. Spotkałem Hermione po śniadaniu; zaprosiłem ją na spacer; poszliśmy nad jezioro; usiedliśmy na brzegu; rozmawialiśmy; przytuliła mnie; wpadła do jeziora; wskoczyłem za nią;wypłynąłem z nią na brzeg;podziękowała mi; dałem jej bluzę; znowu rozmawialiśmy; przyszedł ten szczur Weasley i zaczął ją ciągnąć do zamku; wyszarpała się i podeszła do mnie; powiedziała żebyśmy już wracali bo robi się zimno;rozmawialiśmy ; pozwoliłem jej zatrzymać bluzę; powiedziałem, że ładnie wygląda; zarumieniła się; przytuliłem ją i podszedłem tu. A tobie jak minął dzień? - uśmiechnął się przebiegle i spojrzał na przyjaciela.
-Przytuliłeś Granger? - spytał z odrazą w głosie.
-Tak, jeśli masz z tym jakiś problem to mi to powiedz – powiedział.
-Nie, nie mam. Ale to przecież szla...
-Mugolaczka – poprawił go natychmiast Blaise. - Jestem głodny jak wilk. Daj mi spokój.

*

-Myślę Ginny, że nie musisz mnie odprowadzać pod same drzwi dormitorium – powiedziała Hermiona.
-Wiem, ale ja cię nie odprowadzam. Zostaję u ciebie – uśmiechneła się sprytnie i weszła do dormitorium Hermony.
-Czemu ja nic o tym nie wiem? - spytała brązowowłosa.
-Już wiesz – odpowiedziała jej i uśmiechnęła się – idę się pierwsza kąpać! Krzyknęła i za chwile w pokoju nie było po niej śladu. Hermiona postanowiła, że nie będzie na nią czekać i od razu pójdzie spać. Jednak sen nie był jej posłuszny i w ogóle nie chciał nadejść. Po około dwudziestu minutach przyszła Ginny.
-Ron mi powiedział, że się spotkaliście nad jeziorem – powiedziała Ruda i położyła się na łóżku.
-Taa – odpowiedziała jej bez entuzjazmu.
-Czemu byłaś mokra? Ron nie zdążył powiedzieć bo przyszłaś na kolacje, a ja nie chciałam cię po tym męczyć.
-Wpadłam do jeziora. Nie wiem jak. Po prostu się ześlizgnęłam. Nie czułam, żeby ktoś mnie popchnął. Blaise wskoczył i mnie uratował, właśnie wtedy mi dał bluzę – opowiedziała jej w skrócie.
-Uratował cię. On? - spytała Ginny niedowierzającym głosem.
-Tak, ON mnie uratował – mruknęła i uśmiechnęła się do niej.
-Chyba naprawdę jest w porządku – powiedziała Ruda.
-Nawet bardzo w porządku – odpowiedziała.
-Nie idziesz się kąpać? - spytała.
-Nie, wystarczy mi wody na dzisiaj – uśmiechnęła się i rzuciła w Ginny poduszką.

-Znowu zaczynasz? - powiedziała i wzięła poduszkę do ręki. Po bitwie na poduszki wymęczone położyły się spać.

~~~
Witam! Rozdział późno, bardzo późno. Spowodowane to było moją chorobą. Nie mogłam się ruszyć z łóżka. Jestem zadowolona z rozdziału, bo to pierwszy rozdział, który nie jest tak bardzo krótki. Wzięła mnie wena. Proszę o zostawienie komentarzy, to bardzo dla mnie ważne. Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru i miłej niedzieli!
A.

Ps. Przepraszam za to, że w połowię tekstu zmienia się czcionka, ale nie wiem co się dzieje. :) Spróbuje to naprawić


piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział III

-Nie mogło być gorzej. - pomyślała Hermiona i weszła do już otwartej sali. Usiadła w ławce razem z Harrym i Deanem. Profesor Slughorn mówił o eliksirze upiększającym, który zainteresował większość dziewczyn, a w szczególności Pansy Parkinson - ślizgonkę o twarzy mopsa.
-Patrz na panią „Jestem najpiękniejszą i najfajniejszą dziewczyną o twarzy mopsa” - szepnął Harry, a Hermiona wybuchła śmiechem. Wszyscy spojrzeli na nią spode łba. Odwróciła się i spotkała wzrok Zabiniego. Natychmiast spuściła głowę i udawała, że czyta przepis na eliksir. Chłopak podszedł do niej i oparł się na ławce.
-Nieźle go spławiłaś, Granger, nie powiem, że nie – powiedział i uśmiechnął się cwaniacko. Hermiona nienawidziła takiego uśmiechu.
-Niby kogo? - spytała, a na jej twarzy pojawił się rumieniec. Wiedziała dokładnie o kim mówi Zabini. Czuła satysfakcję z tego, że postawiła się Draconowi. Zawsze myślał, że jest najlepszy i najważniejszy. Mylił się.
-Nie udawaj, że nie wiesz. To chyba oczywiste, że Malfoya - odpowiedział i spojrzał na nią. Tak samo jak Malfoy był pewny siebie, arogancki, sprytny, ale i przystojny.
-Nie myślałaś o tym. Ta fretka nie jest przystojna - powiedziała sobie w myślach - Nie spławiłam go. Nie rozmawiam z nachalnymi mężczyznami.
-Draco nachalny? Nie wierzę .
-To uwierz. Nie chcę wiedzieć co chciał mi powiedzieć. Nie było to chyba raczej nic miłego skoro nazwał mnie „szlamcią”. - powiedziała z ironią.
-Zdziwiłabyś się bardzo. - odpowiedział z uśmieszkiem.
-Co masz na myśli Zabini? - spytała z ciekawością. Zastanawiała się czy to będzie odpowiedź na jej pytanie. 
-Nie, nic. A tak w ogóle, jestem Blaise - wyciągnął do niej rękę.
-Tak, wiem. Hermiona. Skąd ci przyszło do głowy, żeby po siedmiu latach mi się przedstawiać? - Wiedziała, że zadaję dużo pytań, ale ciekawość wzięła górę.
-Sam nie wiem. Nigdy nie przedstawiałem ci się osobiście. - uśmiechnął się i odszedł. Brązowowłosa stwierdziła, że ślizgon jest naprawdę w porządku. Nie wydawał się taki jak reszta.

*

-Zabini podał ci rękę? On? Przecież to taka sama szumowina jak Malfoy. Jak mogłaś mu podać rękę? Nie pamiętasz jak nazywał cię szlamą i upokarzał? - Ginny chodziła po całym dormitorium i naskakiwała na nią po jej każdej odpowiedzi
-Po pierwsze to się uspokój. Blaise nigdy mnie nie upokarzał. Raz nazwał mnie szlamą, to fakt. Ale jest bardzo miły. - powiedziała Hermiona jak do małego dziecka.
-Raz cię nazwał szlamą, to i później będzie cię tak nazywał - Ruda krzyczała cały czas, ale na Hermionie nie robiło to wrażenia.
-Nie pamiętasz już jak Ron nazwał mnie szlamą? - spytała i spojrzała jej w oczy.
-Pamiętam, ale on się zmienił – odpowiedziała cicho.
-To dlaczego Blaise nie może się zmienić? - jej ton stał się bardziej dostojny i głośny.
-Zabini, a Ron to zupełnie inna sprawa. Przyjaźniłaś się z Ronem. Nadal przyjaźnisz. A Zabibi? To wredny ślizgon! - krzyknęła i miała już wychodzić, gdy Hermiona złapała ją za ramię.
-Czemu jesteś taka oschła? Nikomu nie ufasz. Wiem, że Blaise był śmierciożercą, ale daj mu szansę. Jeśli już o tym rozmawiamy. Co się dzieje między tobą a Deanem? - zapytała z troską Ginny, która usiadła na łóżku i rozpłakała się.
-Nie dogaduje się z nim. Cały czas twierdzi, że coś przed nim ukrywam. Nie mogę z nim normalnie porozmawiać. Kłócimy się cały czas. Oddalił się ode mnie. Mówi, że to ja go ignoruje. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć - oczy miała zalane łzami.
-Wszystko będzie dobrze. Cśś, nie płacz, skarbie. Wyjaśnij z nim to. Jest po prostu o ciebie zazdrosny. Zrozum go. Widzę, że chcesz z nim być i czujesz to, co czułaś do niego wcześniej. Proszę cię. Nie zepsuj tego – Ginny jedyne co mogła zrobić to skinąć głową na znak, że rozumie. Następnego dnia Hermiona siedziała na śniadaniu razem z Harrym. Zastanwiała się gdzie jest jej przyjaciółka. Zawsze przychodziła po nią do dormitorium i szły razem do Wielkiej Sali. Gdy po raz kolejny z rzędu drzwi się otworzyły zauważyłam Deana, który trzyma za rękę Ginny. Uśmiechnęła się na ten widok. Gdy do nich podeszli, Ruda usiadła obok Hermiony. Opowiedziała jej o rozmowie z Thomasem. Po skończonym temacie, zaczęły rozmawiać o ślizgonach.
-Nie jestem pewna czy można mu ufać - powiedziała Ginny, której teoria zawsze musiała być najważniejsza.
-Ja mu ufam. Ty też go polubisz. Uwierz mi - uśmiechnęła się, a po chwili ktoś zasłonił jej oczy swoimi dłońmi. Wyczuła znajomy zapach perfum.
-Witam – powiedział męski głos, który wydał się jej bardzo znany i nagle zobaczyła twarz swojego piegowatego przyjaciela.

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział II

-Hej, szlamciu! - krzyknął Malfoy. Hermiona wyrażała chęć odwrócenia się w stronę blondyna, ale zdecydowała się iść dalej. Nie zdążyła dojść do końca schodów, gdyż Draco złapał ją mocno za ramię i odwrócił ją w swoją stronę. - Mówiłem coś do ciebie – powiedział, a w jego głosie było słychać wyrzut.
-Oh, przepraszam. Nie usłyszałam – odpowiedziała mu, po czym ponownie się odwróciła. Malfoy natychmiast wybiegł przed nią i syknął – Nie ignoruj mnie.
-Zrobisz mi coś szanowny panie arystkrato? Nie sądzę - mruknęła i go popchnęła. Jednak jako, że był wyższy i z pewnością silniejszy, nie drgnął nawet o centymetr.
-Granger, posłuchaj mnie. - jego głos nie ukrywał zdenerwowania, a ręce mu drgały. Hermiona raz widziała go w takim stanie. W trzeciej klasie.
-Nie - powiedziała krótko i stanowczo, po czym szybko poszła do wierzy Gryffindoru. Zastanawiała się co chciał powiedzieć jej Malfoy. Ta myśl chodziła jej po głowię cały czas. Nie mogła się na niczym skupić. Bez odpowiedzi na to nurtujące pytanie, położyła się do łóżka i odpłynęła do krainy snu.

***
Następnego dnia Hermiona miała dość spontaniczną pobudkę. W pewnym momencie poczuła jak ktoś się na nią rzuca. Był to lekki ciężar, a gdy otworzyła oczy ujrzała długie, rude włosy. Już miała coś powiedzieć, gdy Ginny ją poprzedziła.
-Wstawaj i zobacz która godzina - powiedziała Ruda, jakby przed chwilą zauważyła bogina i podała Hermionie zegarek.
-Jesteś sadystką - powiedziała Granger, gdy zauważyła, że zegarek wskazuje czwartą trzydzieści.
-Ja? W życiu! - krzyknęła Ginny z udawanym oburzeniem - Jak możesz mnie tak osądzać? Nie spodziewałam się tego po tobie Hermiono!- kontynuowała.
-Dobrze, już dobrze. Tak właściwie po co mnie obudziłaś? - zapytała brązowowłosa.
-Nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam, że do ciebie przyjdę. Masz przecież takie duże łóżko. Na pewno się zmieścimy. - Ruda uśmiechnęła się i położyła obok swojej przyjaciółki. Kiedy stwierdziły, że nie zasną zaczęły rozmwiać na wszelkie tematy. W końcu Hermiona opowiedziała Ginny całą historię z Malfoyem. Ta uśmiechnęła się, po czym zaczęła się zastanawiać.
-A może... może chciał ci powiedzieć, że mu się podobasz i że chcę spędzić z tobą resztę życia? - zagadnęła Granger, gdy ta zastanawiała się nad czymś bardzo mocno.
-Nie gadaj głupstw Weasley. Gdyby już chciał to powiedzieć, na pewno nie nazwałby mnie „szlamcią” - zaśmiała się i ponownie zaczęła się zastanawiać nad sensem rozmowy z Malfoyem. Po kilku godzinach ubrały się i zeszły do Wielkiej Sali na śniadanie. Czekali już na nie Dean oraz Harry.
-Tak wcześnie? Zawsze przychodzicie 20 minut później - powiedział Dean, który zajęty był jedzeniem owsianki. - Co robiłyście przez całą noc?
-A co miałyśmy niby robić, Dean? Spałyśmy - odpowiedziała Ginny z powagą.
-Nie wydaję mi się, skoro wasze śmiechy było słychać w całej wieży - wtrącił się Harry i uśmiechnął się pod nosem.
-Słychać było coś jeszcze? - zaniepokoiła się Hermiona, wiedząc, że wczorajsze rozmowy o Malfoyu Harry mógłby odebrać dość dziwnie, znając jego tok myślenia.
-Nie. A o czym rozmawiałyście? - spytał Thomas z ciekawością.
-Nie twój interes. - powiedziała Ginny. - Dobra, idę na zielarstwo. Spotkamy się na obiedzie. Cześć.
-Za chwile mamy eliksiry. Profesor Slughorn nie lubi spóźnień. - powiedziała Hermiona i w trójkę wyszli z Wielkiej Sali.
-Hermiona, możemy pogadać? - zapytał zdenerwowany Dean.
Jasne. O czym chcesz porozmawiać? - odpowiedziała brązowowłosa.
-O Ginny. Czy ona kogoś ma?
-Nie. Skąd ci to przyszło do głowy, Dean? - spytała Granger z oburzeniem.
-Sam nie wiem. Dziwnie się zachowuje. Odrzuca mnie. Nie wiem co się stało. Nie wiem czy mnie kocha. Czy ma kogoś...
-Nic mi nie mówiła, ale jakby powiedziała bym ci tego nie powtórzyła. Pogadaj z nią. Może spędzasz z nią za mało czasu. Nie martw się. Wszystko się ułoży. - uśmiechnęła się, po czym zaczęła iść w stronę lochów
-Dzięki - odwzajemnił jej uśmiech i przytulił ją.
-Nie masz za co. A teraz musimy przyśpieszyć. - powiedziała z uśmiechem i przyśpieszyła. W lochach jak zawsze było zimno i ponuro. Wszyscy czekali na Slughorna. Hermiona ustała obok Harry'ego, który rozmawiał z Nevillem. Obejrzała się i zobaczyła Ślizgonów w zwartej grupie. Po środku, jak zawsze był Malfoy razem z Zabinim.


-Nie mogło być gorzej. - pomyślała Hermiona i weszła do już otwartej sali.

~~~
Witam! Rozdział II zakończony, jednak nie jestem z niego zadowolona. Zmienił się wygląd mojego bloga, co na pewno zauważyłyście. Szablon został zaczerpnięty z : http://land-of-grafic.blogspot.com <-- Polecam :). Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru!
A.